To ekranizacja powieści Marguerite Duras, której narratorką jest starsza kobieta wspominająca narodziny swojego erotyzmu – swój pierwszy romans, który miał miejsce w Sajgonie w latach 30-tych. Bohaterka miała wtedy 15 lat, a jej kochanek był Chińczykiem, arystokratą. To niezwykły film pod kątem języka filmowego, jest wyrafinowany zarówno muzycznie, jak i w obrazie. „Kochanek” jest mi bardzo bliski przez kobiecą narrację, romantyczny stosunek do seksualności i subtelny sposób naruszenia tabu – kiedy romans się rozpoczyna, narratorka jest niepełnoletnia, dopiero wyrasta ze swojego dzieciństwa. Bohaterowie nie żyją razem długo i szczęśliwie, ich drogi się rozchodzą. Ich pożegnanie jest bardzo lakoniczne: dziewczyna odpływa na statku do Francji i zauważa zaparkowaną dyskretnie w porcie znaną sobie limuzynę, z której patrzą na nią oczy kochanka. Ostatecznie nie wszystko, co nam się przydarza, musi zakończyć się rzekomym sukcesem – małżeństwem czy spełnionym związkiem. Nasze doświadczenia czasami po prostu nas konstruują.