Sami siebie określają jako wywodzący się z tradycji jazzowych boysband. Kosmonauci, bo o nich mowa, to saksofonista Miłosz Pieczonka, wibrafonista Tymon Kosma, basista Bartłomiej Lucjan i perkusista Jan Pieniążek. Wspólne granie zaczęli już w bielskiej szkole muzycznej, cały winylowy nakład ich wydanego dwa lata temu debiutanckiego albumu rozszedł się w przedsprzedaży, a nowy album nazwali na cześć rzeczy, z którą każdy z nas musi mierzyć się na co dzień: „Brudna – Bielizna”.
Z pytaniem, czy polski jazz potrzebny jest muzyce, sprawa wygląda podobnie jak z pytaniem, czy filozofia potrzebna jest nauce. Dlaczego jazz jest filozofią muzyki?
Jan: My nie mamy tej wiedzy, by odpowiedzieć na to pytanie w pełni sensownie, ma ją Sensei Dżakba. Wydaje mi się jednak, że chodziło o to, iż jazz w jakiś sposób nie określa siebie sztywno i właśnie przez to rozmycie granic staje się filozofią.
Miłosz: Może chodzić też o to, że filozofia próbuje odpowiedzieć na pytania i stale poszukuje. Jazz też polega na poszukiwaniu.
W jednym z poprzednich wywiadów pokusiliście się o stwierdzenie, że „Brudna – Bielizna” to wasza ostatnia jazzowa płyta. Skoro nie jazz, to co dalej?
Miłosz: Nie mamy w głowach nic konkretnego. Chcemy przy następnej płycie zrobić coś nieco mniej jazzowego, choć prawda jest taka, że podobne słowa padały już po pierwszym albumie. Nawet jeśli zrobimy teraz coś odbiegającego od gatunku, to pewnie kiedyś do jazzu wrócimy. Na razie myślimy po prostu o jakiejś odskoczni.
Jan: Wynika to też z faktu, że jazz był pierwszym kierunkiem muzycznym, poza klasyką ze szkoły, w który mocno się wsłuchaliśmy jeszcze w podstawówce. Nigdy z niego w pełni nie zrezygnujemy. Ale nie zamykamy się na żadną opcję – może się też okazać, że mówimy teraz o odejściu od jazzu, a kolejna płyta i tak wyjdzie bardzo jazzowa. Mamy jakieś pomysły, ale później mamy inne pomysły, to wszystko się zmienia.
A myślicie, że Bielsko, z którego pochodzicie, wpłynęło na wasze wczesne zainteresowanie jazzem?
Jan: Na pewno. Poza muzyką klasyczną, którą mieliśmy w szkole, jazz był naszą Hanną Montaną. Chociaż ja w podstawówce słuchałem też One Direction.
A jak to się stało, że po latach grania w różnych składach i angażowania się w inne projekty, właśnie Kosmonauci są tym najbardziej bazowym?
Tymon: Kosmonauci byli chyba pierwszym poważnym projektem dla całej naszej trójki.
Jan: Ja myślę, że to dlatego, że się lubimy, ale chłopaki mogą się ze mną nie zgodzić
Tymon: Tylko w tym zespole się lubimy, w innych nie.
Jan: Ale to jest co innego, to jest już relacja bardziej rodzinna niż zespołowa i profesjonalna. W tym zespole jest najmniej profesjonalizmu, dlatego najczęściej z nim gramy.
Miłosz: Można sobie pozwolić na najwięcej niedociągnięć… A tak poważnie to na pewno nie bez znaczenia jest fakt, że bardzo wcześnie zaczęliśmy ze sobą grać.
Jan: W dorosłym życiu znacznie trudniej znaleźć ludzi, którzy mają tak spójną wizję jak my i tak podobnie działają. Rozwijaliśmy się razem i uczyliśmy od siebie nawzajem. Teraz spotykając ludzi, z którymi mamy tak spójną wizję, jesteśmy w szoku, a w naszym przypadku jest to po prostu norma. A poza tym nigdy nie mieliśmy ze sobą większych problemów personalnych i od lat jesteśmy po prostu bliskimi przyjaciółmi.
A nie przeszkadza wam czasami ta przyjaźń? Bo gra w zespole wymaga też podejścia biznesowego.
Wszyscy: Nie, zupełnie nie
Jan: Myślę, że to w sumie nawet pomaga, żeby zarzucić temat na zasadzie: „Weź odpisuj na grupie, bo nie da się skontaktować”. Łatwiej rozmawiać na trudne tematy w bliskiej relacji niż robić spinę komuś, kogo ledwo znasz.
Graliście zarówno na festiwalach jazzowych, jak i bardziej ogólnych, jak Open’er czy OFF Festival. Czy widzicie różnicę w publiczności i czy wpływa to na wasz występ?
Miłosz: Różnica jest ogromna. Na festiwalach jazzowych publiczność najczęściej siedzi, przez co trudniej czuje się bezpośrednią energię od ludzi. Średnia wieku jest tam dużo wyższa, choć pojawia się coraz więcej młodych odbiorców. Ludzie są dużo poważniejsi, ale organizatorzy też, oczywiście bez obrazy dla nikogo, czasami traktują jazz dużo poważniej, niż powinni.
Tymon: Na nie-jazzowych festiwalach ludzie nie siedzą, tylko bawią się, ćpają, chleją i są po prostu wolni.
W jazz clubach też najczęściej są stoliki i krzesła.
Jan: To nie jest łatwe, jak idziesz zagrać w jazz clubie i ktoś słuchając twojej muzyki, wpierdala kaczkę w pierwszym rzędzie. Trudno nie stracić wtedy poczucia celu.
Tymon: Choć z drugiej strony, gdy gramy dłuższą trasę po głośnych klubach, gdzie koncert jest bardzo energetyczny, przyjemną odmianą bywa zgranie stonowanego koncertu w typowo jazzowej oprawie, przy stoliczkach i z przyciemnionym światłem.
Jan: U nas w Bielsku-Białej na zadymce jazzowej był zawsze jeden taki freak, który na koncertach tańczył między siedzeniami. Wszyscy patrzyli wtedy na niego jak na debila. A ja go rozumiem. Ci ludzie byli spięci, a on po prostu się bawił.
Młoda polska scena jazzowa jest teraz wyjątkowo żywa. Czujecie presję związaną z narastającą konkurencją? Bardziej was to motywuje czy cieszy?
Miłosz: Cieszymy się, że ludzie coraz chętniej odkrywają tę muzykę. Jedyne, o czym czasem myślę, to niebezpieczeństwo pojawiające się w momencie, gdy dany gatunek wchodzi mocniej do mainstreamu. I zauważam to w przypadku niektórych zespołów. Łatwo stracić skupienie na robieniu czegoś wartościowego na rzecz tworzenia pod panującą modę. Ważne, żeby w środowisku utrzymały się jakość i artystyczna czujność.
Skąd bierzecie pomysły na tytuły piosenek i albumów?
Jan: Część tytułów nawiązuje do konkretnych sytuacji, a część do emocji. „Siłę Przyjaźni” pisałem w trudniejszym dla siebie okresie i myślenie o nadchodzącej sesji nagraniowej z chłopakami uświadomiło mi, jak ważna jest dla mnie nasza relacja. Z kolei „Tabaluga” to nawiązanie do taty Tymka. Ogólnie Tymek najczęściej nawiązuje do rodziny, ja do przyjaciół, a Miłosz do samej muzyki.
Miłosz: I do pieniędzy. Ale rzeczywiście, u mnie tytuły są najczęściej związane czysto z muzyką, z tym, o czym dany utwór mi przypomina, a chłopaki mają utwory z treścią pozamuzyczną.
Tymon: „Brudna – Bielizna” była też najtrudniejszą płytą, jaką nagrywaliśmy, nie tylko jako Kosmonauci, ale ogólnie. Nie ze względu na muzykę, tylko czas, w którym powstawała. Nie dało się przełożyć sesji w studiu i zastanawialiśmy się, czy po prostu tego nie olać.
W jakim sensie był to zły czas?
Tymon: Mnie zmarł wtedy tata.
Jan: Ja rozszedłem się z dziewczyną.
Miłosz: A ja miałem nie miałem nic na koncie.
Jan: Widać, kto miał najtrudniej.
Czy jest jeszcze coś, czym chcielibyście się podzielić?
Miłosz: Chodźmy na koncerty, wystawy, do teatru i kina.
Jan: Pamiętajmy, żeby dbać o siebie nawzajem, pomagać sobie i zachowywać zdrowy krytycyzm wobec decyzji polityków. Wspierajmy polską muzykę, pamiętajmy o scenie undergroundowej i oddolnych inicjatywach. Apeluję też do dziennikarzy w Polsce: nie bójcie się być prawdziwymi krytykami muzycznymi. Merytoryczna dyskusja o tym, co i dlaczego komuś się w materiale nie podoba, jest dla artysty znacznie ciekawsza niż powierzchowne chwalenie wszystkiego.
Przechodząc więc do krytyki: moim ulubionym momentem z całej płyty jest fragment z monologami Senseia Dżakby. Myślę, że gdyby było tego więcej i gdyby przewijało się przez cały album, mogłoby to być ciekawe kompozycyjnie. Z jednej strony brak sztywnych ram między utworami pozwala słuchać płyty jako spójnej całości, a z drugiej – wyraźnie kojarzę tylko pierwszy numer, dalej materiał po prostu płynie.
Jan: Pierwszy utwór jest najważniejszy.
Tymon: Zgadzam się z opinią, że pewnych elementów powinno być więcej. Naprawdę chcielibyśmy posłuchać merytorycznej krytyki, która mogłaby być dla nas pożywką do rozwoju. W muzyce jest przecież mnóstwo elementów, które można rozłożyć na części pierwsze i przeanalizować.
Jan: Zamiast tego pojawiają się powierzchowne spłaszczenia i sprowadzanie wszystkiego do prostych popowych schematów tylko dlatego, że w muzyce pojawiła się wyraźniejsza melodia. Konstruktywny dialog o muzyce jest dla nas znacznie ciekawszy.
![Kosmonauci: „ »Brudna – Bielizna« była też najtrudniejszą płytą, jaką nagrywaliśmy” [WYWIAD]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_Kosmonauci_NFM_session_2026_fotografie_Grzegorz_Golebiowski_12_ab2fd85fdd.jpg&w=1920&q=80)






