W ślad za głośną dyskusją wokół najnowszego singla Jessie Murph „1965”, który budzi emocje swoją romantyzacją przemocy domowej, wracamy do teledysków, które na zawsze zmieniły oblicze muzycznej prowokacji.
Amerykańska wokalistka Jessie Murph wywołała prawdziwą burzę swoim najnowszym wideo do utworu „1965”. Teledysk, w którym artystka pojawia się związana na kanapie w stylu lat 60., wykonuje seks oralny pod stołem i obserwuje partnera uprawiającego seks z inną kobietą, spotkał się z lawiną krytyki.
Choć Murph sugeruje, że jej praca to satyra na nostalgię za „starymi dobrymi czasami”, w rzeczywistości balansuje na granicy między krytyką a gloryfikacją tradycyjnych ról płciowych. Szczególnie problematyczne jest to w czasach, gdy administracja Trumpa aktywnie promuje retro-amerykańską estetykę w połączeniu z mizoginistyczną polityką.
Ten medialny skandal przypomina nam jednak, że historia muzyki video to w dużej mierze historia prowokacji. Oto pięć teledysków, które na zawsze zapisały się jako największe z nich.
Brytyjskie duo elektroniczne stworzyło jeden z najbardziej kontrowersyjnych klipów lat 90. Teledysk przedstawia nocną eskapadę głównego bohatera, który pogrąża się w alkoholu, narkotykach i przemocy. Szczególnie oburzające były sceny brutalności wobec kobiet, które doprowadziły do czasowego zakazu emisji na MTV.
Prowokacja była tak skuteczna, że utwór „Smack My Bitch Up” otrzymał tytuł najbardziej kontrowersyjnego utworu wszech czasów według PRS for Music – brytyjskiej organizacji zajmującej się prawami autorskimi w muzyce. Paradoksalnie, pewien przewrotny charakter tego dzieła ujawnił się dopiero w finale – okazuje się bowiem, że protagonistką nocnej orgii była cały czas kobieta, co miało być komentarzem do destrukcyjnych wzorców zachowań.


