Kina mogły zacząć działać od 21 maja, ale część z nich otworzyła się dopiero 28 maja. W tej grupie znajduje się kino Żeglarz z Jastarni, czyli jedyne kino na całym Półwyspie Helskim. Prowadzą je kobiety z trzech pokoleń – babcia, matka i wnuczka, czyli Urszula, zwana Babineksem, Dagmara i Patrycja. Jest to powód do radości, bo kinu, które od 30 lat prowadzi rodzina Blindowów, groziło zamknięcie. Kobiety, za namową miłośników Żeglarza, ogłosiły zbiórkę na przetrwanie kina. Aby zachęcić do wpłat, zastosowały kreatywną zachętę. Codziennie na Facebooku publikowały kinowe kalambury. Każdego dnia przebierały się i inscenizowały jakąś scenę filmową, a zadaniem obserwatorów było odgadnięcie tytułu filmu. Zabawa spotkała się z ogromnym entuzjazmem i poskutkowała wpłatami na uratowanie kina.
Kino działa w sezonie letnim i jest uwielbiane przez znakomite osobistości. W Żeglarzu jest ściana, na której znajdują się autografy znanych osób, które pojawiły się w kinie – m.in. Jana Englerta, Gustawa Holoubka i Grażyny Szapołowskiej.
Z kinem łączy się ciekawa historia. Jej początki sięgają 1966 roku, kiedy to Bogdan Blindow został kierownikiem małej sieci kin. Prowadził on zespół kin m.in. w Wejherowie, Rumi i Redzie. W 1991 roku powiedział żonie Urszuli, że załatwił także dzierżawę kina w Jastarni. Przy Portowej 10, gdzie znajduje się Żeglarz, przed wojną znajdował się pensjonat Janina. W obecnej sali kinowej znajdowała się wcześniej stołówka, a później Niemcy zrobili tam kino propagandowe. Bogdan Blindow prowadził kino do swojej śmierci w 1997 roku. Później przejęła je córka Dagmara, ale od zawsze pomagały też Urszula i Patrycja, która wspomina, że już jako mała dziewczynka sprawdzała widzom bilety, a ponadto zawsze wolno było jej oglądać wszystkie filmy. Przez kilkanaście lat pracował tam też Henryk Groth – prawdopodobnie jedyny głuchoniemy operator na świecie.
Urszula, Dagmara i Patrycja kochają swoje kino i kochają oglądać filmy. Nie wyobrażają sobie, by mogły je zamknąć, choć nie przynosi ono zysków. Cieszą się, gdy po sezonie wychodzą na zero. Dagmara wyjeżdżała nawet do pracy za granicą, by móc utrzymywać nawet nie siebie, a właśnie kino.
Choć w Żeglarzu brakuje nowoczesnego sprzętu, podłoga skrzypi, fotele są niewygodne, a w powietrzu czuć zapach wilgoci, wciąż chętnie odwiedzają je miłośnicy kin studyjnych i stylu retro.
Zrzutka na przetrwanie kina trwała do końca maja. Zakończyła się z wynikiem 67 tysięcy złotych, czyli 191% potrzebnej kwoty. Co za wspaniała wiadomość!
/tekst: Marta Porwich/

