W każdej nowozelandzkiej szkole dzieci będą miały dostęp do materiałów o kryzysie klimatycznym, które opracowane zostały przez wiodące krajowe agencje naukowe. Wśród nich – poza kompleksowymi informacjami – znajdą się narzędzia umożliwiające zaplanowanie własnej ścieżki aktywistycznej i porady, jak poradzić sobie z uczuciami smutku i zagubienia wywołanymi przez niepewność przyszłości. Nowozelandzka formuła, która oferowana będzie uczniom w wieku 11-15 lat, nie będzie obowiązkowa.
W kraju Kiwi funkcja ministra ds. zmian klimatu egzystuje już od 2005 roku, jednak to dopiero zmiany w systemie nauczania stawiają Nową Zelandię w światowej awangardzie. Tym bardziej, że bratnie rządy w Australii i Wielkiej Brytanii krytykowane były za brak spójnej edukacji na temat kryzysu klimatycznego.
Edukacja skupiona na emocjach
W 2019 roku setki uczniów z całego świata wyszły na ulice w ramach strajku klimatycznego – a przypomnijmy, że był to rok, kiedy naukowcy z wielu różnych dziedzin ogłosili, że zmiany klimatyczne są „realnym zagrożeniem dla ludzkości”. Dzieci i nastolatki widzą informacje o kryzysie klimatycznym w mediach społecznościowych, a żadna z nich nie stawia sytuacji w zbyt pozytywnym świetle.
Od emocji do działania
Minister wyjaśnił, że celem programu jest położenie nacisku na to, jak uczniowie naprawdę się czują w związku z kryzysem ekologicznym. Nastolatkowie uczą się, jak przezwyciężyć pesymistyczną narrację przyszłości, oraz że ich emocje mogą być katalizatorem działań, a przez to przyczynić się do realnej zmiany.
Tym czasem na antypodach
Obecnie w Polsce uczniowie o zmianach klimatu uczą się dopiero w liceum. I to bynajmniej nie jest to wiedza przekazywana wszystkim zainteresowanym, a jedynie tym, którzy uczęszczają na kurs rozszerzonej geografii. Dlaczego?
W 2016 roku ówczesna minister edukacji, Anna Zalewska, otwarcie negowała istnienie zmian klimatycznych. Jeszcze jako posłanka mówiła:
Być może dlatego Komitet Biologii Środowiskowej i Ewolucyjnej Polskiej Akademii Nauk, napisał wtedy w komunikacie:
A eksperci z dziedziny szkolnictwa przypominali wtedy, że z podstawy programowej usunięto też informacje na temat teorii ewolucji oraz wiele nazwisk działaczy Solidarności, którym nie jest po drodze z PiS. I choć Zalewska przestała już piastować urząd ministra edukacji, jej następca nie kwapi się odkręcać zmian, jakie wprowadziła.
W 2013 roku Dariusz Piontkowski wystosował nawet interpelację do ówczesnego ministra środowiska, Marcina Korolca, w której dowodził, że: „przedstawione w raporcie Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatycznych (IPCC) wyniki badań stoją w sprzeczności z powszechnie lansowanymi tezami dotyczącymi dramatycznych zmian klimatycznych, które stały się podstawą do wprowadzenia tzw. Pakietu Klimatycznego”. Raczej nie zapowiada się na to, żeby polski minister edukacji przyjął do wiadomości realne zagrożenie klimatyczne. Nie przekonuje go nawet fakt, że polscy nauczyciele, podobnie jak nowozelandzcy koledzy, zauważają potrzebę nauczania dzieci o zmianach klimatu. Powstała nawetpetycja skierowana do Dariusza Piontkowskiego:


