Kolejne lato i ta sama historia. Ktoś staje po raz pierwszy na Scenie Ż, by za rok lub dwa wrócić na scenę główną. Tak działa festiwalowa siła.
Festiwal rusza 26 czerwca w Żywcu. To siedemnasta edycja Męskiego Grania i kolejna, w której Scena Ż pełni poniekąd funkcję banku talentów. W tegorocznym line-upie, który obejmuje 60 unikalnych muzycznych projektów, jest kilkoro artystów, których nazw część publiczności jeszcze nie zna. Za rok, bardzo możliwe, będzie znać każde słowo kolejnego tekstu piosenki.
fot. materiały organizatoraDzięki temu można było wprowadzić do projektu często nieznanych jeszcze szerokiej publiczności artystów i jednocześnie otworzyć przestrzeń na większą różnorodność brzmień i eksperymenty. Sam wybór nowych nazwisk to proces kuratorski i wieloetapowy.
Historia trasy zna tę sekwencję na pamięć. Bass Astral x Igo pojawili się na Scenie Ż zanim ktokolwiek przypuszczał, że Igo będzie w Orkiestrze Męskiego Grania jednym z jej filarów. Daria Zawiałow – podobnie. I Mrozu.
W tym roku przez Scenę Ż przejdą między innymi: Martyna Baranowska, Leon Krześniak, Piotr Odoszewski, Kuba i Kuba, Omasta. Na scenie głównej w Żywcu po raz pierwszy w tej roli pojawi się też The Cassino, trio, które w 2019 roku debiutowało właśnie na Scenie Ż. To dowód, że ta ścieżka nie jest marketingową obietnicą.
Młodzi, zdolni
Leon Krześniak to jeden z tych artystów, których przypadek trudno streścić w jednym zdaniu. Przez lata stał za największymi polskimi hitami jako producent i songwriter. Jest autorem między innymi „dopóki się nie znüdzisz” MIÜ i Zalii, numeru jeden na polskim Spotify, „Pół na pół” Mroza czy „Tam słońce, gdzie my” Wiktora Dyduły. Człowiek, którego głos Polska słyszała prawie codziennie przez ostatnią dekadę, sam pozostawał w cieniu.
8 kwietnia ukazał się jego debiutancki album „Słoneczna strona ulicy” – pierwsza płyta w pełni autorska. Album sięga po brzmienia kojarzące się z letnim klimatem: indie pop, retro soul i wyraźne inspiracje latami 70., osadzone we współczesnej produkcji. Krześniak powiedział o tym materiale, że nagrał go bez napinki i z czystej miłości do muzyki. Ale kiedy przez lata piszesz przeboje innym, twoja własna twarz zawsze może kogoś zaskoczyć. Nawet jeśli jesteś najlepiej przygotowanym debiutantem w Polsce.
Leon Krześniak, fot. Bartosz MielochTuż obok Piotr Odoszewski. Popularność zdobył piosenką „Nie szkodzi” nagraną z Paulą Biskup. Singiel uzyskał w Polsce status platyny. Jako stypendysta programu Music Masterclass doskonalił warsztat pod okiem Natalii Przybysz, Andrzeja Smolika i Kuby Badacha. Debiutancka płyta „Teleranek” to koncepcja oparta na dziecięcej nostalgii osadzonej w początkach lat dwutysięcznych – powrót do miejsc, osób i zdarzeń, dialog z kilkunastoletnim sobą. Recenzenci porównują go do Ralpha Kamińskiego czy Dawida Podsiadły.
Dorota Nowakowska-Postolko mówi, że Scena Ż „otwiera przestrzeń na większą różnorodność brzmień i eksperymenty”. I faktycznie – obok producentów przechodzących na pierwszy plan i wokalistów z platynowymi singlami pojawia się Martyna Baranowska, artystka zupełnie innego formatu. Rok 2026 to dla niej oficjalny początek solowych działań wydawniczych. Znana z zespołu nago, dołączyła do managementu Kayax jako solowa artystka. Singiel „serce” ukazał się w styczniu we współpracy z wytwórnią Polydor, a debiutancki album tworzy z producentem Maćkiem Wasio.
Jest też Kuba i Kuba – duet, którego droga na Scenę Ż wiedzie przez talent show. Jakub Mieczaj i Jakub Frankowski poznali się w liceum. W 2025 roku zajęli drugie miejsce w finale 12. edycji „Must Be The Music” i zdobyli tytuł Przeboju Lata Radia ZET i Polsatu z piosenką „Dość”. Swoją muzykę opisują jako poruszającą się między rockiem, RnB i ambitnym popem. Scena Ż to dla nich test.
I wreszcie Omasta, czyli projekt, o którym wiem tyle, ile wiedzieć można przed debiutem na festiwalu tej skali: prawie nic. To jednak niczego nie wyklucza:
fot. Kuba i KubaCzy Męskie Granie realnie uruchamia kariery? W wielu przypadkach tak, ale festiwal działa jak „pieczęć jakości”, nie jak gwarancja. To nie jest kontrakt na świetlaną przyszłość, ale bez tej obecności część artystów nie miałaby szans zaistnieć w zbiorowej świadomości.
The Cassino wie o tym najlepiej. W 2019 roku na Scenę Ż weszli z EP-ką „Zima” i z piosenkami, które próbowali w kasynie z nieotynkowanymi ścianami, gdzie dźwięk odbijał się od wszystkiego. W tym roku grają na scenie głównej, obok Nosowskiej. Siedem lat konsekwencji i trajektorii, którą Nowakowska-Postolko opisuje jako wzorcową:
„Od mniejszej sceny, przez kolejne zaproszenia, aż po udział w Męskie Granie Orkiestrze. Sam festiwal działa tu trochę jak pieczęć jakości”.
Trasa startuje 26 czerwca. Część z tych nazwisk za rok będzie znana, a część przepadnie. Historia jednak musi się najpierw zacząć. I właśnie po to jest Scena Ż.
The Cassino, fot. Mateusz Dziworski