Zdjęcia do siódmej części kultowej serii „Mission: Impossible” nadal trwają. Premiera filmu została mocno opóźniona z uwagi na pandemię, a projekt spotyka się z wieloma problemami. Po kliku miesiącach przerwy ekipa wróciła na plan, tym razem w Wielkiej Brytanii.
Typowy dzień Toma Cruisa
Tom Cruise, znany ze swoich wyczynów kaskaderskich, po raz kolejny wcieli się w rolę agenta Ethana Hunta. Po nagraniu scen w helikopterze zespół chciał wylądować na lotnisku w Coventry. Z powodu koronawirusa zostało ono jednak tymczasowo zamknięte, a helikopter był zmuszony do lądowania w ogrodzie jednego z domów w hrabstwie Warwickshire.
W rozmowie z BBC Alison Webb, właścicielka posesji, powiedziała, że tamtego dnia przyjechali do niej dwaj mężczyźni, którzy zapytali, czy mogą wykorzystać jej ogród.
W ramach podziękowań aktor zaprosił dzieci na pokład helikoptera, a piloci wzięli je na krótki lot. – To było szaleństwo. Kiedy już odleciał, patrzyliśmy na siebie i zastanawialiśmy się, czy to naprawdę się wydarzyło – przyznała pani Webb.
Problemy „Mission: Impossible”
Nie jest to pierwszy raz, kiedy wydarzenia z planu trafiają do sieci. O produkcji zrobiło się głośno, kiedy kaskader wylądował w złym miejscu, podpalając scenografię wartą prawie 10 milionów złotych. Z kolei 20 sierpnia w Stoney Middleton nagrano długo wyczekiwaną scenę spadającego w przepaść pociągu. Jest to ta sama scena, która z początku miała zostać nagrana w Polsce na moście kolejowym w Pilchowicach na Dolnym Śląsku. Plany wywołały jednak duży sprzeciw mieszkańców, a ostatecznie budowla została wpisana do rejestru zabytków.
Magazyn „Variety" podaje, że produkcja ma trafić do kin w maju 2022 roku.
/tekst: Kasia Lendzion/


