Mieszkający na co dzień w Berlinie 28-letni artysta z dumą podkreśla swoje pochodzenie, jednak jeszcze do niedawna nie miał z nim żadnego kontaktu. Zauważył, że mało który tatuator eksplorował bogaty świat rdzennego, afrykańskiego wzornictwa. Postanowił to zmienić, a inspirację czerpał przede wszystkim z wymierającego pisma nsibidi oraz motywów uli, które urozmaicił autorskim punkowym twistem. Jak wyznaje w wywiadzie dla Dazed:
Badania archeologiczne prowadzone w regionie Afryki Zachodniej wskazują, iż sztuka tatuowania rozwija się tam od ponad pięciu tysięcy lat. Wspomniane motywy, służące tradycyjnie do dekoracji domów, materiałów i właśnie skóry, miały zarówno swoje językowe, jak i symboliczne znaczenie. Ich obecność widoczna jest także od XVIII wieku w kulturach karaibskich, ze względu na podtrzymywanie afrykańskiej tożsamości przez osoby zniewolone. Co ciekawe, język nsibidi miał swoje pięć minut na wielkim ekranie. Stanowił bazę dla stworzonego przez scenografkę Hannah Beachler pisma Wakandy z „Czarnej Pantery”.
Austriak pragnie poszerzać swoją działalność, nie tylko pod względem ilości klientów, ale i ich etnicznego pochodzenia. Nie bojąc się wyjść ze strefy komfortu stale poszerza wiedzę o innych kulturach i planuje wydobywać piękno oraz siłę płynące m.in. z folklorów bałkańskich i azjatyckich.
„Uważam, że kluczowe dla każdego jest wiedzieć, skąd pochodzi - dzięki temu trudniej tę osobę złamać” przyznaje Emmanuel w wywiadzie.
tekst: Antonina Mierzejewska