Dmuchała szkło w garażach na Brooklynie, przeglądała się w złotych promieniach miasta bogini sztuki, grała sety w warszawskich klubach. Katarzyna Kubrak zna się na dobrych miksach – od twojej ulubionej składanki eksperymentalnego rocka i house’u po nieoczywiste zestawienia materiałowe. Jak korek współgra ze szkłem? Co łączy jajko i metal? Czy to, co funkcjonalne, nie może być sztuką, a jeżeli ma być sztuką, nie może mieć funkcji, bo nagle staje się po prostu… designem?
Dlaczego właśnie wzornictwo?
Od dziecka interesowałam się sztuką. Z drugiej strony, nie widziałam siebie jako artystki plastyczki. Kochałam krzesła, lampy, ale nie wiedziałam, jak nazwać taki kierunek. O istnieniu wzornictwa przemysłowego jako dziedziny dowiedziałam się dopiero w liceum, kiedy wyjechałam do Kanady. W ramach programu IB mogłam wybrać zajęcia Design Technology. Moja szkoła miała pracownię ceramiczną i fotograficzną, stolarnię i tak dalej. Od momentu, gdy weszłam do warsztatu, wiedziałam, że to jest dokładnie to, czego szukałam.
Potem zaczęłaś naukę na Parsons. Jak studiowało się na tak prestiżowej uczelni?
Najpierw zrobiłam gap year – był COVID i pomyślałam, że studia projektanckie online totalnie nie mają sensu. Nie, jeśli chce się obcować z materiałem. Kiedy mieszkałam w Kanadzie, odwiedziłam kilkakrotnie Nowy Jork i poczułam, że chcę tam żyć. Udało mi się. W maju 2025 roku obroniłam licencjat. Niestety, wyjechałam do Polski akurat w momencie nasilenia się restrykcji wizowych związanych z nową administracją USA i nie mogłam wrócić na roczny OPT (Optional Practical Training). Większość moich profesorów była praktykującymi projektantami – znali całe środowisko, wiedzieli, w jakich pracowniach mogą cię polecić, gdzie możesz pójść, jeżeli potrzebujesz bardzo specyficznych materiałów, i aktywnie angażowali się w scenę kreatywną. Ponieważ dostępne były różne pracownie, nauczyłam się wielu różnych technik: metal, drewno, ceramika, biomateriały i… korek. Dopiero na tych zajęciach zdałam sobie sprawę, jaki to wspaniały materiał. W Ameryce jest trochę mniej dostępny, dlatego zajęcia połączone były z wycieczką do portugalskiej fabryki. „Prestiż” Parsons polega na tym, że oferuje dużo możliwości poza samą uczelnią, we współpracy z wyspecjalizowanymi firmami.
Podobno w Nowym Jorku nauczyłaś się też dmuchać szkło. Tutaj rzadko spotyka się dziewczyny przy piecach hutniczych.
Tak, to raczej męskie środowisko. Ale zabawne, że kiedy zaczęłam dmuchać szkło na Brooklynie, poznałam dwie inne projektantki szkła z Polski. Na Brooklynie jest dużo kobiet, które dmuchają szkło i mają swoje studia, co też mi się podobało. Jasne, szkło jest ciężkie, jest gorąco i tak dalej, ale można się nauczyć po prostu działać z własnym ciałem. Moja szkoła nie prowadziła zajęć z tej techniki, czego zazdrościłam innej uczelni, ale dzięki temu znalazłam Brooklyn Glass. W pracowni urządzonej w garażu pozwalali mi eksperymentować na korku. Teraz w Warszawie nie mam dostępu do żadnej takiej pracowni, w której mogłabym działać samodzielnie.
Z tych garażowych eksperymentów powstały lampy „Krystyna”.
Dokładnie. Wiedziałam już, że korek jest dosyć odpory na ogień. Wykorzystałam formy z kory do dmuchania i formowania szklanych kloszy moich lamp. Obiekt był więc formowany sam sobą.
Pod koniec zeszłego roku prezentowałaś w Phoenix Athens projekt pod dość intymnym tytułem „Under my Mother’s Roof”.
Jeszcze na Parsons zdałam sobie sprawę, że jednak projektowanie i wzornictwo ma dużo przestrzeni na sztukę. Możesz robić, co tylko zapragniesz, bo wszystko musi i tak zostać zaprojektowane – od śmietników i odkurzaczy po efektowne rzeźbiarskie lampy. Rezydentura w galerii była dla mnie szansą, aby odkryć w sobie tę artystyczną stronę projektowania. Myślałam o tym, jak tworzyć obiekty, które przekraczają granice sztuki i funkcjonalności. Weźmy na przykład ceramikę. Może stać w muzealnej gablocie, ale kiedy zaczynamy z niej pić herbatę czy jeść zupę, często traci w naszych oczach swój artystyczny wymiar. Pomyślałam o kobietach postrzeganych przez filtr męskiej perspektywy, w którym najbardziej wartościowe stają się te młode, piękne, te z wystawy. Wraz z wiekiem, gdy przyjmują rolę matki czy babci, niczym naczynie otrzymują funkcje i stają się mniej zauważalne, odchodząc w cień. Powinno być na odwrót. To te starsze pokolenia, które tworzą dom, karmią, wspierają i posiadają mądrość, powinny być celebrowane. Połączyłam tę myśl z moim zaciekawieniem niestandardowymi materiałami (kiedyś zrobiłam projekt modułowych lamp ze strusich jajek… bo po prostu kocham formę jajka). W tym wypadku sięgnęłam po chleb. Jest bardzo związany z kulturą Grecji, ale także obecny w rytuałach na całym świecie, chociażby w Kościele Katolickim. Posiada ogromną warstwę symboliczną, jednocześnie będąc wyjątkowo prostym pożywieniem. Wykorzystałam zdjęcia babci umieszczone w chlebie w formie przypominającej ikony jako symbol troski i podtrzymywania życia. Taki gest czułości i uznania za wszystko, co zrobiła. Chciałam przesunąć pojęcie „świętości” z oficjalnych, patriarchalnych symboli na ciała i ręce kobiet, które realnie podtrzymują życie.
A podobno nie chciałaś być artystką.
No i chyba nie wyszło.
Zdejmijmy na chwilę gogle ochronne i załóżmy słuchawki. Prowadzisz własną audycję w Radio Kapitał oraz należysz do kolektywu DJ-skiego Słuchowisko (przypomniał mi o istnieniu genialnej płyty Niemena „Aerolit”). Jaka muzyka leci w twojej pracowni, kiedy tworzysz?
Uwielbiam ten album! Gdy go odkryłam, nie wiedziałam, że Niemen robił taką muzykę. Moja mama, babcia i wszyscy dookoła pamiętają go jako tego faceta od „Pod Papugami”. Tymczasem robił eksperymentalną muzykę, zupełnie odklejoną od tamtej rzeczywistości. Co do reszty repertuaru, to totalnie zależy od od tego, w jakim jestem nastroju. Kiedy robię głęboki research, pisanie opisów do galerii i tak dalej, w tle leci głęboki ambient albo drone’owe nuty. Kiedy działam fizycznie i potrzebuję energii, na przykład buduję coś z gliny czy wycinam, lubię sobie posłuchać właśnie elektronicznej muzyki tanecznej jak trance, deep house czy electroclash. Jeżeli mam niedługo gdzieś grać, to często przesłuchuję swoje stare playlisty i sprawdzam, co bym chciała wyciągnąć, czy ze sobą spakować, co mogłoby się przydać do tego wydarzenia. Często słucham na przykład NTS-u, Lot Radia, Radia Kapitał, audycji moich znajomych.
Warszawa, Ateny czy Nowy Jork?
W Nowym Jorku zostali wszyscy moi znajomi, moja pracownia dmuchania szkła, moja stolarnia, moja praca, mój stary szef. To nie jest zamknięty temat i mam nadzieję, że wrócę tam niedługo. Energia tego miasta jest tak bardzo motywująca, a dookoła mnóstwo możliwości. Ateny są trochę wolniejsze, w mieście jest piękne światło. Ludzie są w znacznie bliższym kontakcie z naturą niż w NYC. To również jest inspirujące. Warszawa to mój dom. Kocham polskie rzemiosło. Jestem bardzo dumna i szczęśliwa, kiedy widzę polskich artystów i projektantów na scenie międzynarodowej. Nie wiem, czy mogłabym wybrać któreś z tych miast.
Jakimi trzema słowami określiłabyś dobry design?
Świadomy (kontekstu, historii i środowiska), szczery, poetycki. Musi mieć w sobie coś ponad funkcję, coś, co pozwoli ci się nad nim zastanowić.
![Katarzyna Kubrak: „Chciałam przesunąć pojęcie »świętości« z oficjalnych, patriarchalnych symboli” [WYWIAD]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_IMG_1176_2753fdc805.jpg&w=1920&q=80)

![Emil Bucki: „Nie wierzę, że ktokolwiek naprawdę może o sobie powiedzieć, że jest wolny” [WYWIAD]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_zdj1_c2646c715f.jpg&w=1920&q=75)
![Surrealizm XXI wieku, czyli wyobraźnia Szilvesztra Mako [FOTO]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_Zrzut_ekranu_2026_08_07_132626_9a8d974dd3.png&w=1920&q=75)
