W „Dziecku Rosemary” ciało młodej Rosemary (Mia Farrow) staje się instytucją, w której dojrzewa Szatan – ciałem, nad którym każdy oprócz samej Rosemary zdaje się mieć kontrolę.
Zdana na łaskę apodyktycznych sąsiadów (Ruth Gordon i Sidney Blackmer), swojego archetypicznie egocentrycznego męża Guya (John Cassavetes) oraz lekarza (Ralph Bellamy) poleconego przez nowo poznane towarzystwo z wyższych sfer, Rosemary jest traktowana jakby była ostatnią osobą, która wie, co jest najlepsze dla niej i jej płodu – pozycja, którą akceptuje jako oczywistość. Jest przecież tylko kobietą, w dodatku gospodynią domową, taki więc jej los.
Im gorzej się czuje i im bardziej niepokojąca staje się jej ciąża – a także powracające przebłyski koszmarnego snu, którego nie może się pozbyć, w którym demoniczne stworzenie dokonuje na niej gwałtu, a jego jarzące się żółte oczy stają się talizmanami jej traumy – tym wyraźniej Rosemary zaczyna podejrzewać, że jest niedobrowolnym pionkiem w czymś kosmicznie złowrogim.
I rzeczywiście – jest matką potomka Szatana, ofiarą woli sabatu, które chce jak najlepiej czcić Mrocznego Pana.