To już skok w dojrzałość. Pierwszy raz oglądałam ten film jako dziewczyna, kiedy jeszcze nie miałam pojęcia o problemach dorosłych. Teraz natomiast jestem świeżo po rozwodzie i mam 4-letnie dziecko. Myślę, że lepiej rozumiem sytuację przedstawioną w „Sprawie Kramerów”. Dzieła doskonałe właśnie są możliwe do przyswojenia na różnych poziomach, na innych etapach życia można im się przyjrzeć na nowo. Do tego Meryl Streep… Każda jej rola jest zachwycająca. Może te ostatnie mniej, bo dla mnie to już bardziej zabawa kinem, ale w „Wyborze Zofii”, „Sprawie Kramerów” czy „Łowcy jeleni” moim zdaniem Streep redefiniuje aktorstwo. Udaje jej się stworzyć na ekranie taką formę intymności, która dla mnie jest nieporównywalna z niczym innym. „Sprawa Kramerów” to też kino, które nie jest ściśle feministyczne, nie stworzyły go kobiety, jednak w kontekście kobiecości jest odkrywczy. Jeśli chodzi o mój feminizm, ten film miał duże znaczenie. Pokazuje jakiś rodzaj przebudzenia, epifanii, która nie jest łatwa dla otoczenia, może nie jest też sprawiedliwa, ale konieczna.