FacebookInstagramTikTokX
  • Wasze prace
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
  • Search
Moje Konto
Zaloguj się / Zarejestruj
  • Wasze prace
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Kup nowy numer
K MAG
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Muzyka

„GVVARA to jest ciężki gnój, szczególnie na żywo”. Rozmawiamy o płycie „Armageddon” [WYWIAD]

Autor: Agnieszka Sielańczyk
07-04-2026
„GVVARA to jest ciężki gnój, szczególnie na żywo”. Rozmawiamy o płycie „Armageddon”  [WYWIAD]
„GVVARA to jest ciężki gnój, szczególnie na żywo”. Rozmawiamy o płycie „Armageddon”  [WYWIAD]
fot. Wiktoria Bojanko

GVVARA działa w przestrzeni między eksperymentem, noisem a alternatywnym rockiem, sytuując się gdzieś na obrzeżach polskiego undergroundu. Album „ARMAGEDDON” dostępny jest na rynku od dwóch tygodni.

Punk ma już prawie pół wieku. W którym momencie przestaje być buntem, a zaczyna być tradycją do pielęgnowania – i czy w ogóle da się tego uniknąć?

(G)abriel Hermes: Mi się zdaje, że to działa zupełnie na odwrót. Młodzi ludzie w ten czy inny sposób natrafiają na jakieś punkowe treści i przekaz i jeśli zderzy się to z tym co buzuje im w środku, to naturalnie lgną do tego świata i przekazują go sobą dalej. U niektórych to zostaje na dłużej, niektórzy z tego wyrastają.

Wrocław ma bardzo konkretną tradycję punk rockową. Czy czujecie się jej częścią czy raczej zaczynacie od zera?

Nie utożsamiam się z punkową tradycją Wrocławia, jest mi ona mało znana. Nie wywodzimy się z tego środowiska i też nikt z wrocławskiego punka nie zwrócił chyba na nas jakoś szczególnie uwagi. Ja się wychowałem na Zielonych Żabkach z mojego Jawora i to ten zespół uformował pierwsze kroki w punkowych brzmieniach.

Płyta jest spójna i brzmi na dopieszczoną. Jak dużo na niej improwizacji i zdarzeń przypadkowych?

W przeciwieństwie do poprzedniej płyty, nad tą rzeczywiście skupiliśmy się, żeby była spójna tematycznie i brzmieniowo. Chociaż kawałki są zróżnicowane, to zrobiliśmy je tak, żeby płynnie przechodziły jeden w drugi. Mało tutaj stricte improwizacji, to raczej nasza wspólna wizja, którą kuliśmy długo i w znoju. Pierwsze numery powstawały gdzieś tam w mojej głowie podczas pracy w bazie wojskowej w Niemczech, a Ben te wizje przełożył dla mnie na instrumenty. Niektóre powstawały na odwrót – Ben komponował instrumental, do którego ja pisałem tekst. Po brzmieniu byliśmy w stanie ułożyć wstępną tracklistę, a ja wtedy kładłem kolejne rozdziały historii na poszczególne kawałki. Do tego dziesiątki godzin na nagrywki wokali, instrumentów „na czysto” mixu i poprawki. Świat powstawał podobno 7 dni, ale ARMAGEDDON – setki.

 

fot. Wiktoria Bojankofot. Wiktoria Bojanko

Punk zawsze żył ze sprzeciwu – wobec systemu, władzy, mainstreamu. Ale co, kiedy mainstream zaczyna sięgać po punkową estetykę? Czy da się jeszcze kogoś tym obrazić?

Nie obchodzi mnie to. Estetyka, to tylko jakiś mikroskopijny fragment nurtu, który na początku jest wypadkową jakiegoś lifestylu, a potem staje się modą. I to jest spoko, wszystko płynie. Ja gram w dresie i żonobijce, Ben w kombinezonie roboczym. Nie epatujemy estetyką punkową, a nasze brzmienie też już dawno z niej wyrosły. Nasze teksty również są znacznie bardziej zniuansowane niż typowy punk. Punk jest spoko, ale my mamy za dużo od zaoferowania, żeby zamieszkać w jakiejś szufladzie. Osobiście nie czuję się urażony zapożyczeniami z punka w obecnej popkulturze.

Czy uważacie, że muzyka ma prawo czegoś od słuchacza wymagać, np. uwagi, zaangażowania, fizycznej reakcji – czy słuchacz zawsze jest suwerenem?

Wymagać sobie można, ale to już od słuchaczy zależy, jak podchodzą do danych treści. My staramy się wskazać jakiś preferowany sposób konsumpcji. Przede wszystkim to, że ARMAGEDDON najlepiej odbierać jako spójną całość i słuchać od deski do deski. Nieuniknione jest natomiast, że ludzie mają swoje ulubione piosenki, które mogą interpretować jak im się żywnie podoba. Jako artysta, jeśli chce, żeby ludzie płacili uwagę, to moim zadaniem jest te uwagę przyciągnąć i utrzymać. Jeśli to się nie udało, to na pewno nie jest to wina

Polska scena alternatywna ostatnich lat jest bardzo rozbudowana, ale punk rock ginie w niej trochę między post-punkiem, math rockiem i indie. Czy czujecie się częścią tej sceny, czy raczej poza?

Przez dłuższy czas byliśmy poza sceną, choćby z takiego powodu, że mało koncertowaliśmy. Nasza muza była też wydawana z ramienia THIRDEYE, który kojarzy sie raczej z alt-rapem i jest niszą samą w sobie. Wzmożone działanie na socialach przy okazji rolloutu ARMAGEDDONU, pomogło nam odnaleźć trochę słuchaczy spoza tej niszy. Główną tego zasługą w moim odczuciu jest fakt, że Ben i jego zespół Pretensje zyskali w ostatnich latach solidną popularność, co automatycznie przełożyło się na to, że i nasz projekt otrzymał jakiś spotlight. Mam wrażenie, że coraz więcej osób, którzy są częścią, lub odbiorcami obecnej sceny sięga po naszą muzykę, albo przynajmniej kojarzy projekt GVVARA.

Świetne teksty, dopracowane brzmienie – dla mnie to jedna z najlepszych płyt gatunku od dawna. Jak długo nad nią pracowaliście?

Tak jak już gdzieś tam wspominałem, pierwsze numery powstały w mojej głowie jakoś w 2023, potem wymyśliłem jeszcze kilka kawałków. Małolata nagraliśmy jakoś na początku 2024 roku. Okres zintensyfikowania pracy nad albumem to zdecydowanie rok 2025, kiedy powstała jego gruba większość.

Prawdziwym momentem weryfikacji płyty jest zazwyczaj scena. Jak idą Wasze koncerty?

Ciężko jeszcze cokolwiek powiedzieć, bo zagraliśmy dopiero jeden koncert w Warszawie, z wielce utalentowanymi młodzieńcami z Road Tomorrow. Gig był w pyte, ludzie lecieli numery linijka w linijkę, chociaż wyszły 2 tygodnie wcześniej no i ogółem świetnie się bawili. Co jak co, ale GVVARA to jest ciężki gnój, szczególnie na żywo.

 

fot. Wiktoria Bojankofot. Wiktoria Bojanko
FacebookInstagramTikTokX