Niewielu jest artystów, którzy po przeszło 40 latach na scenie wciąż wzruszają publiczność. Nie tylko tę „starą”, ujmowaną sentymentem, ale i zupełnie nową, świeżą, znacznie młodszą, która muzykę starszych wykonawców przekłada na swoje emocje i doświadczenia. Czy tak się da? Raz tak, raz nie. Nickowi Cave’owi udaje się zjednać pokolenia, mimo że przeszedł od ostrego punka po muzykę wręcz żałobną i żadna z nich nie jest ani prosta, ani łatwa do przyswojenia.
W najbliższy weekend, 22 września, wypadają 57. urodziny Nicka Cave’a, współzałożyciela punkowego zespołu The Boys Next Door, który następnie nagrywał pod nazwą The Birthday Party. Zespół wydał cztery albumy w legendarnej wytwórni 4AD, która zadbała o jego międzynarodowy rozgłos, po czym zakończył działalność. Format przestał działać, sprawdzać się, członkowie grupy dotarli do muru. To jednak tam młody Australijczyk znalazł ujście dla swojej buntowniczej natury, a przełom lat 70. i 80. sprzyjał wszelkim nadużyciom i przekraczaniu granic. Brak snu, eksperymenty z używkami, brutalne koncerty to tylko część życia codziennego muzyka. Czasem aż trudno sobie wyobrazić, że ten elegancki pan, zawsze w idealnie skrojonym garniturze, kiedyś rzucał się po scenie i uderzał głową o perkusję. Na okoliczność urodzin Nicka Cave’a w wybranych kinach w weekend odbędą się seanse filmu dokumentalnego skupionego wokół tej części jego ścieżki: „The Birthday Party. Bunt w niebie” w reżyserii Iana White’a.
Współczesny przewodnik duszy
Nick Cave zawsze był jednak kimś więcej niż zwykłym łobuzem. To mistyk, stale poddający w wątpliwość wiarę, agnostyk, który pragnie dotrzeć do bram tajemnicy, nawet jeśli próby zrozumienia absolutu rozdzierają mu serce. A czasami boli od samego słuchania. Nie ma chyba drugiej tak bardzo przejmującej postaci na firmamencie muzycznym. Na dowód ponadczasowości jego twórczości zapytaliśmy osoby w różnym wieku i o różnej znajomości dorobku artysty, na czym polega jego fenomen.
Burzliwa relacja Cave’a z Bogiem, fatum i człowieczeństwem zdaje się przedzierać z każdego pora jego twórczości, a pamiętajmy, że oprócz muzyki artysta pisze, tworzy rzeźby, fotografie, filmy i inne. Najmocniej jednak talent Cave’a wybrzmiewa na albumach z The Bad Seeds, grupą, która powstała z inicjatywy Cave’a i Micka Harveya (wspólnie grali we wcześniejszym The Birthday Party).
Czytaj także: Nick Cave stworzył playlistę swoich 15 najlepszych piosenek.
Z życia do cna
Czy to dlatego eksploruje każdy fragment bycia człowiekiem na ziemskim padole? Być może. I być może właśnie to znamienita część jego fenomenu - poruszanie kwestii i problemów ponadczasowych, ludzkich, w których można się przejrzeć na różnych etapach życia albo znaleźć odpowiedzi na nurtujące pytania. Artysta nie szczędzi też przecież bólu i żałoby, pochował dwóch synów, a stąd niedaleko do miłości i całego spektrum emocji wywoływanych przez pozornie dalekie stany. Nieraz wydaje się wręcz, że jego muzyka nosi znamiona przepowiedni (wystarczy wspomnieć tytuł albumu „The Firstborn Is Dead” z 1985 roku). Szczerość, autentyczność i głęboka refleksja, z jakimi eksploruje ludzką psychikę i sięga po metafizykę, znajduje słuchaczy w coraz bardziej powierzchownym świecie, a niezmiennie wysoka jakość wykonania utrzymuje uznanie wśród krytyków i branży.
Zróbcie sobie tę przyjemność i zobaczcie, jak to wszystko się zaczęło, wybierając się w weekend do kina na „The Birthday Party: Bunt w niebie”. Byliśmy, widzieliśmy, polecamy. Później doprawcie koncertem lub dwoma, bo Nick Cave & The Bad Seeds zagrają 10 i 11 października kolejno w Łodzi i Krakowie. Więcej informacji u organizatora, Alter Art.
