Sytuacja osób LGBT+ w Polsce nie jest łatwa, ale nie jest najgorzej, a nawet jest się z czego cieszyć - mówią jej przedstawiciele
Autor: Aleksandra Charzewska
15-07-2022 • 11 min czytania


fot. Unsplash
Z Sylwią Chutnik, Bożną Wydrowską, Aleksandrą Muzińską i Stysiem rozmawiamy kilka dni po opublikowaniu przez organizację ILGA tęczowego rankingu, który bezlitośnie wskazuje, że Polacy są największymi homofobami w Europie. Przedstawiciele społeczności LGBT+ niosą pocieszenie, mówiąc, że choć nie jest lekko, nie jest również tak źle, a nawet jest się z czego cieszyć.
Czy ostatnie miejsce Polski na liście krajów Unii Europejskiej w rankingu ILGA (Międzynarodowego Stowarzyszenia Gejów i Lesbijek) kogokolwiek jeszcze dziwi?
Sylwia Chutnik: Nie. Choć nie znaczy to, że odczuwam satysfakcję, jaką nieraz się ma, kiedy „Polska znowu coś zrobiła”. Jest mi bardzo smutno i czuję rozczarowanie, gdy myślę o pracy, jaką wykonują aktywiści i aktywistki oraz organizacje pozarządowe. Myślę o marszach równości, które z roku na rok są coraz bardziej widoczne, a liczba ich uczestników rośnie. Czy ta strategia jest zła? Co się w ogóle dzieje? W dodatku Pride Month jest coraz bardziej skomercjalizowany, każdego czerwca wzrasta ilość tęczowych gadżetów: skarpetek, koszulek i innych. Kapitalizm ucieszył się z tęczowych osób. Wydawało mi się, że skoro popkultura i mainstream czerpią z tego garściami, to wszystko idzie w dobrą stronę, normalizuje się. Twarde dane pokazują jednak coś innego. Wiele wspólnego z tym ma sytuacja polityczna i dyskurs Kościoła, które pozostają niezmienne.

Czyli nie ma nadziei?
Aleksandra Muzińska: Nadzieja jest. I nie powinniśmy się dołować, za długo to robiliśmy. Myślmy o tym w ten sposób: to ranking dotyczący sytuacji prawnej osób LGBT+ w poszczególnych krajach, a nie odzwierciedlający opinię publiczną. Należy to podkreślać. Wiem, że ILGA uderza w świadomość Polek i Polaków i pokazuje, jak bardzo źle jest – pod względem prawnym rzeczywiście jest i nie wydaje mi się, że ruszymy z tego miejsca przez najbliższe kilka lat.
Ale?
AM: Ale otoczenie społeczne osób LGBT+ w naszym kraju z roku na rok zmienia się na lepsze. W wielu miejscach w Polsce, mimo homofobicznej polityki rządu, widzę zaangażowanie sojusznicze i wzrost poparcia zarówno dla osób LGBT+, jak i związków jednopłciowych. Dla mnie ten ranking jest o rozjeździe między sytuacją prawną a tym, jak szybko społeczeństwo idzie na przód.
SC: To taki podział między obyczajowością i sprawami społecznymi a polityką, wpływami ważnych osób, lobbowaniem, nierozerwalnymi stosunkami państwa, Kościoła i biznesu. Obecnie najważniejsze dla nas jest to, co się dzieje oddolnie. Za przykład może posłużyć nie tylko większa pomoc osobom nieheteronormatywnym, ale również pozytywny wynik badania dotyczącego wsparcia legalnej aborcji, obejmujący wyborców i wyborczynie PiS. Pytanie, na ile prawo i polityka odzwierciedlają zmiany społeczne, a na ile je kształtują. W tym wypadku myślę, że rozziew będzie coraz większy. Obyśmy nie musieli długo żyć w tym szpagacie.
Czyli wbrew politycznym sloganom społeczeństwo jest gotowe?
SC: „Społeczeństwo nie jest gotowe na…”, to moje ulubione hasło. Społeczeństwo nie tylko jest gotowe, ale już dawno przekroczyło tę granicę, a oderwanie polityków i polityczek nie wynika ze ślepoty na to, co się dzieje – to zwykły cynizm.
Bożna Wydrowska: To, co robią politycy, jest sprytnym zagraniem. Udanym odwróceniem uwagi od znacznie większych problemów codziennego życia. Do tego politycy potrzebują tęczy – do manipulacji, walutowania polskości, wartościowania symboliki.
Zastanawiam się, czy oddolne inicjatywy i to, co robisz między innymi ty, Bożna, od wielu lat promując kulturę voguingu i scenę ballroomu, są w stanie zmienić nastawienie najbardziej zacietrzewionych jednostek, na siłę tkwiących w heteronormatywnych standardach, czy raczej służą jedynie wsparciu tęczowej społeczności?
BW: Z perspektywy mieszkania w Warszawie od prawie dziesięciu lat i obserwowania zmieniającego się otoczenia stwierdzam, że zainteresowanie kulturą voguingu odbywa się również wśród osób spoza społeczności LGBT+. Oddolnie możemy wiele zdziałać. Fakt, że osoby „z zewnątrz” chcą w tym uczestniczyć, jest dla mnie wyrazem ogromnego postępu. Mam mnóstwo nadziei.
Niełatwo jest zaczynać oddolne inicjatywy, szczególnie w internecie, prawda, Stasiu?
Stysio: Prawda, choć gdzieś na końcu przebija się jakieś światełko. Jeszcze trzy lata temu nie mogłem pracować z makijażem, bo słyszałem, że jestem kontrowersyjny. Kontrowersyjne jest to, że jestem mężczyzną. Tworzę normalny content, bardzo family-friendly, ale jestem kontrowersyjny ze względu na swoją płeć. Klienci biznesowi i niektórzy odbiorcy często sprowadzają wszystko do mojej orientacji seksualnej, która nie ma nic do rzeczy. W Polsce męski makijaż wciąż jest tematem tabu, zresztą nie tylko w Polsce. Światowi giganci wypuszczają kolekcję kosmetyków „do makijażu” dla mężczyzn, w której znajduje się krem z delikatnym kolorem, żel do brwi i balsam do ust… Błagam!
Dlatego wypuściłeś własną kolekcję?
Stysio: Tak, pełną gamę kosmetyków do makijażu we współpracy z polską marką. Wiesz, jakie to było trudne? Lata poszukiwania partnera i miesiące negocjacji. Ostatecznie kolekcja okazała się gigantycznym sukcesem, bardzo szybko się sprzedała i w żadnej drogerii nie zamazano mojego zdjęcia promującego produkty – to kolejny sukces.
Obawiałeś się tego?
Stysio: Trochę tak, choć coraz mniej przejmuję się takimi sprawami. Staram się myśleć, że dla artystycznych, młodych ludzi to norma. Dla pokolenia naszych rodziców zapewne szczyt odwagi, chociaż sam już nie wiem, czy potrzebuję tego wsparcia.
Czy w przypadku społeczności LGBT+ powinniśmy jeszcze mówić o wsparciu? Nie obawiacie się podejścia paternalistycznego, robienia z tęczy maskotki?
SC: Gdy myślę o społeczności, z której popkultura już w latach dziewięćdziesiątych czerpała garściami, zastanawiam się, na ile jest to zagarnianie cudzej kultury, a na ile prawdziwe wsparcie. Dobrym przykładem jest platforma Netflix, która przy pomocy mnóstwa projektów stara się oswajać i przybliżać. Według mnie trudno utrzymać się gdzieś pomiędzy szerzeniem czyjejś identyfikacji a pilnowaniem, żeby nie wymknęło się to spod kontroli.
Netflix uczy tolerancji?
AM: Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że Netflix stał się osobną organizacją społeczną w Polsce. Edukuje seksualnie i równościowo, a właściwie w każdym zakresie, jakim może. Po najmłodszym pokoleniu widzę, że to, czego nie daje im polska szkoła czy rodzice, oferuje im Netflix: poczucie tożsamości, wiedzę i odwagę, których mojemu pokoleniu bardzo brakowało.
SC: Mój syn ma dziewiętnaście lat. Wyoutowałam się przed nim trzy lata temu i sądzę, że właśnie dzięki „Sex Education”, a nawet „Przyjaciołom” przyjęcie tej wiadomości stało się dla niego łatwiejsze. Bo posiadał już jakąś wiedzę.
BW: To bardzo ważne, żeby widzieć tę reprezentację w mainstreamie.
SC: Tym bardziej, że z dziećmi nie da się rozmawiać o seksie. Gdy widzę artykuły w stylu „Rozmawiaj ze swoim dzieckiem”, wywracam oczami. Kurczę, czy ktoś widział nastolatka? Oni zamykają drzwi przed nosami swoich rodziców i włączają serial.
Jak to wygląda w mniejszych miejscowościach? W Warszawie jest coraz więcej zaangażowanych organizacji i aktywistów. Co, jeśli wyjedziemy dalej? Na wschód?
AM: Tam tego wsparcia zazwyczaj nie ma. Osoby z naszej społeczności mieszkające poza metropoliami lądują na marginesie ruchu. Tym bardziej, że organizacjom i grupom LGBT+, również tym działającym poza dużymi miastami, brakuje środków. Dla młodych osób mieszkających na wsi i w małych miastach ratunkiem jest internet. Grupy wsparcia, telefony zaufania, które pomagają budować jakiekolwiek poczucie wspólnoty. Tym, co Fundusz dla Odmiany stara się robić w takich miejscowościach, jest pobudzanie lokalnego ruchu sojuszniczego. Poszukujemy nauczycielek, bibliotekarek, psycholożek…
SC: Tęczowych seniorek!
AM: …ale też polityków z Rady Gminy czy Rady Miasta. Poszukujemy osób, które chcą się uczyć, dokonywać sojuszniczych coming outów i tworzyć naturalne sieci wsparcia – nie tylko o tematyce LGBT+. To może brzmi błaho, ale w systemie, w którym państwo nas nie wspiera, musimy polegać na sobie i mobilizować własne społeczności.
To musi być trudne.
AM: To cholernie trudne. Ale w tym kraju jest masa wspaniałych ludzi, również w mniejszych miejscowościach. W zeszłym roku w moim funduszu przeprowadziliśmy badanie, które pokazało, ile w Polsce jest osób życzliwych społeczności LGBT+. Co może dziwić, nie odnotowaliśmy dużej różnicy między miastami a wsią. Znacząco różnią się natomiast formy tej życzliwości. Miasta opierają się na symbolice i odwadze – jego mieszkańcy wywieszą tęczową flagę, pójdą na paradę równości, założą tęczowe skarpetki. Na wsi jest za to gotowość do reakcji na przemoc, która dzieje się w sąsiedztwie, udzieli wsparcia konkretnej osobie. Ale flagi nie wywiesi.
Jaki jest procent osób życzliwych?
AM: Około czterdzieści trzy procent. Gdy zapytaliśmy te osoby, jak myślą, ile ich jest w Polsce, odpowiedzieli: pięć, góra dziesięć procent. Mierzymy się ze zjawiskiem samotności sojuszniczej. Ludzie nie ujawniają swojej życzliwości, bo boją się, że w swoim otoczeniu są jedyni.
Prawie połowa, jakież to pocieszające!
AM: Nie oznacza to jednak, że druga połowa jest nieżyczliwa – jest zwyczajnie bierna. Jeszcze.
Staś, w swoim życiu spotkałeś więcej ludzi życzliwych czy nieżyczliwych?
Stysio: Pół na pół, ale w ostatnich latach zdecydowanie więcej życzliwych. Obecnie osoby nieprzychylne raczej komentują mój wygląd, który – bądźmy szczerzy – może im się nie podobać. Mnie też nie wszystko się podoba. Talentu jednak nikt mi nie odbierze, tak samo wpływu, jaki mam na naszą społeczność i moich obserwatorów. Sporo osób na moim Instagramie się wyoutowało, choć nigdy do tego nie namawiałem.
Jak u Harry’ego Stylesa.
Stysio: Trochę tak. Super być takim internetowym beauty Harrym Stylesem [śmiech].
SC: To kluczowe, żebyśmy wszyscy myśleli: „Nie jestem sama”.
O tym, że jest lepiej, może również świadczyć emigracja tęczowych osób do naszego kraju, choć my, tęczowi rodacy, sami często decydujemy się na emigrację.
BW: W Kiki House of Sarmata połowa osób ma pochodzenie niepolskie. Są ludzie z Ukrainy, Białorusi, RPA. To również daje nadzieję.
Pinkwashing was nie wkurza?
BW: To trudny temat. Pamiętajmy, że są dwie strony medalu komercjalizacji Pride Month. Z jednej strony mamy przynajmniej jeden miesiąc w roku, w którym jesteśmy naprawdę widoczni. Z drugiej – marki estetyzują naszą społeczność w celach biznesowych i marketingowych.
Tęcza się opłaca.
AM: Jako aktywistka bywam wewnętrznie rozdarta. Przeprowadzam dyskusje sama ze sobą na temat stosunku, jaki do tego mam. W tym kraju nie ma pieniędzy na wsparcie osób LGBT+, więc nieskorzystanie z tego, co daje nam biznes, wydaje się wręcz nieetyczne. Nawet jeśli mam do tego jakieś zarzuty. To mój osobisty kompromis. W Warszawie, gdzie mieszkam, mogę rozmyślać o słuszności pewnych rozwiązań, lecz poza granicami metropolii często nie ma miejsca na takie dywagacje. Jednak zanim zacznę współpracę z biznesem, sprawdzam, jak dana firma dba o swoich pracowników LGBT+. Musimy też pamiętać, jak ważna jest symbolika i jak dobrze pracuje ona w przestrzeni publicznej. Często ruch nic z tego nie ma, ale pocieszam się, że społeczeństwo przynajmniej oswaja się z tęczą.
Czyli tęczowe torby z Tigera są okej?
AM: Ludzie nie zdają sobie sprawy, jaką robotę robią torby Tigera w małych miejscowościach. Nauczycielki używają tęczowych toreb, by przynosić w nich klasówki do szkoły, dając przy tym sygnał, że są przychylne uczniom LGBT+. Firma Tiger pewnie nie ma o tym pojęcia. Ktoś używał ich komercyjnego produktu, żeby identyfikować się jako sojusznicy w małej miejscowości. To tylko i aż torba, która na poziomie symboliki świetnie pracuje.
SC: Chociaż nie wyobrażam sobie sytuacji, w której robi się tęczowy merch bezrefleksyjnie, nie myśląc, ile osób stoi „za tęczą”. To bardzo mroczna strona mainstreamu i kapitalizmu. Jeśli chcecie na nas zarabiać, to po pierwsze – podzielcie się, a po drugie zastanówcie się, co się za tym kryje. Za marszami równości kryje się śmierć. Od tego jesteśmy my, aktywiści i aktywistki. Żeby psuć dobrą zabawę kapitalizmowi.
Sylwia Chutnik – pisarka, publicystka, działaczka społeczna i promotorka czytelnictwa. Członkini Związku Literatów Polskich i Stowarzyszenia Unia Literacka. Z wykształcenia kulturoznawczyni, absolwentka Gender Studies na Uniwersytecie Warszawskim. Laureatka nagród literackich i społecznych, m.in. Paszportu „Polityki” w kategorii Literatura w 2008 roku. Zasiada w Kapitule Nagrody im. Olgi Rok, Kapitule Obywatelskiej Naukowych Nagród „Polityki” oraz w Radzie Funduszu Feministycznego. Wokalistka punkowego zespołu Zimny Maj.
Bożna Wydrowska – artystka wizualna, performerka i choreografka. Jedna z bardziej rozpoznawalnych postaci polskiej sceny voguingowej i promotorka kultury ballroom. Od 2014 roku jest członkinią prestiżowego nowojorskiego domu szerzącego zjawisko voguingu na całym świecie – Royal House of Milan. Współtwórczyni Kiki House of Sarmata. Od kilku lat organizuje w Warszawie „Bale u Bożeny”.
Aleksandra Muzińska – aktywistka, lesbijka, założycielka Funduszu Dla Odmiany wspierającego lokalne działania na rzecz osób LGBT+ w małych miastach i na wsi. Przez ostatnie kilka lat angażowała się w kampanię na rzecz równości małżeństw, będąc członkinią zarządu i współprzewodniczącą Stowarzyszenia Miłość Nie Wyklucza. Sądzi się z Kają Godek o nazwanie osób homoseksualnych zboczonymi i pedofilami.
Stanisław Wołosz – artysta multidyscyplinarny, którego największą pasją jest makijaż. W internecie znany jest jako Stysio, prowadzi swój kanał na YouTubie, gdzie zgromadził ponad trzydzieści osiem tysięcy subskrybentów, a na Instagramie obserwuje go ponad czterdzieści sześć tysięcy osób. Niedawno premierę miał jego drugi singiel „Stalker”.
Materiał pochodzi z najnowszego numeru K MAG 109 La Piscine.
Polecane

10 powodów, dla których warto kupić 109. numer K MAG-a „La Piscine”

Natalia Szroeder, jakiej nie znacie, gwiazdą numeru K MAG 109 La Piscine

Sex, drugs &… dorastanie. Po 19 latach ten film wciąż mówi o czymś ważnym
![Andrzej Seweryn: „Nie lubię słowa tolerancja” [wywiad]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Farticles%2F62c6d006ad3fcc5c31d2109d%2Fseweryn.jpg&w=1920&q=75)
Andrzej Seweryn: „Nie lubię słowa tolerancja” [wywiad]

Włosi bez edukacji seksualnej - to wciąż temat tabu

#Mata2040. Młody Matczak rozpoczyna kampanię prezydencką i wykłada hajs na start upy
Polecane

10 powodów, dla których warto kupić 109. numer K MAG-a „La Piscine”

Natalia Szroeder, jakiej nie znacie, gwiazdą numeru K MAG 109 La Piscine

Sex, drugs &… dorastanie. Po 19 latach ten film wciąż mówi o czymś ważnym
![Andrzej Seweryn: „Nie lubię słowa tolerancja” [wywiad]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Farticles%2F62c6d006ad3fcc5c31d2109d%2Fseweryn.jpg&w=1920&q=75)
Andrzej Seweryn: „Nie lubię słowa tolerancja” [wywiad]

Włosi bez edukacji seksualnej - to wciąż temat tabu
