Bar Warmut jest naszym na tyle bliskim sąsiadem, że często właśnie z niego zamawiamy do redakcji lunche (nasza redakcja mieści się dokładnie nad Warmutem). Mało tego, zdarza się nawet, że inne redakcyjne spotkania uświetniamy ich przekąskami. Tak było i tym razem. Całą ekipą obecną tego dnia w redakcji postanowiliśmy spróbować tamtejszych burgerów.
Warmut to miejsce znane z niecodziennego, ale świetnego pomysłu – promuje raczej niepopularny trunek, jakim jest w dzisiejszych czasach wermut. W końcu wermutów wiele osób nie lubi, a w ogóle mało kto wpadł na pomysł, żeby przyrządzać na ich bazie koktajle. Tym właśnie zajmuje się Warmut – trzeba przyznać, że z sukcesami – i z tego jest znany. Nie wszyscy wiedzą jednak, że ten bar to nie tylko koktajle, ale także pełnoprawna gastronomia.
Tego dnia zebrało się nas w redakcji dziewięć osób, zamówiliśmy więc dziewięć burgerów – trzy tradycyjnie mięsne, trzy fishburgery i trzy w wersji wege (każdy z nas lubi coś innego). Do tego frytki, dużo frytek! Oczywiście z sosami. Wiemy, że frytki do burgera to raczej standard, ale piszemy o nich nieprzypadkowo – frytki w Warmucie są niby zwyczajne, ale znakomite. Musicie to wiedzieć.
A jak smakowały nam dania główne, czyli warmutowe burgery w trzech wariantach? Sprawdźcie poniżej! A my przy okazji wspomnimy tylko, że burgery z Warmutu można zamawiać przez Bolt oraz z odbiorem osobistym.
Bistek Burger w Warmucie to danie o tyle wyjątkowe, że pozornie standardowe składniki zostały w nim potraktowane w oryginalny sposób. Mostek wołowy nie posiada klasycznej formy jak w większości burgerowni i restauracji, a zamiast tego jest szarpany, co zdecydowanie ułatwia czerpanie przyjemności ze wszystkich smaków dania naraz. Podobnie szarpana jest cebulka, w dodatku marynowana, dzięki czemu jest znacznie bardziej delikatna i nie dominuje nad pozostałymi składnikami. Nowością z kolei okazały się papryczki padron. W Warmucie serwuje się je w plastrach, a to wszystko zamknięte w przepysznej, miękkiej (co bardzo ważne) domowej brioszce.