Kraków, styczeń 1999 roku. Pchacz rzeczny „Łoś” miał problem z pracą śruby napędowej. Okazało się, że w elementy napędu zaplątał się fragment ludzkiej skóry. To zdarzenie uruchamia jedną z najbardziej groteskowych spraw w historii polskiej kryminalistyki. Sprawa dostała kryptonim „Skóra”.
Poćwiartowane ciało młodej kobiety wyłowiono z Wisły w 1999 roku. Badania DNA wykazały, że szczątki należą do 23-letniej Katarzyny Zowady, studentki Uniwersytetu Jagiellońskiego, która zaginęła dwa miesiące wcześniej. Sekcja ujawniła niezwykłą staranność działania sprawcy i motywy o charakterze sadystycznym i fetyszystycznym. Prasa natychmiast nazwała nieznanego sprawcę „polskim Hannibalem Lecterem” i przy tej nazwie już została, bo nic tak nie sprzedaje się w nagłówkach jak literackie porównanie do fikcyjnego potwora.
Trzyodcinkowy serial dokumentalny HBO Original „Morderca szyty na miarę”, który zadebiutował 20 lutego 2026 roku, wraca do tej historii i stawia pytanie, które jest bardzo niepokojące: co się dzieje, gdy wymiar sprawiedliwości postanowi zakończyć sprawę, zanim znajdzie sprawcę?
Śledztwo – obsesja
Prokuratura umorzyła śledztwo w 2001 roku, a sprawę przejęła specjalna grupa policyjna do wyjaśniania trudnych spraw, nieformalnie nazywana Archiwum X. Pierwszy taki zespół w Polsce powołano właśnie w 1999 roku przy Komendzie Wojewódzkiej Policji w Krakowie w bezpośrednim związku ze śmiercią Katarzyny Zowady. Sprawa, która dała mu życie, stała się też jego największą obsesją.
I tu zaczyna się właściwy temat serialu. Nie zbrodnia. Nie śledztwo, a mechanizm, w którym teza wyprzedza dowody.
Śledztwo – co w kontekście tytułu serialu brzmi szczególnie makabrycznie – szyto pod tezę, której za wszelką cenę trzymali się prokurator i szef Archiwum X. Janczewskiego prowokowano do zachowań dogodnych dla śledczych, a ich imponujące rozmachem działania nie miały wartości dowodowej. „Stworzono wrażenie, że w tej sprawie jest potężny materiał dowodowy”, mówi w serialu prowadzący narrację dziennikarz TVN, Michał Fuja.
Jak przyznają sami śledczy, Robert Janczewski był podejrzewany niemal od początku śledztwa, ale brakowało dowodów. Nie przeszkodziło to jednak Archiwum X w tym, by przez lata budować sprawę wyłącznie wokół jednego nazwiska. Inni potencjalni sprawcy, w tym osoba z powiązaniami w policji, która przez pewien czas figurowała na liście podejrzanych, znikali z pola widzenia. Razem z nimi znikała szansa na rozwiązanie sprawy.
W październiku 2017 roku zatrzymano Roberta Janczewskiego, 52-letniego mieszkańca Krakowa, zwanego przez znajomych i sąsiadów dziwakiem. Samotnik z Kazimierza. Kulturysta z zaburzeniami, który odbył służbę zastępczą w szpitalnym prosektorium i przez pewien czas pracował w instytucie zoologii. Profil psychologiczny, który czytało się jak gotowy scenariusz. W opinii biegłych przejawiał skłonności sadystyczne i do nękania kobiet. Według śledczych odwiedzał grób zamordowanej, a morderstwo opisał fragmentarycznie w pamiętniku. Idealny podejrzany.
Po osiemnastu latach od zbrodni prokuratura skierowała akt oskarżenia do sądu, który rozpoznawał sprawę na 85 terminach rozpraw. We wrześniu 2022 roku zapadł wyrok: dożywocie. Dwa lata później Sąd Apelacyjny w Krakowie go uchylił.
Uniewinnienie
W uzasadnieniu wyroku sędzia zastrzegł, że nie ma przekonania ani o winie, ani o niewinności mężczyzny. Wyrok uniewinniający zapadł, bo musiał zapaść wedle reguł prawa procesowego – sąd nie był absolutnie pewien, że oskarżonemu udowodniono winę.
Janczewski w areszcie posiadał status więźnia niebezpiecznego. Oznaczało to nie tylko czerwony kombinezon i brak sznurówek w butach, ale przede wszystkim głęboką izolację społeczną i psychologiczną. Współosadzeni, karmieni medialnymi doniesieniami o brutalności zarzucanej mu zbrodni, traktowali go z nieukrywaną nienawiścią. Siedem lat. Jego adwokat mówi, że wyszedł jako wrak człowieka. W serialu potwierdza to sam Janczewski.
Prokuratura wniosła kasację do Sądu Najwyższego. Sprawa formalnie nie jest ostatecznie zakończona. Prawdziwy morderca Katarzyny Zowady pozostaje nieznany. Jej matka żyje z tym od ponad dwudziestu pięciu lat.
Cena pomyłki
Za scenariusz i reżyserię „Mordercy szytego na miarę” odpowiada Rafał Skalski. Producentką jest Marta Fujak, producentem kreatywnym Tomasz Karpiński. Serial konfrontuje oficjalny przebieg postępowania z relacjami biegłych, ekspertów sądowych i dziennikarzy śledczych TVN, Michała Fui i Łukasza Frątczaka. Po raz pierwszy w tak szerokim zakresie wybrzmiewa też głos samego Janczewskiego i jego bliskich.
Archiwaliów jest w serialu dużo i to jego najmocniejsza strona – materiały z epoki przypominają, jak bardzo sprawa „Skóry” żyła w mediach przez dekady, jak narastała wokół niej atmosfera polowania. Dziennikarze śledczy TVN mówią przed kamerą precyzyjnie i bez taniej sensacji. Janczewski występuje w serialu pod nazwiskiem, odzyskując podmiotowość. Człowiek, który przez lata był w mediach wyłącznie monstrum, dostaje tu twarz i głos.
Tym dotkliwiej uderza nieobecność Katarzyny Zowady. Była osobą nieśmiałą i skrytą. W 1996 roku zmarł jej ojciec, przez co popadła w depresję. Dwukrotnie zmieniała kierunek studiów – zaczynała od psychologii, potem historia, ostatecznie religioznawstwo. To osoba z własną, skomplikowaną historią, z żałobą i poszukaniem siebie. Serial tej historii niemal nie ilustruje. Kobieta zostaje w tle jako ofiara, jako sprawa, jako kryptonim. Im mniej wiemy o Katarzynie Zowadzie jako człowieku, tym łatwiej sprawę „Skóry” traktować jako układankę, nie tragedię. To moje główne zastrzeżenie do tytułu.
Bez odpowiedzi
Serial szturmem wszedł do TOP 10 platformy HBO Max i utrzymuje się w czołówce najpopularniejszych tytułów serwisu. Trudno się dziwić. Sprawa „Skóry” ma w sobie wszystko, czego wymaga gatunek: makabra, zagadka bez rozwiązania, lata medialnego szumu oraz element, który odróżnia ją od większości true crime, odwrócona logika. I pytanie, które pozostaje bez odpowiedzi: czy gdyby Archiwum X nie zawęziło pola widzenia do jednego nazwiska, morderca Katarzyny Zowady zostałby skazany?
Łukasz Frątczak komentuje to krótko: uważa sprawę za absolutny dramat i ogromną porażkę polskiego wymiaru sprawiedliwości. Niewinny człowiek przesiedział siedem lat w areszcie, z czego cztery jako więzień niebezpieczny.
Robert Janczewski domaga się od Skarbu Państwa ponad 22,7 miliona złotych zadośćuczynienia za siedem lat niesłusznego aresztowania. Proces ruszył w lutym 2026 roku. Prokuratura twierdzi, że kwota jest wygórowana. Matka Katarzyny Zowady wciąż czeka na odpowiedź, kto zabił jej córkę. Obie sprawy toczą się równolegle.
![„Morderca szyty na miarę” – serial HBO o śledztwie, skazaniu i walce o sprawiedliwość [RECENZJA]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_73384_4_19175258d5.jpg&w=1920&q=80)
![Wyreżyserował „25 lat niewinności”, a niedawno też drugi sezon serialu „Rojst '97”. Rozmawiamy z Janem Holoubkiem [WYWIAD]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Farticles%2F60f1c87dff1f161420989a31%2FJanek.jpg&w=1920&q=75)