Bram Stoker w 1897 roku powołał do życia postać, która zrobiła z seksualności coś zakazanego przez biologię. Stoker nadał swojemu bohaterowi cechę, której brakowało poprzednikom: uczynił go pełnym seksualnej żądzy, której nie mogły się oprzeć ani kobiety, ani mężczyźni. Ukąszenie Drakuli to uwiedzenie. Wejście czegoś obcego w ciało, które na to pozwala. Wiktoriańska Anglia doskonale rozumiała tę metaforę, nawet jeśli nigdy jej głośno nie nazwała.
Pojawienie się w życiu protagonistki tajemniczego hrabiego Draculi pozwoliło na wyemancypowanie się kobiecej seksualności oraz cielesności. Lucy Westenra, która po spotkaniu z hrabią zmienia się z pruderyjnej damy w istotę jawnie pożądającą nie jest przypadkowym efektem ubocznym fabuły. To sedno całej powieści. Dracula wyzwolił to, co kultura kazała trzymać w piwnicy.
Przez ponad sto lat adaptacji hrabia zmieniał twarze – od zimnego Beli Lugosiego, przez zmysłowego Gary'ego Oldmana, po niedawnego Caleba Landry Jonesa – ale każda z tych wersji opowiada tę samą historię: że pożądanie jest zaraźliwe i pragniemy go bardziej, niż nam się wydaje.