„Verónica” stała się horrorem, o którym wszyscy mówili, zanim większość zdążyła go obejrzeć.
Zacznijmy od uczciwości, której Netflix nie zamierzał praktykować: statystyka o „jednym na stu widzów, który dobrnął do napisów końcowych” pochodzi z „Daily Star”. Netflix podchwycił cytat, który obiegł Internet i zrobił z niego kampanię reklamową.
„Verónica” trafiła na Netflix w lutym 2018 roku niemal bez zapowiedzi i w ciągu kilku dni zalała media społecznościowe relacjami widzów, którzy musieli wyłączyć film w połowie. Czy ze strachu, czy z nudów – nie było aż nie ważne.
Na faktach
Paco Plaza, twórca „[REC]”, oparł „„Verónicę” na sprawie Estefaníi Gutiérrez Lázaro, hiszpańskiej nastolatki, która w 1991 roku zmarła w niewyjaśnionych okolicznościach po seansie z tablicą Ouija w szkolnej piwnicy w Vallecas. To jedyna sprawa w historii Hiszpanii, w której policjant w oficjalnym raporcie, opatrzonym służbową pieczęcią, przyznał, że był świadkiem zjawisk paranormalnych. Plaza wiedział, że dostał gotowy mit. I był wobec siebie uczciwy: na TIFF w 2017 roku mówił wprost, że nie zamierzał kręcić dokumentu – historia Estefaníi to dla niego punkt startowy, anegdota z ciemnej strony hiszpańskiej popkultury, zmitologizowana do tego stopnia, że stała się legendą.
Problem z „„Verónicą” polega na tym, że jest to jednocześnie film lepszy i gorszy, niż przyznaje Internet. Hollywood Reporter napisał po premierze na TIFF, że prawdziwy horror nie tkwi tu ani w efektach CGI, ani we frenetycznej kamerze Pablo Rosso, ani w atonalnym bombardowaniu dźwiękiem, ale w relacjach między dziećmi. Piętnastolatka, która gotuje obiad, odbiera ze szkoły trójkę rodzeństwa i stara się nie dać po sobie poznać, że coś zaczyna się w niej rozpadać, to fundament tego horroru. Nie tablica Ouija.
Sandra Escacena, debiutantka, dźwiga na barkach niemal cały ciężar produkcji. Kiedy demon zaczyna przejmować kontrolę, nie jest to punkt kulminacyjny, a raczej logiczna konsekwencja jej zmęczenia sytuacją życiową.
Z całą pewnością nie jest to jednak „najstraszniejszy film wszech czasów”. Jest to solidny horror z wyraźnym autorskim rysem – z montażem i muzyką, które wspólnie windują materiał powyżej przeciętnej gatunku. Kto widział „[REC]” i oczekuje podobnego uderzenia, może poczuć się zawiedziony. Kto wchodzi bez oczekiwań – znajdzie tu coś, co zostaje po seansie dłużej niż powinno.
Film dostępny jest wciąż w bibliotece Netflixa.
