FacebookInstagramTikTokX
  • Wasze prace
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
  • Search
Moje Konto
Zaloguj się / Zarejestruj
  • Wasze prace
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Kup nowy numer
K MAG
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Film
|
Świat

Ewolucja norm pożądania i miłości: romans XXI wieku

Autor: Apolonia Wójcik
02-03-2026
Ewolucja norm pożądania i miłości: romans XXI wieku
Ewolucja norm pożądania i miłości: romans XXI wieku
fot. Instagram @nadialeecohen

Sesja zdjęciowa towarzysząca rozmowie zapowiadającej nowy projekt filmowy Zendayi i Roberta Pattinsona, opublikowana przez Interview Magazine, proponuje nam coś znacznie szerszego niż promocję filmu. Jest ona symbolicznym obrazem przemiany, jaką przechodzą współczesne narracje o miłości, pożądaniu i bliskości. W czasach, gdy cielesność jest jednocześnie wszechobecna i zaskakująco wyprana ze zmysłowości i wrażliwości, dotykają nas napięcia, które wszyscy odczuwamy, ale rzadko potrafimy nazwać.

W czasach rosnącego konserwatyzmu i niestabilnych, podatnych na presję społeczną relacji, sesję zdjęciową można czytać szerzej - jako zmiana postrzegania miłości przez naszą epokę. W dobie rosnących społecznych oczekiwań i obsesji na punkcie samodoskonalenia, ciało staje się projektem perfekcjonizmu, a nie przestrzenią intymności czy sensualności. Aplikacje randkowe, kultura self-care i presja utrzymania wizerunku sprawiają, że relacje coraz częściej mogą przypominać transakcje.

W eseju „Everyone Is Beautiful and No One Is Horny”, opublikowanym na Blood Knife, autor zauważa paradoks współczesnego kina popularnego. Ciała są perfekcyjne, sylwetki wyrzeźbione, nieustannie eksponowane, a jednocześnie pozbawione aspektu zmysłowości. Przykładem są współczesne filmy akcji, które fetyszyzują ciało, a jednocześnie je deseksualizują.

Współczesne historie miłosne i ich ekranowe interpretacje zaczynają przybierać zaskakujące formy. Romans coraz częściej wchodzi w rejony psychodeliki, groteski czy koszmaru. Miłość bywa przedstawiana jako obsesja, halucynacja, destrukcyjna siła albo surrealistyczna gra pozorów.

To nie przypadek. Gdy kultura głównego nurtu wygładza emocje i seksualność, twórcy szukają języka, który odda zagubienie współczesności. Estetyka grozy i niepokoju staje się sposobem na wyrażenie tego, że pragniemy bliskości, ale jednocześnie się jej obawiamy.

W tym kontekście interesująca jest twórczość Nadii Lee Cohen, która w swojej pracy łączy kampowy styl z poczuciem egzystencjalnego dyskomfortu. Ten wizualny język balansujący między niepokojem a naszymi zaniedbanymi potrzebami doskonale oddaje stan współczesnej intymności.

Współczesne wzorce miłości przestają opierać się na prostym schemacie z happy endem. Coraz częściej relacja jest polem negocjacji władzy i wizerunku, a intymność staje się przedstawieniem.

Od lat 60 miłość na ekranie bywała niedoskonała, spontaniczna, czasem wręcz nieporadna. Wraz z latami 2000 zaczęła dominować cyfrowa perfekcja. Teraz fascynuje nas coś bardziej nietypowego, nawet niewygodnego. Przyszedł czas na współczesny romans.

Dlaczego ta sesja nas zachwyca? Dlatego, że nie jest kolejną sterylną celebracją perfekcji. Generuje ona napięcie bardziej psychologiczne, a nawet psychodeliczne niż fizyczne. Nie chodzi wyłącznie o atrakcyjność. Chodzi o aurę czegoś, co przypomina dawną chemię ekranową, ale przefiltrowaną przez współczesne konwenanse. Sylwetki nie są zaburzone przez nieosiągalne autorytety ani bliskość, która zostaje natychmiast skonsumowana.

Podoba nam się obraz, który próbuje rozszczelnić dotychczasowe zjawisko zachwytu nad idealizacją. Sesja balansuje między nieprzewidywalnością i nieprzyzwoitością. Daje poczucie, że pod warstwą estetyki kryje się coś bardziej ludzkiego - może nawet wadliwego.

W warstwie wizualnej sesja może nawiązywać do estetyki filmu „Co się zdarzyło Baby Jane?” z 1962 roku. Szczególnie w sposobie budowania napięcia poprzez przerysowaną teatralność i niepokojący kontrast. Podobnie jak w filmie Roberta Aldrich, piękno zostaje tu podszyte czymś niepokojącym.

Być może właśnie tego nam brakuje. W świecie, w którym wszystko jest natychmiast dostępne, pożądanie znów staje się zagadką. A zagadka jest bardziej pociągająca niż dosłowny przekaz. Jeśli boimy się dziś własnych pragnień bardziej niż kiedykolwiek, szukamy jednocześnie historii, które pozwolą nam je bezpiecznie przeżyć, choćby w onirycznej i mrocznej formie.

Czy film „The Drama” wpisze się w tę tendencję? Historie miłosne na ekranie stają się coraz bardziej psychodeliczne, intensywne - niezależnie od tego, czy przypominają one dramat, horror czy komedię. Przemysł filmowy odzwierciedla to, jak próbujemy radzić sobie z relacjami w czasach obsesji na punkcie wyglądu.

W tym kontekście szczególnie interesująca jest współczesna adaptacja Emerald Fennell klasycznej historii tragicznego romansu, jaką są „Wichrowe Wzgórza” Emily Brontë. Ta opowieść od zawsze wymykała się romantycznym schematom - dziś jednak wyraźniej niż kiedykolwiek eksponowany jest jej wręcz odrażający wymiar, tworząc psychologiczne studium namiętności.

FacebookInstagramTikTokX