W zeszłym roku Marti Renti, że zarobiła 250 tysięcy dolarów na sprzedaży NFT o nazwie „Cyfrowa Miłość”. Teraz okazuje się, że to nieprawda.
Marta Rentel to popularna tiktokerka, instagramerka i youtuberka, która jest znana również z programu „Fame Or Shame” produkcji TVN. Ma ponad 800 tys. obserwujących na Instagramie, 2,9 mln fanów na TikToku oraz niemal 200 tys. subskrypcji na YouTube. Nic dziwnego, że wiadomość o sprzedaży tokenu NFT (unitowego ceryfikatu potwierdzająceogu nikalność danego przedmiotu w rejestrze zwanym blockchainem) „Cyfrowa Miłość” rozgrzała do czerwoności media w całej Polsce.
Zakupu można było dokonać na portalu Fanadise, czyli „ekskluzywnej platformie treści stworzonej dla wpływowych osób internetowych, aby zarabiać na swojej obecności w mediach społecznościowych i dostarczać interakcji z obserwującymi na zupełnie nowym poziomie”.
Token miał być stworzonego w oparciu o DNA influencerki, a kupiec miał wybrać się z influencerką na kolację w świecie realnym. =
Miłość? Bezcenna
Obecnie Marti Renti przygotowuje się do walki na gali Fame MMA 16, która odbędzie się już 5 listopada w Gliwicach. Ostatnio wzięła udział w Cage, czyli wydarzeniu poprzedzającym walkę, na którym uczestnicy muszą zmierzyć się z pytaniami prowadzącego oraz telefonami widzów. Spotkanie poprowadzili Sylwester Wardęga, samozwańczy strażnik youtubosfery, oraz dziennikarz Robert Pasut.
Podczas eventu Wardęga zapytał influencerkę, czy rzeczywiście sprzedała „Cyfrową Miłość” za blisko milion złotych. „Nie spodziewałam się tego pytania, zapomniałam już o tym. Kurde, teraz jest przypał. Muszę się wytłumaczyć jakoś” – stwierdziła Marti Renti, na co Wardęga zasugerował, aby po prostu powiedziała prawdę. Wówczas okazało się, że akcja była pomysłem Bartłomieja Sibigi, szefa agencji influencer marketing DDOB oraz współwłaściciela platformy NFT Fanadise.
No dobrze, ale czy Marti Renti rzeczywiście sprzedała „Cyfrową Miłość” za prawie milion złotych? Gdy o sprawie zrobiło się głośno, influencerka przekonywała, że „w jeden dzień została milionerką”.
A jak było naprawdę? „Ja dostałam pieniądze, ale nie takie” – przyznała. zapytał wprost, czy influencerka okłamała widzów.
Odpowiedź Sibigi
Głos zabrał również Bartłomiej Sibiga, który twierdzi, że... „cały projekt miał mocny rys edukacyjny i wywołał pierwszą ogólnopolską dyskusję na temat NFT”. Jak Sibiga potwierdził na swoim profilu na Facebooku, Marti Renti otrzymała wynagrodzenie mniejsze niż kwota transakcji, a firma nie kontrolowała przekazu w social mediach influencerki ani w publikacjach medialnych.
