Dieta niskoinformacyjna to najlepsze, co możemy dla siebie zrobić. Te dziewczyny znalazły na to sposób

10-06-20215 min czytania
Dieta niskoinformacyjna to najlepsze, co możemy dla siebie zrobić. Te dziewczyny znalazły na to sposób
fot. Monika Szałek
Co chwila słyszymy o nowych dietach, które mają poprawić jakość naszego życia. Ketodieta, sirtfood, dieta atkinsa, dieta alkaliczna i długo można by jeszcze wymieniać. Natomiast nie wszyscy znają termin „dieta niskoinformacyjna”. Brzmi dość egzotycznie, ale co się pod nim kryje? Na to pytanie odpowiedzą Magda Garbacz-Kajda oraz Agata Kubasiewicz, twórczynie newspacka newsme.pl oraz propagatorki higieny informacyjnej.
Tak dużo osób jest na diecie, a mimo to, coraz więcej ludzi boryka się z problemem nadprogramowych kilogramów, czy otyłości. Czy widzicie jakąś analogię w odniesieniu do „spożywania” zbyt dużej ilości informacji?
Agata: Oczywiście. My bardzo lubimy i polecamy patrzeć na konsumowane informacje, jak na pożywienie, ale takie dla głowy. Psychologowie i socjologowie mówią dziś coraz głośniej o tym, że przy „zjadaniu” treści zapominamy, czym jest umiar. Przez co serwujemy sobie natłok informacyjny, który prostą ścieżką prowadzi nas do przebodźcowania. Czyli „pochłaniania” takiej ilości treści i bodźców, z którymi nasz układ nerwowy nie jest już w stanie sobie poradzić.
Magda: Dlatego ważne jest, by przyjrzeć się temu, co „je” nasza głowa. Czym ją karmimy. Dobrze jest zacząć od tygodniowego detoksu informacyjnego, który pozwala świadomie zaobserwować nasz stosunek do konsumowanych informacji. Po takim tygodniu odcięcia dużo łatwiej przejść na dietę niskoinformacyjną i nie zafundować sobie efektu jo-jo.
Chcemy wiedzieć więcej, lepiej, szybciej. Chcemy zachwycać cały świat tym, co robimy i jacy jesteśmy. Próbując wszystkiemu sprostać, wrzucamy na swoje barki potrzebę ciągłego doinformowywania się, ciągłego bycia na bieżąco. Scrollujemy nasze smartfony coraz częściej, zatracając się w wirtualnym świecie. Czy widzicie w ogóle szanse na to, aby było tego mniej? Zwłaszcza teraz, gdy pandemia dosłownie przeniosła nas do sieci?
Magda: Jasne, to jest zawsze kwestia świadomego wyboru. Tak, wiemy, że to zarówno dobra, jak i zła wiadomość (śmiech). Bo to znaczy, że możemy zmienić wszystko, ale też, że tę robotę wykonać musimy my sami. Pandemia i wynikające z niej przeniesienie życia do sieci, ale też nieprzerwany zalew informacji wywołujących trudne emocje, u wielu osób przyspieszyły decyzję o tym, by świadomie, krok po kroku, wracać do reala.
Agata: Jeśli już podejmie się takie wyzwanie, warto zacząć od małych kroków. Na przykład od odkładania po pracy smartfona w takie miejsce w domu, by nie rzucał się w oczy. I zakontraktowania ze sobą, że do wybranej godziny do godziny traktujemy telefon, jak... telefon. Czyli wykorzystujemy go jedynie do wykonywania lub odbierania połączeń od ważnych dla nas osób. Potem można się ze sobą umówić na nieprzynoszenie elektroniki do sypialni, czy tygodniowe rozstanie z telewizorem. Podsumowując – da się. A korzyści, jakie z tego płyną, dobrze równoważą wysiłek, który trzeba w to włożyć.
Jakie są wasze zalecenia i rady dla osób, które chciałyby przejść na „dietę niskoinformacyjną”, bo czują, że jest im już zbyt ciężko z tym bagażem nadprogramowych informacji?
Magda: Dobrze jest zacząć od zastanowienia się nad tym, jakich informacji potrzebujemy i gdzie ich szukamy. Oraz - co najważniejsze – czy znajdujemy to, na czym nam zależało. Podczas naszych „detoksów informacyjnych” często wykonujemy z uczestnikami takie ćwiczenie i okazuje się, że u wielu osób to się kompletnie rozjeżdża. Dodatkowo warto prześledzić, jakie emocje wywołują w nas pozyskiwane informacje, a jeśli dojdziemy do wniosku, że są to emocje negatywne, zatrzymać się na chwilę i zastanowić, czy rzeczywiście sama informacja ma taki wydźwięk, czy może chodzi po prostu o to, jak została podana.
Agata: Najprostszym sposobem jest zamówienie naszego newspacka. 5 newsów codziennie na skrzynce. 3,5 minuty przyjemnego czytania. To prosta i bezkosztowa metoda, by szybko rozprawić się z nadmiarem bodźców i negatywnym wydźwiękiem newsów. I mówimy to z pełną odpowiedzialnością, wiedząc, że nie jest dziś łatwo przedrzeć się przez gąszcz różnego rodzaju treści, które jeszcze niedawno nie miały prawa znaleźć się na jednej stronie internetowej. Wiemy od Czytelniczek, że nasza poranna porcja newsów rozwiązuje problem „przejadania się”, a przy okazji redukuje zagrożenie ze strony czyhającego na nas syndromu FOMO.
Czym w zasadzie jest higiena informacyjna? Jak ją definiujecie?
Magda: Jeśli słowo „higiena” rozumiemy, jako zbiór wskazań dotyczących usuwania z życia wszystkiego, co nie wspiera naszego dobrostanu, to „higiena informacyjna” będzie zbiorem zaleceń w obszarze dostarczanych sobie treści. To bazowe narzędzie przeciwdziałania przebodźcowaniu, jakie funduje nam dzisiejszy świat. Świadomie i konsekwentne zarządzanie tym, co do siebie dopuszczamy, by mieć kontrolę nie tylko nad ilością treści, ale także ich rodzajem, czy jakością. Dla nas to element dbałości o siebie i DNA newsme.pl.
A czy, uważacie, że brak higieny informacyjnej może być zalążkiem do innych problemów zdrowotnych, z którymi sami możemy sobie nie poradzić?
Agata: To nawet nie jest kwestia „uważania”. Psychologowie to po prostu obserwują. Ciągła, stymulowana przez otoczenie potrzeba „bycia na bieżąco” - której nie jesteśmy w zasadzie w sobie zaspokoić, bo przecież można odnieść wrażenie, że w każdej sekundzie dzieje się coś, o czym „powinniśmy” wiedzieć - utrzymuje w nas wysoki poziom stresu. A ten z kolei, czego już dziś nie trzeba udowadniać, jest źródłem wielu chorób i mocno zaburza homeostazę naszego organizmu.
Czy jako „informacyjne dietetyczki”, przewidujecie jakieś trendy w zakresie detoksu informacyjnego w przyszłości?
Magda: Patrząc oczami naszych Czytelniczek, widzimy w narodzie rosnącą potrzebę rozprawienia się z treściami, jakich dostarczamy naszym głowom. Wiele zmienił ostatni rok, który przypomniała nam wszystkim, że nasze mózgi wychwytują i zapamiętują przede wszystkim informacje negatywne. To biologicznie uzasadnione, ale w nadmiarze zwyczajnie niebezpieczne. Obserwujemy, że coraz więcej osób chce świadomie zadbać o swój układ nerwowy, szukając sposobów „przełączania się” ze stanu napięcia w stan relaksu.
Agata: Wraz z eksplozją dostępu do informacji zmienił się nasz stosunek do nich. Ich nową wartością stało się dostarczanie nam natychmiastowej przyjemności. Przez co coraz trudniej odróżnić je od rozrywki. Kobiety – bo o nich możemy się wypowiadać ze względy na profil newsme.pl - zaczynają to dostrzegać. Przewidujemy, że w przyszłości w cenie będzie dobra, uszyta na miarę informacja, podana w taki sposób, by nie zostawić Czytelnika w rozdygocie. A detoks informacyjny i następująca po nich zdrowa, dobrze zbilansowana dieta informacyjna staną się narzędziem dbania o własny mental-well being.
FacebookInstagramTikTokX