W stanie nieważkości ratownik przy każdym ucisku klatki piersiowej odpycha się od poszkodowanego. Zespół z Krakowa i Warszawy opracował system, który utrzymuje obu w miejscu podczas resuscytacji. Urządzenie przechodzi na razie testy, ale jego twórcy liczą, że kiedyś trafi na pokład misji na Księżyc i Marsa.
Problem, którego nie ma na Ziemi
Na Ziemi ratownik uciska klatkę piersiową ciężarem własnego ciała. Na orbicie tego ciężaru nie ma. Jak tłumaczy płk rez. dr n. med. Krzysztof Kowalczuk z Wojskowego Instytutu Medycyny Lotniczej, astronauta próbujący prowadzić resuscytację odbija się od osoby, której chce pomóc, więc obu trzeba szybko i pewnie przymocować do podłoża.
Astronautów na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej uczy się dziś tzw. metody stania na rękach. Ratownik zapiera się nogami o ścianę i wykonuje stanie na rękach na klatce piersiowej pacjenta. W 2025 roku francuscy badacze sprawdzili tę i inne techniki w samolocie wykonującym loty paraboliczne. Żadna z ręcznych metod nie dała wystarczającego nacisku, a metoda stania na rękach osiągała głębokość ucisków poniżej 35 mm. Wytyczne resuscytacji mówią o 5–6 cm.
Rama, uprząż i twarde podparcie
Nad polskim rozwiązaniem od kilku lat pracuje Zero-G Medical Team z Zakładu Medycyny Katastrof i Ratownictwa Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, którym kieruje dr n. med. Arkadiusz Trzos. Projekt nazywa się Mobile Medical Module (MMM). To modułowa platforma, która ma stabilizować personel medyczny wokół pacjenta podczas resuscytacji w mikrograwitacji, a także służyć do jego ewakuacji i transportu. Jej częścią jest Atmed Restraint System (ARS), system stabilizujący ratowników przy pacjencie.
To nie jest skomplikowana maszyna medyczna. System działa jak połączenie specjalistycznych noszy z uprzężą dla ratownika. Pasy i mocowania pozwalają szybko unieruchomić poszkodowanego, uchwyty dają ratownikowi oparcie, żeby mógł użyć siły mięśni bez odpływania od pacjenta, a sztywna powierzchnia pod plecami umożliwia skuteczne uciskanie.
Testy pod wodą i w wirówce
Nieważkość trudno odtworzyć na Ziemi, więc badacze korzystają z kilku metod. Jedną z nich jest neutralna pływalność, czyli symulacja pod wodą. W listopadzie 2024 roku zespół prowadził testy w Wojskowym Instytucie Medycyny Lotniczej w Warszawie, gdzie mierzono pracę wybranych grup mięśni ratownika podczas symulowanej resuscytacji. W 2025 roku na kongresie astronautycznym IAC naukowcy przedstawili wyniki prób ARS na ziemi, w wodzie i w wirówce przeciążeniowej do treningu pilotów.
Według Trzosa koncepcja zainteresowała specjalistów z NASA, którzy poznali ją na międzynarodowych konferencjach. Na razie to jednak nieformalne rozmowy, bez kontraktu z żadną agencją kosmiczną. Zespół złożył wniosek do Europejskiej Agencji Kosmicznej o testy w lotach parabolicznych, które na kilkadziesiąt sekund dają prawdziwą mikrograwitację. Dopiero one pokażą, jak system działa w warunkach zbliżonych do kosmicznych.
Twórcy widzą swój system na wyposażeniu ISS, a w dalszej kolejności w załogowych misjach księżycowych Artemis IV i Artemis V. Czy tak się stanie, zależy od pieniędzy, wyników lotów parabolicznych i decyzji agencji kosmicznych. Lekarze kosmiczni zgadzają się co do jednego: im dłuższe misje i im więcej ludzi w kosmosie, tym bardziej prawdopodobne, że ktoś kiedyś będzie potrzebował reanimacji daleko od szpitala.










![Australijscy strażacy rozbierają się ponownie: zwierzęta i cel charytatywny [FOTO]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_JIMMY_Mixed_Animal_Australian_Firefighters_Calendar_202714_e24dbf3804.jpeg&w=1920&q=75)