Jennifer Coolidge znana jest przede wszystkim z roli mamy Stiflera w kultowej amerykańskiej komedii „American Pie”. W wywiadzie dla „Variety” wyznała, że grając gorącą mamuśkę spełniła się nie tylko zawodowo, ale i seksualnie.
„American Pie” nie trzeba nikomu przedstawiać. Ta komedia zawojowała ekrany pod koniec lat 90. i już na stałe wpisała się do kanonu amerykańskich klasyków. W produkcji zagrała m.in. Jennifer Coolidge, która nie miała zbyt pokaźnego dorobku aktorskiego. Wcześniej występowała epizodycznie w serialach, tj. „Przyjaciele” czy „Kroniki Seinfelda”, ale to właśnie „American Pie” sprawiło, że jej kariera nabrała tempa. Zyskała wtedy nie tylko sławę – aktorka otwarcie przyznaje się do licznych romansów, które narodziły się zaraz po udziale w filmie.
Seks to nie wszystko
Z rozmowy dla „Variety” sporo dowiemy się o tym, jak przebiegło ostatnie 30 lat znanej filmowej MILF-y. Odkąd po raz pierwszy w 1999 roku wcieliła się w rolę ponętnej mamy, już nigdy z niej nie wyszła. Jennifer Coolidge była nieustannie angażowana do grania seksualizowanych postaci, co zupełnie jej nie przeszkadzało. Aktorka cieszyła się z wielu benefitów tak wykreowanego wizerunku i czerpała z niego, jak tylko mogła.
Z tak konkretnie zarysowanych ról czasem trudno wyjść – o tym przekonała się aktorka. Pomimo seksualnych korzyści, nie była w pełni zadowolona ze swoich ról przez to, co działo się wokół niej na planach. Coolidge nie otrzymywała odpowiednio wysokich stawek za swoją pracę.
Tak samo sądzi reżyser i przyjaciel gwiazdy, Mike White. W swoim hitowym serialu „Biały Lotos” postanowił uhonorować aktorkę i stworzył dla niej postać zupełnie inną od tych, które do tej pory zagrała. Tym razem może w pełni pokazać światu swój kunszt aktorski jako poszukująca spirytualności Tanya McQuoid.
tekst: Alicja Utrata
