Drag Queen z plakatów Fundacji Życie i Rodzina, Kai Godek, robi karierę w środowiskach anty-queerowych w całej Europie. Wizerunek Drag Queen Angel Electry jest manipulowany i wykorzystywany w przeróżnych kampaniach, zagościł między innymi na plakacie nawołującym do bojkotu i wypisywania dzieci z nowego przedmiotu szkolnego.
Osławione zdjęcie pochodzi z 2019 roku z darmowego i nieobowiązkowego wydarzenia w bibliotece brooklyńskiej polegającego na czytaniu dzieciom. Właśnie tam została sfotografowana rozpoznawalna już Drag Queen Angel Electra. Zdjęcie wypłynęło po latach na powierzchnię i szczególnie urzekło środowiska radykalnie konserwatywne, które często wykorzystują je w swoich programach medialnych, opatrując hasłami w stylu: „Drags don't belong in the classroom". Niezależnie od tego, że nie mają świadomości, skąd w ogóle pochodzi zdjęcie, sam fakt obecności drag queen wśród dzieci staje się dla nich wystarczającym „horrorem", by dotrzeć do wybranej grupy odbiorców.
Bezpodstawne używanie wizerunku drag queen jako stracha na wróble jest symbolem lęku przed zakwestionowaniem konserwatywnych schematów dotyczących seksu, seksualności i edukacji. Zamiast zobaczyć w tym szansę na pozytywny wpływ na rozwój dzieci, konserwatywna narracja utrwala przekonanie, że rozmowa o seksie, ciele czy relacjach jest czymś złym, zakazanym, wręcz „zboczonym". Tymczasem to właśnie dorastanie bez wiedzy tworzy realne zagrożenie. Angel Electra została przekształcona w symbol tego lęku – sygnał dla rodziców przeciwnych otwartości: „Twoje dziecko może tak skończyć". Ten krzywdzący obraz redukuje całą złożoność dragu do groźby, że „ktoś taki", „ktoś inny" miałby wychowywać dzieci.

fot. plakat ze strony Fundacji Życie i Rodzina
Kto się boi Gender?
Plakat Kai Godek z wizerunkiem Drag Queen Angel Electra pojawił się jako ostrzeżenie i część kampanii „Nie daj się nabrać na Edukację Zdrowotną", skierowanej do rodziców dzieci w wieku szkolnym, nawołującej do wypisywania pociech ze wspomnianego przedmiotu. Narracja prawicowej aktywistki przedstawia nowy przedmiot szkolny jako zajęcia rzekomo obejmujące zagadnienia takie jak: instruktaże seksualne dla dzieci, normalizacja zboczeń, pomoc w zmianie płci, normalizacja aborcji, propagowanie koncernów farmaceutycznych (czyli namawianie do szczepionek i antykoncepcji), promocja ideologii klimatycznej, a także – co często powtarza – „brak zaufania wobec rodziców" czy „tresowanie dzieci pod dyktando WHO".
Tymczasem sam program nauczania opiera się na 10 blokach tematycznych dostosowanych do wieku uczniów: Wartości i postawy, Zdrowie fizyczne, Aktywność fizyczna, Odżywianie, Zdrowie psychiczne, Zdrowie społeczne, Dojrzewanie, Zdrowie seksualne, Zdrowie środowiskowe, Internet i profilaktyka uzależnień. Treści obejmują m.in. radzenie sobie ze stresem, przygotowanie do samodzielnego życia (np. jak zapisać się do lekarza), wiedzę o chorobach przenoszonych drogą płciową i ich profilaktykę, a także kwestie bezpieczeństwa psychicznego i fizycznego – zarówno w życiu codziennym, jak i w kontekście relacji seksualnych.
Celem zajęć jest budowanie świadomości i wyposażenie młodych ludzi w narzędzia, dzięki którym będą zdrowsi, dojrzalsi i bardziej odpowiedzialni. Program ma wręcz przeciwny efekt do tego, co sugeruje Kaja Godek – jego zadaniem jest zmniejszenie występowania chorób wenerycznych, ograniczenie seksualizacji i pomoc w budowaniu świadomego podejścia do życia i relacji. Wprowadzone zajęcia mają być edukacją bliższą praktyce niż suchym szkolnym teoriom i przygotować młodych ludzi do życia i podejmowania świadomych decyzji.
Burza w sieci
Na temat kontrowersji i przeciwników wprowadzania przedmiotu wypowiedziała się Barbara Nowacka – Ministra Edukacji, odpowiedzialna za przedmiot:
W pierwotnych planach Nowacka zakładała, że edukacja zdrowotna będzie przedmiotem obligatoryjnym. Ostatecznie jednak zajęcia pozostały fakultatywne. Jak tłumaczy rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej Jakub Kosikowski, decydujący był klimat medialnej awantury:
Kosikowski podkreśla, że martwi go wpływ medialnej nagonki przeciwników reformy. Do 25 września rodzice mają jeszcze czas, by wypisać swoje dzieci z zajęć:
Stanowisko lekarzy
Mimo sprzeciwu części środowisk i medialnych kontrowersji Naczelna Izba Lekarska jednoznacznie popiera wprowadzenie przedmiotu. Co więcej, podtrzymuje, że zgodnie z pierwotnymi założeniami zajęcia powinny być obowiązkowe. Rzecznik Kosikowski podkreśla wagę programu:
Lekarze przypominają też, że edukacja zdrowotna nie sprowadza się wyłącznie do edukacji seksualnej. Równie istotna jest wiedza o funkcjonowaniu systemu opieki zdrowotnej, podstawach profilaktyki i dbania o zdrowie. Lekarz Bartosz Fiłak zwraca uwagę na poważny deficyt wiedzy wśród Polaków:
Fiłak dodaje, że właśnie tu ujawnia się istotność takiego przedmiotu:
Za kotarą milczenia
Opór wobec nowości, tupnięcie obcasem w ziemię to w gruncie rzeczy nie walka o moralność, lecz lęk przed wiedzą, która jeszcze niedawno bywała traktowana jak temat tabu. Lęk rodziców przed rozmową o seksualności przenosi się do szkół: milczenie w domach zamienia się w budowanie i utrzymywanie tabu dzięki niedopowiedzeniom i religijnym zakazom. „Trudne tematy" albo takie, które nie uchodzą za godne rozmowy przy stole — jedynie szeptem zostają za zasłoną milczenia, nie tylko za sprawą konserwatywnych aktywistów w rodzaju Kai Godek, ale też przez utrwalony kościelny zwyczaj wyznaczania tego, co „czyste" i „właściwe". Jeden z dyrektorów małopolskiej szkoły opowiada, jak mocno widać to dziś w praktyce:
Nie tylko Kościół nawołuje do rezygnacji z zajęć. Ewa Zajączkowska-Hernik z Konfederacji, podobnie jak wielu polityków związanych z Kościołem, jest przekonana, że nowy przedmiot „indoktrynuje dzieci" i „seksualizuje". W rzeczywistości politycy i duchowni wspólnie nakręcają spiralę wypisywania uczniów.
Strach czy pieniądze?
Dyrektor wspomnianej placówki stawia pytanie odnośnie motywów Kościoła w zniechęcaniu do zajęć:
Sugeruje motyw interwencji Kościoła niebędący wyłącznie związany z katolickim zgorszeniem podobnym do tego sianego przez Kaję Godek, ale biorąc pod uwagę redukcję liczby godzin religii i etyki zmniejszonych z dwóch do jednej tygodniowo, podsumowuje:
Ciii…bo będą wiedzieć więcej od nas
Milczenie bywa wygodne i nie pozwala ruszyć dokładnie schowanych tematów nie wartych dyskomfortu, ale gdy cisza opada, okazuje się, że pod spodem wcale nie kryje się potwór „seksualizacji dzieci" lub „odwracania dzieci od swoich rodziców". Przez krzyk sprzeciwu wobec nowości i inności przemawia lęk przed utratą kontroli, odejściem do lamusa przez swój brak wiedzy, a jeszcze częściej lęk przed utratą pieniędzy. To nie edukacja zdrowotna zagraża dzieciom, a drag queen nie zasługuje na rolę straszaka w tej rzeczywistości. Niebezpieczeństwem jest ograniczanie młodym wiedzy o nich samych i pozbawianie ich możliwości wejścia w dorosłość ze świadomością i wolnością od cudzych lęków.
