Zamiast ryby – średniowieczny miecz. Wędkarz wyłowił z Wisły liczący około 700 lat artefakt w niemal idealnym stanie. Teraz niezwykłym znaleziskiem zajmują się specjaliści.
We wtorek 1 lipca wędkarz łowił ryby w Wiśle w warszawskiej Białołęce na wysokości Tarchomina. W pewnym momencie jego oczom ukazał się podłużny przedmiot, wystający z wody. Mężczyzna sięgnął po niego i odkrył, że ma do czynienia z mieczem.
Pan Andrzej Korpikiewicz, na szczęście wiedział jak się zachować. Zabrał broń i w środę, 2 lipca zaniósł ją do biura stołecznego konserwatora zabytków. Dodał, że na mieczu było bardzo dużo ślimaków i kiełży. Po delikatnym oczyszczeniu zobaczył emblemat krzyża.
Wzorowa postawa pana Andrzeja
Znaczył, że wszystko, co znajduje się w ziemi czy w wodzie, jest własnością Skarbu Państwa. Zabytki archeologiczne muszą być przekazane konserwatorowi zabytków.
Według konserwatora miecz prawdopodobnie został wypłukany przez Wisłę, która często zmienia kształt dna. Nie wiadomo na razie, skąd się w niej wziął. „Wisła skrywa jeszcze wiele tajemnic” – podkreślił, nawiązując do ostatnich odkryć archeologicznych na wysokości ulicy Tamka, gdzie znaleziono m.in. pistolet skałkowy.
Dalsze losy miecza
Na konserwację i zabezpieczenie składać się będzie seria zdjęć RTG, sześciotygodniowa kąpiel w specjalnym roztworze mającym usunąć szkodliwe chlorki, następnie płukanie w celu uzyskania neutralnego pH i mechaniczne oczyszczanie. Na koniec zabytek zostanie zabezpieczony powłoką ochronną.