Najnowszy film o Jamesie Bondzie nie zszedł jeszcze z ekranów kin, ale dyskusja o tym kto zastąpi Daniela Craiga w tej roli trwa w najlepsze. Choć oficjalne poszukiwania rozpoczną się dopiero w przyszłym roku, w sieci nie brakuje spekulacji. Debata rozgorzała po raz pierwszy już w 2015 roku, kiedy odtwórca głównej roli jeszcze przed premierą „Spectre” zapowiedział, że nie zamierza więcej wcielić się w rolę słynnego agenta. Wówczas w szczerym wywiadzie dla brytyjskiego magazynu „Time Out” wyznał, że jest już zmęczony wcielaniem się w Bonda i potrzebuje odpocząć. Fani franczyzy szybko stworzyli w internecie giełdę nazwisk potencjalnych zastępców, na szczycie której pojawił się między innymi Idris Elba („Luther”, „Dzień bastylii”) i Tom Hiddleston („Avengers”, „Nocny recepcjonista”). Wprawdzie doczekaliśmy kolejnej premiery z Danielem Craigiem, „Nie czas umierać” jest jednak już ostatecznym pożegnaniem aktora z serią, o czym mogli przekonać się widzowie w kinach. Pytanie o następcę zatem powraca, choć wybrzmiewa nieco inaczej niż przed premierą ostatniej części kultowej serii.
Kto powinien wcielić się w nowego agenta 007?
Do tej pory spekulacje dotyczyły głównie pochodzenia etnicznego nowego aktora. Po ostatniej premierze w dyskusji pojawił się nowy wątek: czy nowym Bondem mogłaby być kobieta? Stało się to za sprawą dwóch wyrazistych postaci kobiecych, które pojawiły się po raz pierwszy na ekranie u boku agenta 007, grane przez Anę de Armas i Lashanę Lynch. Producentka filmu Barbara Broccoli wyjaśniła tę kwestię w najnowszym wywiadzie dla „The Hollywood Reporter”:
Dodała również, że powinien to być Brytyjczyk, ale w oczywisty sposób nie determinuje to pochodzenia etnicznego lub rasowego.
Czy czeka nas ewolucja postaci?
W zasadzie producentka niechętnie komentuje szczegóły przyszłego castingu.
Wydaje się jednak, że nie należy interpretować jej stanowiska jako nadmiernego przywiązania do tradycji, czy wyrazu nostalgii. To właśnie pod kierownictwem Broccoli franczyza, która często gloryfikowała motyw męskiej dominacji, nagle stała się bardziej równościowa. James Bond w końcu miał kobietę za zwierzchniczkę dzięki wprowadzeniu M, granej przez Judi Dench. Piękności Bonda zaczęły ewoluować z jednowymiarowych stereotypów w pełnoprawne postaci, takie jak Wai Lin (Michelle Yeoh) w „Jutro nie umiera nigdy”, czy Jinx Johnson (Halle Berry) w „Śmierć nadejdzie jutro”.
Ufając w otwartość i pomysłowość producentki fani będą musieli niestety uzbroić się jeszcze w cierpliwość. Z pewnością minie jeszcze wiele czasu zanim poznamy nowe wcielenie Jamesa Bonda. A tymczasem wciąż można podziwiać w kinach emocjonujące pożegnanie Daniela Craiga z rolą 007.
/tekst: Anna Hynowska/


