Nie ma Instagrama, unika ścianek, a w czasie gry stanowi czyste uosobienie charyzmy. Na dużym ekranie zadebiutował w „Obietnicy” Anny Kazejak, na małym dał się zapamiętać jako Jaś Molęda w „Belfrze”. Jesień 2023 jest dla niego wyjątkowo intensywna, ponieważ na festiwalach w Wenecji i Gdyni zaprezentowano aż trzy jego projekty: „Figuranta” w reżyserii Roberta Glińskiego, „Imago” Olgi Chajdas i „Kobietę z…” duetu Szumowska-Englert. W tym ostatnim mierzy się z wymagającą rolą osoby transpłciowej.
Zawsze chciałeś być aktorem?
Od dzieciństwa myślałem o tym, ale byłem dość wstydliwy i nie brałem tego do końca na poważnie. Nadal rozważam różne alternatywy. Poszedłem do liceum matematycznego, po czym zamierzałem zostać informatykiem – robić gry komputerowe i pisać do nich scenariusze. Zawsze miałem dużą zajawkę na komputery, bardzo lubię też pisać. Niedawno natomiast zaciekawił mnie montaż filmowy, w którym stawiam pierwsze kroki, choć już odkryłem pierwsze trudności. Kiedy przez długi czas pracujesz nad tymi samymi fragmentami materiału, trudno pozbyć się ich z głowy. Kładąc się spać, nieraz miałem w głowie słowa lub melodię, z którymi pracowałem. A że jestem osobą trochę nadwrażliwą na dźwięki, długo zajmowało mi wyciszenie się i zaśnięcie.
Masz jeszcze jakieś zajawki?
Taniec, choć tańczę głównie w domu. Uprawiam też jogę, zwłaszcza bikram jogę, metodę Bikrama Choudhury, która swojego czasu cieszyła się dużą popularnością w Stanach Zjednoczonych. Później trochę się to skomplikowało. Jest o tym dokument na Netfliksie, jeśli ktoś byłby zainteresowany. Ja odkryłem bikram jogę jakieś dwa, trzy lata temu. Polega to na tym, że wykonujesz sekwencję dwudziestu sześciu pozycji w sali podgrzanej do temperatury około czterdziestu stopni. Po każdych takich półtoragodzinnych zajęciach przechodzę małe katharsis.
Którą swoją rolę uważasz za najtrudniejszą?
Trudno mi to ocenić. To wypadkowa wielu czynników. Ogólnie najtrudniejsze role to zazwyczaj te skupiające się na emocjonalności lub wymagające od aktora skonfrontowania się z tematami w jakimś stopniu dotyczącymi jego samego. Trudna była dla mnie na pewno rola w „Weselu” Smarzowskiego. Kręciliśmy na odludziu, co wiązało się z dużym poczuciem osamotnienia, ponadto moja rola opierała się na emocjach takich jak strach, żal, poczucie straty… Gdy obcujesz z tymi emocjami na co dzień, ciało w pewnym momencie przestaje odróżniać grę od rzeczywistości. Ciągle towarzyszyło mi ogromne napięcie. Trudne było również zmierzenie się z rolą w „Kobiecie z…” duetu Szumowska-Englert. Moja postać ponownie ma bardzo rozwibrowaną emocjonalność.
No właśnie, „Kobieta z…” opowiada historię osoby transpłciowej. To bardzo delikatny temat. Z jakimi wyzwaniami musiałeś się zmierzyć podczas pracy nad tą postacią?
Starałem się włożyć dużo serducha w tę rolę. Ciekawym doświadczeniem było myślenie o sobie w formie żeńskiej, czyli nie „czułem”, a „czułam”. Osobiście otworzyło to we mnie wiele ciekawych przestrzeni. Niedawno usłyszałem od przyjaciółki, że każdy aktor jest trans i w pewnym sensie utożsamiam się z tą teorią. Tak poważniej, miałem wiele obaw co do tego, w jaki sposób powinienem ugryźć ten temat i jak reagować na różne sytuacje w często niemych scenach. Na szczęście otrzymałem dużo wsparcia od osób transpłciowych, choć początkowo czułem, że konsultanci podchodzą do mnie z pewną dozą sceptycyzmu. W pełni to rozumiałem. Angela Getler chyba najwięcej mi pomogła i najbardziej zainspirowała, zaakceptowała mnie w roli Anieli już w trakcie realizacji zdjęć. Dokładnie pamiętam moment jej wzruszenia podczas kręcenia jednej ze scen. To był dla mnie przełom i pewnego rodzaju nagroda. Wiedziałem, że to zaczyna działać.
Masz opracowaną jakąś metodę aktorską, czy wszystko zależy od roli?
Zazwyczaj dużo warunkuje rzeczywistość. Mam swoją autorską metodę stanowiącą mieszankę różnych metod i ćwiczeń fizycznych, trochę medytacyjnych. Na mnie działają, ale wiem, że na wielu moich kolegów nie [śmiech]. Przygotowując się do roli, sporo myślę o oddechu i ciele. Najpierw znajduję ciało postaci, dopiero później zaczynam grzebać w sferze intelektualnej. Bardzo ważne jest dla mnie, abym dobrze czuł się w kostiumie, wiedział, że mam dobrą charakteryzację. Traktuję tworzenie postaci też jako pracę zespołową. Lubię pytać ludzi, co sądzą. To zawsze jakaś wskazówka, nawet jeśli się z nią nie zgodzisz.
A jakie kino lubisz oglądać?
Można powiedzieć, że najbardziej kino autorskie, czyli takie, które nikogo nie chce naśladować i jest robione ze szczerego korzenia. Film musi mieć dla mnie pewną bliżej nieokreśloną „duszę” – jakąś niepowtarzalną energię, która wydarzyła się w danym czasie i została zapisana. Lubię, jak film daje sobie czas i pozwala przyjrzeć się innej rzeczywistości z dokładnością. Kilka tytułów w moim top to „Moje własne Idaho” Gusa Van Santa, „Inaczej niż w raju” Jima Jarmuscha, „Biała wstążka” Michaela Hanekego, „Nieznajomy nad jeziorem” Alana Guiraudie. Jestem też niestety fanem wszystkim filmów Kubricka. Lubię polskie kino i w przeciwieństwie do większości nie uważam, że się skończyło, czego najlepszym przykładem jest „Wieża. Jasny Dzień” Jagody Szelc, jeden z moich ulubionych filmów. Widziałem go kilkakrotnie i za każdym razem robił ze mną coś innego. Ostatnio trafiają do mnie także filmy Ariego Astera i Roberta Eggersa. Uważam, że cała trójka ma ze sobą dużo wspólnego – na ich filmy czekam najbardziej!

![[Z archiwum K MAG] „Ciało w pewnym momencie przestaje odróżniać grę od rzeczywistości” – wywiad z Mateuszem Więcławkiem](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_IMG_5731_796b4f59ce.jpeg&w=1920&q=80)






