To historia oparta na kontrowersyjnej powieści Pascala Brucknera „Gorzkie gody”, która wprost ocieka erotyzmem. Polański skupił się jednak na psychologicznym aspekcie historii, co nie oznacza, że w filmie nie uświadczymy wysmakowanej intymności i zmysłowości. Reżyser bez zbędnej pretensjonalności pokazuje również, jak działa obsesja. Bohaterami „Gorzkich godów” są dwa małżeństwa – para przykładnych Anglików (w tych rolach Kristin Scott Thomas i Hugh Grant) oraz wybuchowy, pełen uczuć i pożądania, ale niepozbawiony okrucieństwa związek Mimi (Emmanuelle Seigner) i sparaliżowanego Amerykanina Oscara (Peter Coyote). Cała czwórka spotyka się na statku do Indii, gdzie rozgrywa się akcja – a dokładnie dwie, ponieważ przeszłość miesza się tutaj z teraźniejszością. Oglądamy kadry z podróży poprzeplatane opowieścią Amerykanina o tym, jak poznał ponętną Francuzkę Mimi, która oczarowała Nigela. To spotkanie pozwala przykładnemu, nieco znudzonemu i pełnemu konwenansów małżeństwu z Wysp odkryć fakty o swoim związku, których dotąd nie dostrzegali lub nie chcieli dostrzegać. Szczególny popis na ekranie daje Emmanuelle Seigner, żona i muza Polańskiego. Na początku zapewne mało kto uznałby ją za kobietę, dla której można stracić głowę, jednak w miarę upływu kolejnych minut filmu, bohaterka staje się coraz bardziej wiarygodna i ujmująca. To zresztą największa siła „Gorzkich godów” – rewelacyjne aktorstwo i oddanie emocji swoich postaci.