Co łączy obcisłe piżamki w misie, księżniczki z TikToka i platformę pornograficzną dla dorosłych? Bop House – dom influencerek, który z niewinnej estetyki zrobił model biznesowy. I to celujący w nastolatki.
Powstały pod koniec 2024 roku „Bop House” w półtora roku uzbierał 3,7 miliona obserwujących na TikToku. Wielka liczba – ale dalej nic w porównaniu z 90 milionami, które wychodzą po dodaniu obserwujących każdej z mieszkanek domu.
Słowo „bop” w slangu generacji Z jest lekko obraźliwym określeniem kobiety, która ma wielu partnerów seksualnych. Nazwa więc dość dosadnie sugeruje pochodzenie influencerek. To z niebieskiej platformy pochodzi bowiem większość ich przychodów.
Mimo to większość treści tworzonych przez dziewczyny na Instagramie i TikToku celuje w młodszą publiczność. Dziewczyny tańczą w obcisłych, seksownych ubraniach w sugestywny sposób, trzymając się jednak standardów społeczności obowiązujących na danej aplikacji – i przekierowują widza na inną platformę, gdzie może zakupić ich pornograficzny content.
Niewinna zabawa z wielkimi konsekwencjami
Młode kobiety (mające od 19 do 25 lat), często stylizowane tak, żeby wyglądać jeszcze młodziej, żyją w domu wynajmowanym za 75 tys. dolarów miesięcznie. W domu, za który płacą dorosłe pieniądze, nagrywają słodkie filmiki w obcisłych piżamkach w misie, przebierają się za księżniczki i zniekształcają pogląd swoich widzów na kobiece ciało.
Wszystkie dziewczyny reprezentują podobny typ sylwetki – wąska talia, krągłe, szerokie biodra i idealne piersi. Do tego dziecięce twarze. Mamy gotowy przepis na zakompleksione nastolatki, które te treści konsumują.
Do presji związanej z wyglądem dochodzi też ta dotycząca zachowania. Bazując na spaczonej wizji sukcesu, którą promują mieszkanki Bop House, dziewczynki – często popychane w tę stronę przez chłopców – zaczynają patrzeć na swoje ciała jak na obiekt seksualny. Konkretny sposób poruszania się czy pozowania do zdjęć wynika z przeświadczenia, że seksi znaczy wartościowy. A taki sposób myślenia stwarza przestrzeń do nadużyć, które zostaną w głowach dzieci na długie lata.
Do tego dochodzi aspekt karierowy – influencerki chwalą się sześciocyfrowymi numerami na koncie, robią ogromne haule zakupowe z luksusowych butików i zaznaczają, że wszystko zarobiły samodzielnie. Nie wspominają przy tym o negatywnych aspektach wiążących się z pracą seksualną ani o tym, że mniej niż 5% kreatorek jest w stanie utrzymać się z przychodów generowanych przez OnlyFans. A jeszcze mniej wykręca liczby, którymi chwalą się mieszkanki Bop House'u.
W jednym z viralowych filmików dziewczyny rozmawiają o przychodach z poprzedniego miesiąca. Jedna, bez zastanowienia, mówi: „sześć milionów”, druga zaś, wzruszając ramionami, komentuje: „rozczarowujące”.
Nie ma w tym oczywiście nic złego – zarabianie pieniędzy jest jak najbardziej w porządku. Problem nie leży w tym, że kobiety tworzą treści dla dorosłych. Problem leży w tym, jak te treści – i budowana wokół nich narracja sukcesu – przenikają do przestrzeni, w której głównym odbiorcą są nastolatki.
Dziewczynki uczą się, że ciało to kapitał
Najbardziej niepokojący nie jest sam Bop House. Niepokojące jest to, co dzieje się po drugiej stronie ekranu – w głowach dziewczynek, które te treści wchłaniają.
Badania dotyczące wpływu mediów społecznościowych na samoocenę młodych kobiet konsekwentnie pokazują ten sam wzorzec: ekspozycja na wąski kanon ciała, połączona z komunikatem, że wygląd przekłada się bezpośrednio na sukces finansowy, pogłębia zaburzenia odżywiania, obniża poczucie własnej wartości i normalizuje seksualizację własnego ciała jako strategię życiową.
Kiedy 13-latka widzi kobietę chwalącą się milionami zarobionymi na swojej atrakcyjności, internalizuje prosty wniosek: ładna i seksi znaczy bogata i szczęśliwa. Reszta to szczegóły.
Tymczasem szczegóły są właśnie tym, o czym mieszkanki Bop House milczą – o wypaleniu, stygmatyzacji społecznej, problemach z prywatnością i trwałości treści w internecie. Można bronić prawa dorosłych kobiet do robienia z własnym ciałem, co chcą – i słusznie. Ale można też zapytać, co robimy z dziećmi, które uczą się od nich, jak być kobietą.
