FacebookInstagramTikTokX
  • Wasze prace
  • Konkurs
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
  • Search
Moje Konto
Zaloguj się / Zarejestruj
  • Wasze prace
  • Konkurs
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Kup nowy numer
K MAG
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Advertisement
Muzyka

Magda Mielcarz: „Nie lubiłam bycia modelką”. Dziś jest piosenkarką, tworzącą jako Lvma Black [wywiad]

Autor: RP
03-08-2021
Magda Mielcarz: „Nie lubiłam bycia modelką”. Dziś jest piosenkarką, tworzącą jako Lvma Black [wywiad]
Magda Mielcarz: „Nie lubiłam bycia modelką”. Dziś jest piosenkarką, tworzącą jako Lvma Black [wywiad]
fot. Emi Morell

Wszyscy znamy Magdę Mielcarz – znaną już od przeszło dwóch dekad modelkę, aktorkę i prezenterkę telewizyjną. A co z pseudonimem Lvma Black? Może nie każdy to wie, ale to też Magda, która coraz mocniej stawia na karierę piosenkarki. Jakiś czas temu mieszkająca na co dzień w Los Angeles artystka odwiedziła Polskę, więc postanowiliśmy się z nią spotkać i porozmawiać – o karierze muzycznej, ale nie tylko... Sami zobaczcie, co z tego wyszło!

Magda Mielcarz to znane nazwisko, a na rozpoznawalność pseudonimu Lvma Black będziesz musiała zapracować od nowa. Dlaczego postanowiłaś zmienić szyld?

Jak się domyślasz, nazwisko Mielcarz jest bardzo trudne do wymówienia dla ludzi w Los Angeles, gdzie na co dzień mieszkam. Bierze się z tego mnóstwo problemów w życiu codziennym, choćby z zapisami i rezerwacjami. Ludzie potrafią przekręcać moje nazwisko na naprawdę rozmaite sposoby: nigdy nie zapomnę na przykład niemieckobrzmiącego Mielkartz. Naprawdę szybko odechciewa się tłumaczyć, jaki jest prawidłowy zapis i wymowa.

Stąd do pseudonimu Lvma Black jest jeszcze daleko...

Początkowo chciałam po prostu skrócić swoje personalia o nazwisko i występować jako Magdalena. Po jakimś czasie okazało się jednak, że w Nowym Jorku jest już jedna artystka, która posługuje się takim pseudonimem, a w Stanach wszystko jest bardzo uregulowane prawnie, więc ja już nie mogłam, nieważne, że tak mam na imię. Zawsze śmiałam się z pseudonimów – uważałam, że używanie ich to coś na siłę – i nagle stanęłam przed koniecznością stworzenia jednego dla siebie. I wiesz co? Dziś się z tego cieszę.

Dlaczego?

Używanie pseudonimu w pewnym sensie rozpoczęło nowy etap w moim życiu. Przecież każdy z nas zmienia się wraz z upływem czasu. Mam wrażenie, że pseudonim Lvma Black dobrze oddaje moją dwoistą naturę – połączenie jasnej, dobrej natury z bardziej mroczną odsłoną, która jest konsekwencją trudniejszych momentów w życiu.

Ten pseudonim ma też swoje odbicie w muzyce?

Według mnie tak. Kolega producent niezbyt cenzuralnie podsumował kiedyś mój muzyczny gust, mówiąc: „U ciebie to musi jebnąć!”. Da się to oczywiście wyrazić innymi słowami, ale miał rację – bardzo lubię niskie dźwięki, bardzo lubię doły i bity, które są ciemne, basowe. Lubię te wszystkie rzeczy, które zazwyczaj przycina się w miksie – zawsze bardzo walczę o to, żeby ich nie przycinać. Co z tego, że wyjdzie utwór może nie do końca przyjazny radiu? A jednak z drugiej strony uwielbiam też melodię, takie utwory, które, jak się przyczepią, to nie chcą zostawić. Melodia to dla mnie rodzaj mantry, odciągający od nas problemów dnia codziennego.

Mówisz o swoim wyrazistym guście i sporach z producentem, chcącym „uprzystępnić” materiał. Udaje ci się nie ulegać presji?

W ogóle staram się kierować tym, co mówi mi serce. Ostatecznie, kiedy odsuniesz na bok wszystko inne, najważniejsze jest poczucie życia w zgodzie z samym sobą. Kilka dni temu miałam spotkanie, na którym usłyszałam, że moja muzyka jest zbyt wyrafinowana, by grać ją w polskich radiach. Powiedzieli: „Zrób to i to, i to, a będziesz w radiu”. Tylko że ja spędziłam lata, żeby dojść właśnie do takiego brzmienia! Żeby znaleźć odpowiednich współpracowników, którzy produkują właśnie tak. Kiedy puszczam swoje kawałki w L.A., one podobają się ludziom, bo brzmią współcześnie. Do takiej uniwersalności dążyłam i nie będę rezygnowała z tego dla radia. Oczywiście szkoda, bo każdy artysta chciałby być grany przez radio, ale ważniejsze jest, żeby być dumnym z tego, co się zrobiło. Uważam, że w takich sytuacjach trzeba stanąć z boku, wziąć głęboki oddech i zapytać samego siebie: „Czego ja tak naprawdę chcę?”. I zrobić to, co wynika z odpowiedzi. Wierzę, że odpowiedzi mamy zawsze w sobie, po prostu bywają one zagłuszone przez codzienny szum.

Twoja muzyka jest zawieszona między popem a nowoczesną muzyką miejską. Dlaczego estetycznie usytuowałaś się akurat w tym miejscu?

To dla mnie po prostu naturalne. Nie myślę o tym, jaki wybrałam gatunek – tak się złożyło, że akurat taką muzykę mam w sobie. Jak słyszę bit i melodię to albo serce mi skacze, albo nie. Wybieram te bity, przy których skacze.

Czy z perspektywy Los Angeles śledzisz polską scenę muzyczną?

Tak, staram się.

Co obecnie najbardziej cię na niej interesuje?

Jestem z blokowiska, więc przyznam się, że zawsze ciekawy był dla mnie polski hip-hop. Jego autentyzm, szczerość i brak cyzelowania przekazu, mówienie tego, co faktycznie ma się na myśli. Ostatnio bardzo podoba mi się Bedoes, szanuje też Matę. W polskim hip-hopie uwielbiam też to, że wielu z tych raperów zaczynało od zera i robiło to zupełnie samodzielnie. Na początku nie chciały ich wytwórnie – mimo że dziś zabiłyby się o nich wszystkie – a oni byli konsekwentni, założyli swoje własne i wyszli na tym bardzo dobrze. Zawsze bardzo podziwiam, kiedy ktoś wychodzi od niczego i osiąga bardzo wiele. Pamiętajmy też, że na całym świecie zupełnie zmienił się sposób nagrywania muzyki – kiedyś potrzebne były do tego wielkie studia, a dziś właściwie każdy może nagrywać we własnym domu. Być może nie byłoby tego, gdyby nie hiphopowcy. I bardzo dobrze, że tak jest! Ludzie zmęczyli się fotoszopami i zamiast tego chcą prawdy.

Byłaś już w życiu modelką, aktorką, prezenterką telewizyjną, a teraz, jak rozumiem, chcesz być przede wszystkim piosenkarką i artystką muzyczną. Lubisz te wszystkie wcielenia i uważasz, że wszystkie były konieczne, żebyś stała się osobą, którą teraz jesteś?

To głębokie pytanie. Zacznę od tego, że połowę odpowiedzialności za tę szeroką aktywność zrzucam na moje ADHD, które rzeczywiście mam – najpierw mówił tak tylko mój mąż, ale później rzeczywiście mnie zdiagnozowano. Zawsze cechował mnie głód wrażeń. Kiedy choć trochę poznawałam jakąś profesję, zaczynałam się nudzić i potrzebowałam czegoś nowego. Wydawało mi się, że w starej profesji czekało mnie już tylko powtarzanie schematów. Z kolei modeling nudził mnie od zawsze – robiłam to, bo byłam dziewczyną z Osiedla za Żelazną Bramą i kiedy stanęła przede mną okazja, by zarobić pieniądze i uniezależnić się, nie pytałam zbyt wiele, tylko w to weszłam. Ale nigdy tego nie lubiłam...

Pragmatyczna decyzja.

Nie zawsze nasza droga prowadzi w prostej linii od punktu A do punktu Z. Czasami kluczymy, skręcamy, zyskujemy doświadczenia, które nas wzbogacają. Nie lubiłam bycia modelką, bo nie było w tym miejsca na moją własną ekspresję, ale z drugiej strony pozwolił mi on na bardzo wczesne wyjazdy poza Polskę i to dzięki niemu świat stał się moim domem. Dziś jako wokalistka pracuję z producentami, którzy mają na koncie Grammy – gdyby nie modeling, być może nigdy nie doszłabym w to miejsce! Wolę myśleć, że wszystkie nasze doświadczenia są po coś.

Dlaczego jeszcze nie lubiłaś modelingu?

Bycie modelką to bycie mięsem armatnim, a moja natura jest tak naprawdę introwertyczna. Nie lubię, kiedy cała uwaga skupia się na mnie. A nie dość, że na modelkach skupia się cała uwaga, to jeszcze tak naprawdę to nie są one – do sesji zostają pomalowane, ustylizowane i przebrane. To jakimi one same są osobami zazwyczaj w ogóle się nie liczy. Pamiętam, że kiedy wracałam po sesjach do hotelu, patrzyłam w lustro i myślałam: „kto to jest?” i nie mogłam się doczekać, kiedy zdejmę z siebie to wszystko. Modelka nie jest bohaterką, ale tworzywem. Ale z drugiej strony, jak mówiłam, profity płynące z modelingu dają ci ogromną niezależność.

Którą ze wspomnianych branż uważasz za najtrudniejszą?

Każda jest na swój sposób wymagająca. Wiele zależy od psychicznej konstrukcji danego człowieka i od momentu w jego życiu. Myślę, że aktorstwo jest łatwiejsze, kiedy jest się młodym – wtedy człowiek może dać się mentalnie porozciągać i nie kosztuje go to aż tyle, co w starszym wieku, kiedy cały nasz system emocjonalny jest już trochę bardziej obciążony i ciągniemy za sobą bagaż doświadczeń. Dla mnie najtrudniejsze okazało się chyba właśnie aktorstwo – to, że bardzo wpływa ono na życie prywatne. W każdej scenie musisz przeżyć konkretne emocje i trudno jest je z siebie tak po prostu strzepnąć po zakończeniu zdjęć. Im poważniejsza rola, tym większe piętno odciska ono na naszym życiu emocjonalnym. Może po części także dlatego zrezygnowałam z aktorstwa, chociaż główną motywacją była dla mnie rodzina. Rozchwytywana aktorka nie ma szans na bycie blisko swoich dzieci.

W innych wywiadach dawałaś do zrozumienia, że tęsknisz za Polską. Za czym tutejszym się tęskni, kiedy mieszka się w Los Angeles?

Za tymi wszystkimi pęknięciami, które tak naprawdę nas tworzą. Na przykład fascynuje mnie architektura i to, jak wygląda Polska – ten bałagan, który wziął się z dość przypadkowego połączenia socrealizmu z nowoczesnością. Warszawa to miasto jedyne w swoim rodzaju! Stajesz na jego środku i otacza cię tyle informacji, że możesz ten kod miasta rozplątywać do końca życia, a i tak wszystkiego się nie dowiesz. Tęsknię też za tą naszą polską surowością w obyciu. Tutaj ludzie udają dużo mniej niż w Los Angeles. Tam oczywiście też są pęknięcia, ale dużo lepiej maskowane. A poza tym nie rozumiem ich tak dobrze, jak tych polskich.

Advertisement

Polecane

Reni Jusis: „Francuska piosenka i kinematografia towarzyszą mi od zawsze” [wywiad]

Reni Jusis: „Francuska piosenka i kinematografia towarzyszą mi od zawsze” [wywiad]

Margaret: „Jak człowiek nie wie, że coś robi, to wychodzą z tego najlepsze rzeczy" [wywiad]

Margaret: „Jak człowiek nie wie, że coś robi, to wychodzą z tego najlepsze rzeczy" [wywiad]

Najstarsza polska drag queen: „Za komuny wszystko było szare, ale nie gejowska Warszawa!” [wywiad]

Najstarsza polska drag queen: „Za komuny wszystko było szare, ale nie gejowska Warszawa!” [wywiad]

Mery Spolsky: „Mam w głowie nieustanny kołowrotek" [wywiad]

Mery Spolsky: „Mam w głowie nieustanny kołowrotek" [wywiad]

Sanah: „Mielę w sobie smutne uczucia, ale to lubię”. Ulubienica młodych i nie tylko jest już na szczycie [wywiad]

Sanah: „Mielę w sobie smutne uczucia, ale to lubię”. Ulubienica młodych i nie tylko jest już na szczycie [wywiad]

Polecane

Reni Jusis: „Francuska piosenka i kinematografia towarzyszą mi od zawsze” [wywiad]

Reni Jusis: „Francuska piosenka i kinematografia towarzyszą mi od zawsze” [wywiad]

Margaret: „Jak człowiek nie wie, że coś robi, to wychodzą z tego najlepsze rzeczy" [wywiad]

Margaret: „Jak człowiek nie wie, że coś robi, to wychodzą z tego najlepsze rzeczy" [wywiad]

Najstarsza polska drag queen: „Za komuny wszystko było szare, ale nie gejowska Warszawa!” [wywiad]

Najstarsza polska drag queen: „Za komuny wszystko było szare, ale nie gejowska Warszawa!” [wywiad]

Mery Spolsky: „Mam w głowie nieustanny kołowrotek" [wywiad]

Mery Spolsky: „Mam w głowie nieustanny kołowrotek" [wywiad]

Sanah: „Mielę w sobie smutne uczucia, ale to lubię”. Ulubienica młodych i nie tylko jest już na szczycie [wywiad]

Sanah: „Mielę w sobie smutne uczucia, ale to lubię”. Ulubienica młodych i nie tylko jest już na szczycie [wywiad]

Więcej od autora

Z okazji Dnia Dziecka wybraliśmy 15 naszych ulubionych filmów dzieciństwa!

Z okazji Dnia Dziecka wybraliśmy 15 naszych ulubionych filmów dzieciństwa!

Masturbacja wzmacnia odporność, twierdzą naukowcy

Masturbacja wzmacnia odporność, twierdzą naukowcy

Było SACRUM, teraz pora na PROFANUM. Dziś premiera nowego zapachu Piotra Blaka z Sorry Boys

Było SACRUM, teraz pora na PROFANUM. Dziś premiera nowego zapachu Piotra Blaka z Sorry Boys

Z okazji Dnia Dziecka wybraliśmy 15 naszych ulubionych filmów dzieciństwa!

Z okazji Dnia Dziecka wybraliśmy 15 naszych ulubionych filmów dzieciństwa!

Masturbacja wzmacnia odporność, twierdzą naukowcy

Masturbacja wzmacnia odporność, twierdzą naukowcy

Było SACRUM, teraz pora na PROFANUM. Dziś premiera nowego zapachu Piotra Blaka z Sorry Boys

Było SACRUM, teraz pora na PROFANUM. Dziś premiera nowego zapachu Piotra Blaka z Sorry Boys

FacebookInstagramTikTokX
Advertisement