FacebookInstagramTikTokX
  • Wasze prace
  • Konkurs
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
  • Search
Moje Konto
Zaloguj się / Zarejestruj
  • Wasze prace
  • Konkurs
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Kup nowy numer
K MAG
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Advertisement
Ludzie

„Pies wybawiciel”: dlaczego faceci zostają w tyle? Rozmowa z Jackiem Pomorskim [WYWIAD]

Autor: Agnieszka Sielańczyk
26-10-2026
„Pies wybawiciel”: dlaczego faceci zostają w tyle? Rozmowa z Jackiem Pomorskim [WYWIAD]
„Pies wybawiciel”: dlaczego faceci zostają w tyle? Rozmowa z Jackiem Pomorskim [WYWIAD]
fot. „Pies wybawiciel”, Jacek Pomorski

Jego bohater zerwał z patriarchatem ojca, ale nie bardzo wie, co dalej. Liczy głaski, wyśmiewa modę na kryminały i staje przed psim sądem. Z Jackiem Pomorskim, autorem powieści „Pies wybawiciel”, rozmawiamy o męskiej czułości, która w polskim domu musiała mieć sierść, o kulturze jednokierunkowej i o tym, dlaczego faceci zostają w tyle.

Wacek trafia do domu Pomorskiego prosto ze schroniska. Pana domu traktuje nieufnie, bo w mężczyznach widzi dawnego oprawcę. Żona, córka i teściowa porozumiewają się z bohaterem głównie listami zakupów, wydawczynie namawiają go na kryminał o psie tropiącym skradzione arcydzieła, a w finale psi sędzia wywołuje go do tablicy. „Pies wybawiciel” (Luna House, 2026) to krótka i zgryźliwa powieść o mężczyźnie w kryzysie wieku średniego, pisana tak, żeby czytelnik raz się śmiał, a raz zgrzytał zębami. W tle przewijają się Beckett, Tarantino, Coetzee, czeskie knajpy z filmów Menzla i cała galeria psów z polskiej popkultury: Szarik, Cywil, Reksio, Pankracy.

Autor podpisał książkę nazwiskiem swojego bohatera. Pseudonim wybrał, bo jest dziennikarzem i nie chciał, jak mówi, mieszać dwóch systemów walutowych. Za patronów nowej powieści uważa Thomasa Bernharda i Michela Houellebecqa.

Dwa przerywniki w książce „Pies wybawiciel” nazywają się „Ostatnia szansa Pomorskiego”. W finale psi sędzia wywołuje do tablicy oskarżonego: „Pomorski”. Twój pseudonim łączy w powieści autora, bohatera i podsądnego. Ile w tym gry z czytelnikiem, a ile asekuracji?

Jacek Pomorski: Dobre pytanie, związane z tą asekuracją. Ale żeby było do końca asekuracyjnie, tak jak mówisz, spróbujmy może przyjrzeć się kilku kontekstom związanym zarówno z psem lub psami, jak i z autorem, bohaterem i podsądnym.

Zacznijmy może od psów, ponieważ zawsze staram się szukać tematu, który interesuje nie tylko mnie i ma szansę na szerszy odbiór. Nawet jeśli dwuznaczny sposób pisania, mający wywołać refleksję, a nie jednoznaczny osąd, na początku może komuś nie odpowiadać.

Wszyscy chyba zauważają, że przynajmniej od czasu pandemii, która pozamykała nas w domach i naraziła na częstsze niż wcześniej kontakty z bliskimi (wręcz zamknęła nas z nimi!), wzrosła rola psów. Spoczął na nich trudny obowiązek rozładowywania napięć i współtworzenia wspólnoty tam, gdzie stała się trudniejsza. W innych sytuacjach, w przypadku ludzi samotnych lub singli z wyboru, pies stał się towarzyszem życia bliższym niż człowiek, a także przepustką na spacer, na wyjście z domu, gdy z powodu pandemicznych ograniczeń nie było to takie oczywiste.

Pies stał się więc tytułowym wybawicielem, a jednocześnie ujawnił nasze pragnienia, marzenia o bliskości i nowych relacjach, których ludzie w okresie nasilających się napięć być może nie mogą osiągnąć.

Mój bohater, wspomniany Pomorski, ma z tym problem, ponieważ ciągnie się za nim ogon faceta w kryzysie wieku, dziadersa, który z patriarchatem swojego ojca może już zerwał, ale wciąż – czy to przez egoizm, czy przez narcyzm – chce być w centrum uwagi. I móc liczyć na taką czułość, na jaką mogą liczyć psy, choć być może już na nią nie zasługuje.

Sądzę jednak, że nawet jeśli sam się pogrąża, nie można mu odmówić słuszności pytań, które zadaje. Czy pies nie jest łatwiejszym partnerem niż człowiek? Co z wegetarianizmem, jeśli na psim głodzie zbudowana jest prosperity coraz bardziej luksusowych sklepów dla zwierząt, gdzie w różnej postaci zalegają tony mięsa, którego my już nie jemy? Co w ogóle z naszymi relacjami, które obudowujemy różnymi protezami, czy to w życiu rodzinnym, społecznym, czy sieciowym?

A ponieważ Pomorski jest facetem już raczej za zakrętem i chyba zaraz wypadnie na wirażu z życiowej drogi, którą od dawna jedzie bez trzymanki, wyposażyłem jego literacką biografię w dwa rozdziały, o których wspomniałaś.

Jeden przypomina przeszłość, gdy był fajnym, nieśmiałym chłopakiem. Nie będę ukrywał, że zainspirowała mnie „Ostatnia taśma Krappa” Becketta, gdzie zgorzkniały starzec odsłuchuje taśmy z zapisem swoich wzniosłych westchnień z czasów, gdy jeszcze miał nadzieję na happy end. Pomorski, w przeciwieństwie do Krappa, orientuje się, że zabrnął ze swoją mizantropią zbyt daleko. Balansuje na krawędzi, a druga część „Ostatniej szansy Pomorskiego”, poświęcona spotkaniu ze znaną feministką, daje mu szansę na przełom. Tyle może powiedzieć autor o swoim bohaterze.

A dlaczego pseudonim? Żeby nie „mieszać dwóch systemów walutowych”. Zbyt wiele jest książek zbyt łatwo wydawanych przez dziennikarzy. Wolałem uniknąć niepotrzebnej nikomu pokusy lobbingu ze strony wydawczyń i wydawców.

Wydawczynie z powieści namawiają bohatera na kryminał o psie, który tropi skradzione arcydzieła. Wyśmiewasz ten pomysł, a w rozdziale „Sceny męki kobiet polskich” go realizujesz. To zemsta na rynku czy sposób, żeby wejść na niego tylnymi drzwiami?

To akurat autentyczna historia, moja własna, z czasów, gdy sam próbowałem wydać książkę, a zajęła się tym Beata Stasińska. Z wielu nobliwych ust w najsłynniejszych oficynach literackich słyszy się: można napisać wszystko, byle był to kryminał. I śmieszne to, i straszne zarazem.

Kpiąc z takich pomysłów, Pomorski stworzył w zasugerowanej formie małą próbkę tego, jak mogłaby wyglądać ich realizacja. Sądzę, że to nie jedyna niepoprawność i kpina, jakiej się dopuścił. Zależało mi bowiem na śmiechu autora i czytelników, choćby nawet był to śmiech przez łzy. Chciałbym, żeby czytelnicy dobrnęli do końca, a po drodze w nieopanowany sposób wybuchali śmiechem. Nie wszystko musi być jednoznaczne i dotyczy to, mam nadzieję, zarówno pisania, jak i życia. Patronami są tu Thomas Bernhard i Michel Houellebecq, dwa wściekłe psy literatury światowej. Pomorski, tak jak umiał, udzielił im nawet głosu w dialogu zatytułowanym „Jak kocha mężczyzna”. Może czytelniczki to zainteresuje. Pomorski bardzo by chciał! Może liczyć tylko na czytelniczki, bo, jak wiadomo, faceci czytają wyłącznie etykiety piwa lub whisky. Do lektury zapraszają też inni bohaterowie: Szarik, Cywil, Reksio, Pankracy, Leslie.

Druga powieść bohatera nosi roboczy tytuł „Dwójka Zeppelinów”, bo ma przejść test drugiej płyty. W kącie jego pokoju leżą nieprzesłuchany debiut Nirvany, debiut Houellebecqa i pierwsze książki Tokarczuk. Brzmi jak samokrytyka zawodowego odbiorcy, który dostaje więcej, niż jest w stanie przeczytać i przesłuchać.

Jak wiesz, bohater ma pewien żal o to, że figury bardziej eksponowane niż on, mówiąc skrótowo: gwiazdy, uważają, że dzielenie się swoimi arcydziełami z dziennikarzami i fanami zakłada bezwzględną konieczność zachwytu, bez szansy na dialog. A gdy ktoś z odbiorców, nie daj Boże, sam coś stworzy i zaproponuje gwieździe zapoznanie się ze swoją pracą, może zobaczyć jej wielkie zdziwienie. Pomorski nazywa takie relacje kulturą jednokierunkową. To znaczy: są gwiazdy i są odbiorcy. Jedni tworzą, drudzy podziwiają. Nawiązuje do tego rozdział poświęcony Psu Pankracemu, który tłumaczy, że służą temu teraz również media zwane niegdyś społecznościowymi, a dziś już słusznie nazywane antyspołecznymi. Wielu z nas zauważa chyba, że to dziś oficjalne kanały marketingowe. Idol ogłasza premierę, a fani mają kupować dzieła. Jest w tym jakieś echo tak chętnie dziś przywoływanych relacji pańszczyźnianych. Przynajmniej tak nazywa to Pankracy.

Ale żebyśmy nikogo specjalnie nie wybielali (zawsze lubię dogrzebać się drugiego dna i poszukać niekonsekwencji): Pomorski, który, jak już powiedziałem, czasami ma rację, ale jest też obciążony mizantropią, ma swoje za uszami. Oskarża gwiazdy, a sam bywał zblazowany i mało czujny na to, co było ważne wokół niego. Nie wiem, czy taki kompromitowany przez autora bohater ma dziś szansę u czytelników, ale mnie osobiście świętości w literaturze nie interesują, nawet jeśli są ikonami nowych, pozytywnych wzorców i trendów. To nudne, a jeśli damy tym ikonom czas, pokażą nam swoje skrywane niedoskonałości. Dlatego Pomorski szczeka na innych, ale i na siebie też.

„To nie psy, lecz ojcowie roznosili wściekliznę”. Bohater patrzy na Wacka przez siatkę schroniska i widzi siebie bitego gumowym kablem. Czy to nie jest najwygodniejszy rodzaj empatii, czyli współczucie dla siebie przebrane za współczucie dla psa? Wacek mówi mu przecież wprost: „To emocjonalny szantaż, ale okej”.

Być może to prawda, ale to także sposób, żeby w kimś pozornie z innej bajki, o rzekomo osobnym losie, zobaczyć człowieka lub stworzenie takie jak my. Jest więc „kochaj bliźniego swego jak siebie samego”, i większego poświęcenia od Pomorskiego nie wymagajmy. Tak, on nie da się ukrzyżować za innych. To normalny facet, z popędami i marzeniami. Pogubiony, ale pragnący wrócić do gry. Chciałby, żeby ktoś go zrozumiał: jego potrzeby i pragnienia, których akurat kobieta jego życia nie chce realizować. Owszem, żona ma swoje powody, ale w czasach, gdy faceci są pogubieni, bo świat wyznaczył im nowe role, ich też warto zrozumieć. Zwłaszcza to, do czego najtrudniej im się przyznać: potrzebę czułości i słabość.

Reks ojca „nigdy nie mieszkał w budzie”, a przy domu dziadka warował agresywny wilczur. W tej rodzinie czułość wolno było okazać tylko zwierzęciu. Czy męska czułość w polskim domu musiała mieć sierść, żeby była dopuszczalna?

Masz rację. I to jest też problem Pomorskiego. Wyrasta z rodziny, a wiele było takich rodzin, w których męskość traktowano jako konieczność bycia twardym, a za tym kryły się przemoc i kary cielesne. Pomorski, z takim samym bagażem jak jego ojciec i pewnie dziadek, żyje w czasie przełomu feministycznego. Ten feminizm jest również szansą dla niego, ale przyzwyczajenia bywają silniejsze. Za przełom się płaci. Czasami trudno odnaleźć się w nowych czasach. Pomorski ma z tym problem. Sądzę, że nie tylko on.

Bohater ma algorytm głasków: tysiąc dla Wacka, jeden dla niego. Nagasawa i współpracownicy opisali w „Science” (2015) pętlę oksytocyny: wzajemne spojrzenie psa i człowieka podnosi jej poziom u obu stron. Czy zazdrość o psa to w gruncie rzeczy zazdrość o biochemię, której mężczyzna nie potrafi wywołać u żony?

Gdyby Pomorski to wiedział albo przynajmniej sam siebie o to pytał, z pewnością byłby w lepszej sytuacji i nie błądziłby tak długo. Ale wiesz, różne są psy. Jak już wspomniałaś, Wacek jest adoptowany ze schroniska. Jest z nim jak z adoptowanymi dziećmi, które przychodzą do nowych rodziców z dawnymi traumami i ukrytymi deficytami, wychodzącymi czasem na jaw. Dramat Pomorskiego polega na tym, że pies najprawdopodobniej widzi w mężczyznach dawnego kata, od którego uciekł. Reaguje odruchowo. Ale niewykluczone też, że Pomorski nie do końca się zmienił. Myśli, że pracuje nad sobą, ale nieświadomie ciągnie za sobą patriarchalny ogon i nie może się od niego uwolnić. To typowa cecha okresu przejściowego i pokoleń czasu transformacji.

Rozdział „Tarantino” nie ma w sobie Tarantina. Jest za to stolik, przy którym mężczyźni z „irytującymi imionami” przegadują cudze życie seksualne. To ukłon w stronę otwarcia „Wściekłych psów”? I skąd teza, że scena w tawernie z „Bękartów wojny” wyrasta z „Tylko dla orłów”? Na listach inspiracji, które podawał sam reżyser, tego tytułu nie znalazłam.

Tu musimy się pięknie różnić. U Tarantina jest bardzo dużo bezwzględności i brutalności. I męskich żartów, które wszystko sprowadzają do jednego, czyli do seksu. Zwłaszcza u mężczyzn przegranych, którzy nie potrafili trafić do serca kobiet i są zaprawieni goryczą. Ale w tym rozdziale, jak sądzi Pomorski, chodzi też o coś więcej: o to, że z czasem niektóre kobiety chcą zmienić seksualną relację ze swoim mężczyzną na związek bardziej partnerski, biały, platoniczny. Wynika to z różnych rzeczy: z wypalenia, z innego rodzaju dojrzałości i pojmowania związku. Tymczasem, jak uświadamia mu feministka w drugiej „Ostatniej szansie Pomorskiego”, faceci są jak psy targane pociągiem seksualnym. U jednych jest on mniejszy, ci z większym muszą sobie jakoś radzić. Warto o tym pamiętać. Są też badania, które wskazują, że kobiety ekscytują się seksem w mniejszym stopniu niż mężczyźni. Ta ekscytacja ma z wiekiem inne amplitudy. A może tak mógłby powiedzieć tylko męski szowinista z rozdziału „Tarantino”? A może nie? Cała ta książka jest chyba wołaniem: dziewczyny, zrozumcie nas! Nie jesteśmy tacy źli, ale mamy swoją biologię i może inne potrzeby.

A co do „Bękartów wojny”… no cóż. Może Tarantino o czymś zapomniał. Zarówno w „Tylko dla orłów”, jak i w „Bękartach wojny” mamy sceny oparte na tym, że Niemiec rozpoznaje w niemczyźnie alianckich agentów cudzoziemski akcent. Tarantino zrobił z tego perełkę.

Bohater radykalizuje się w łazience. Odkręca wodę i nadaje „DezinformacjęTV” o wegańskich pasztetach z Berlina. Z książki wynika, że do skrajnych poglądów prowadzą głód, zazdrość i brak dotyku, a ideologia przychodzi na końcu. To diagnoza czy prowokacja?

W tej książce wszystko jest diagnozą połączoną z prowokacją. Pozwoliłem sobie wejść w buty skrajnych frustratów, którzy radykalizują się w zastraszającym tempie z powodu życiowego zawodu, jakiego doznali. Było ich kilku w historii, także tej współczesnej. Pewien liberalny socjolog z przeszłością w partii Zielonych został wicepremierem w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. Podobno nie czuł się doceniony wśród swoich. Ktoś powie: podobno oczekiwał zbyt wiele. Jakkolwiek by było, frustracja to bardzo zła motywacja do odgrywania się na świecie. Lepsza jest droga przemiany. Cóż, kiedy nie wszystkich na nią stać. Albo nie mają na nią czasu.

W lodówce mieszka Elisabeth Costello. W wykładach Coetzeego wygłoszonych w Princeton w 1997 roku jego bohaterka zestawiała przemysłowe zabijanie zwierząt z obozami zagłady i był to jej najbardziej skandalizujący wywód. Twój narrator powtarza ten ruch nad golonką w Sachsenhausen. Pożycza argument Costello, żeby go ośmieszyć, czy żeby wreszcie go przyjąć?

On zdaje sobie sprawę z tego, jak trudno zrezygnować z siebie, swoich przyzwyczajeń i popędów. Że w gruncie rzeczy bywamy zwierzętami, które walczą o swoje. I nawet ci, których stać na pełne empatii wybory, na przykład wegetariańskie, mają kłopot, żeby trzymać się ich do końca. Ale to, że ludzkość zbuduje w końcu w dawnych rzeźniach muzea cierpienia zwierząt, jest w książce pozytywną utopią. Pomorski na własnym przykładzie pokazuje, jak zmieniał się jego stosunek do wegetarianizmu, choć urodził się w całkiem mięsożernej epoce. Dzięki żonie ma już nową świadomość, ale przychodzi moment, w którym ulega zwierzęcym odruchom. Widziałaś psa pochłaniającego mięsną zawartość miski i jego oczy w tej chwili? To jest dzikość, która jest także w nas. Chciałoby się powiedzieć: jeszcze! Ale ona odradza się po obu stronach Atlantyku. Wypada mieć nadzieję, że kiedyś również psy będą mogły komfortowo jeść wegetariańskie dania, bo od czego są laboratoria! Wcześniej jednak trzeba będzie coś zrobić z rzeźniami, które produkują mniej dla ludzi, a więcej dla psów i kotów, naszych nowych przyjaciół.

Żona, córka i teściowa mówią w tej książce głównie listami zadań: śmieci, ziemniaki, papier toaletowy. Socjolog Michael Rosenfeld policzył, że w jego próbie amerykańskich par 69 procent rozwodów inicjowały kobiety. Tłumaczył to tym, że małżeństwo nie nadąża za oczekiwaniami równości. Żona z twojej książki zostaje „z litości”. Dlaczego nie dałeś jej własnego głosu?

Zostaje i nie zostaje. A wybór autora był bardzo prosty: żyjemy w czasach feminizmu i większość książek, spektakli i filmów daje nareszcie głos kobietom, daje im szansę decydować nie tylko o rozwodach. Faceci są gdzieś na końcu peletonu. Nie dają rady biec w tempie przemian, jakich dokonują kobiety. Słabi są! Bardzo często… Chciałem pokazać czytelniczkom, dlaczego tak się dzieje. Może da się zerknąć za piękne plecy i zobaczyć tych pogubionych, dawnych, rzekomych herosów, których wielu jest w „Psie”.

A dlaczego tylko te listy zakupów? Mógłbym odpowiedzieć, że mężczyznom trzeba o nich przypominać. Ale mógłbym też powiedzieć, że na więcej już nie zasługują. Tak pewnie stwierdziło tych 69 proc. inicjatorek rozwodów. Ale może nie jest aż tak źle i warto spojrzeć przez piękne plecy na pogubionych z tyłu. A może komuś podać rękę? Tytułowy pies wybawiciel, ten ze schroniska, być może tak robi. Ale nie spoilerujmy! Może ktoś przeczyta.

Bohater szuka ratunku w Pradze, wśród „aksamitnej szkoły”: Hrabala, „Postrzyżyn” Menzla, „Samotnych”. Czeska ironia jest tu antidotum na polską martyrologię czy tylko kolejna knajpa, do której ucieka się przed żoną?

To nawiązanie do poprzedniej książki, „Praskich świąt radości, czyli zasad Don Giovanniego”, gdzie z jednej strony opisany jest męski syndrom ucieczkowy, m.in. do knajp, w alkohol, w marzenia, w sztukę oraz do innych kobiet, a z drugiej podjęta jest próba reinterpretacji opery Mozarta, jednego z bohaterów powieści, oraz demonizowanej postaci Don Giovanniego. Kto ciekawy, niech przeczyta o stereotypizowaniu tego gogusia i pomijaniu pewnych ważnych spraw.

Jeśli zaś chodzi o czeskie knajpy w „Psie wybawicielu”, to Pomorski również tam przegląda się w możliwościach wyboru, którymi każdy trzeźwo myślący mężczyzna w pewnym momencie się przerazi.

Każdy, kto przeczyta „Psa”, wie, kogo można spotkać w knajpach, nawet tych idealizowanych przez Hrabala. Można powiedzieć, że wybór jest prosty. Idziesz na dno kufla lub kieliszka albo dogonisz kobietę swojego życia. A Pomorski jako autor stawia sobie pytanie: jeśli wszystko jest takie proste, to dlaczego życie bywa tak bardzo skomplikowane, a kobiety i mężczyźni mają problem z porozumieniem się? No dlaczego? Sam chciałbym wiedzieć!

Polecane

Charli xcx zagra u Martina Scorsesego. Gwiazda „Brat” zagra z DiCaprio i Lawrence

Charli xcx zagra u Martina Scorsesego. Gwiazda „Brat” zagra z DiCaprio i Lawrence

Dlaczego Polacy kochają filmy z lektorem?

Dlaczego Polacy kochają filmy z lektorem?

Ryan Gosling wraca do muzyki. Dead Man’s Bones zapowiadają nowy materiał po 17 latach

Ryan Gosling wraca do muzyki. Dead Man’s Bones zapowiadają nowy materiał po 17 latach

Raye wygrała Mercury Prize 2026. Pokonała Paula McCartneya, Florence + The Machine i Olivię Dean

Raye wygrała Mercury Prize 2026. Pokonała Paula McCartneya, Florence + The Machine i Olivię Dean

„Pendulum”: Darren Aronofsky przedstawia nowy koszmar na Nowy Rok [ZWIASTUN]

„Pendulum”: Darren Aronofsky przedstawia nowy koszmar na Nowy Rok [ZWIASTUN]

Koniec z przebieraniem się za kogoś innego. Diverse x w Twoim żywiole

Koniec z przebieraniem się za kogoś innego. Diverse x w Twoim żywiole

Polecane

Charli xcx zagra u Martina Scorsesego. Gwiazda „Brat” zagra z DiCaprio i Lawrence

Charli xcx zagra u Martina Scorsesego. Gwiazda „Brat” zagra z DiCaprio i Lawrence

Dlaczego Polacy kochają filmy z lektorem?

Dlaczego Polacy kochają filmy z lektorem?

Ryan Gosling wraca do muzyki. Dead Man’s Bones zapowiadają nowy materiał po 17 latach

Ryan Gosling wraca do muzyki. Dead Man’s Bones zapowiadają nowy materiał po 17 latach

Raye wygrała Mercury Prize 2026. Pokonała Paula McCartneya, Florence + The Machine i Olivię Dean

Raye wygrała Mercury Prize 2026. Pokonała Paula McCartneya, Florence + The Machine i Olivię Dean

„Pendulum”: Darren Aronofsky przedstawia nowy koszmar na Nowy Rok [ZWIASTUN]

„Pendulum”: Darren Aronofsky przedstawia nowy koszmar na Nowy Rok [ZWIASTUN]

Koniec z przebieraniem się za kogoś innego. Diverse x w Twoim żywiole

Koniec z przebieraniem się za kogoś innego. Diverse x w Twoim żywiole

Więcej od autora

Raye wygrała Mercury Prize 2026. Pokonała Paula McCartneya, Florence + The Machine i Olivię Dean

Raye wygrała Mercury Prize 2026. Pokonała Paula McCartneya, Florence + The Machine i Olivię Dean

„Pendulum”: Darren Aronofsky przedstawia nowy koszmar na Nowy Rok [ZWIASTUN]

„Pendulum”: Darren Aronofsky przedstawia nowy koszmar na Nowy Rok [ZWIASTUN]

10 najlepszych filmów indie na HBO Max. To wyjątkowe kino

10 najlepszych filmów indie na HBO Max. To wyjątkowe kino

Raye wygrała Mercury Prize 2026. Pokonała Paula McCartneya, Florence + The Machine i Olivię Dean

Raye wygrała Mercury Prize 2026. Pokonała Paula McCartneya, Florence + The Machine i Olivię Dean

„Pendulum”: Darren Aronofsky przedstawia nowy koszmar na Nowy Rok [ZWIASTUN]

„Pendulum”: Darren Aronofsky przedstawia nowy koszmar na Nowy Rok [ZWIASTUN]

10 najlepszych filmów indie na HBO Max. To wyjątkowe kino

10 najlepszych filmów indie na HBO Max. To wyjątkowe kino

FacebookInstagramTikTokX