Seriale lat 90. funkcjonują niczym artefakty wydobyte z czasowej kapsuły – świadectwa epoki przedinternetowej, gdy tajemnice pozostawały tajemnicami, a prawda faktycznie była „gdzieś tam”. „Z Archiwum X" to już nie tylko serial, lecz kulturowy hieroglif, który Ryan Coogler zamierza teraz odczytać na nowo – i jak sugeruje – jego interpretacja będzie „naprawdę przerażająca”.
Reboot, remake, reinterpretacja – słownik współczesnego widza pęcznieje od terminów oznaczających powrót do tego, co już było. Nieprzypadkowo 38-letni Coogler, urodzony, gdy oryginalny serial dopiero kiełkował w wyobraźni Chrisa Cartera, staje teraz przed zadaniem reanimacji kulturowej ikony. W tej osobliwej pętli czasu twórca „Creed” i „Czarnej Pantery” jawi się jako archeologiczny przewodnik po wykopaliskach zbiorowej pamięci.
Widmo Scully
Coogler nie kryje, że rozmawiał z „wielką Gillian” – Anderson, która w zbiorowej świadomości pozostaje esencją postaci Dany Scully. Aktorka, znana z bezkompromisowej postawy wobec kierunku, w jakim jej postać ewoluowała w późniejszych sezonach, może stać się kluczem do naprawienia tego, co fani określają jako „największy błąd serialu”.

fot. 20th Century Fox
Echo nieudanego odrodzenia serialu z 2016 roku kładzie się cieniem na nowym projekcie. Tamta inkarnacja, mimo powrotu oryginalnej obsady, spotkała się z chłodnym przyjęciem zarówno krytyków, jak i fanów. Publiczna krytyka ze strony Gillian Anderson, która odrzuciła możliwość powrotu po 11. sezonie, pozostaje trwałym memento – ostrzeżeniem przed popełnieniem tych samych błędów.
Fenomen zaufania do Cooglera wynika z jego umiejętności balansowania między artystyczną wrażliwością a masową rozrywką – rzadkiej zdolności, którą zademonstrował odmładzając franczyzę „Rocky'ego” w „Creed” czy rewolucjonizując kino superbohaterskie „Czarną Panterą”. Teraz ta sama wrażliwość zostanie zastosowana do materii jeszcze bardziej ezoterycznej – paranormalnej mitologii lat 90.
Istnieje pewna ironia w fakcie, że serial, który dekonstruował teorie spiskowe i kwestionował oficjalne narracje, sam stał się przedmiotem narracji rebootowej – kulturowym ready-made, gotowym do recyklingu. Coogler, świadomy tej metawarstwy, zdaje się sygnalizować chęć wyjścia poza prostą replikację.
Jego „Z Archiwum X” ma być czymś więcej niż nostalgicznym powrotem – ma przerażać w kontekście nowych lęków, nowych technologii i nowych teorii spiskowych. I tak jak Mulder i Scully penetrowali mroczne zakamarki amerykańskiej paranoii końca XX wieku, tak Coogler stoi przed zadaniem zmapowania naszych współczesnych lęków – wpisanych już nie w industrialne krajobrazy, lecz w cyfrową infosferę, gdzie prawda rozmywa się w morzu danych, a panika moralna szerzy się z prędkością światłowodów.
Powracając do słów reżysera o „prawdziwych fanach” – czy nie to właśnie jest sedno każdego udanego rebootu? Odnalezienie duchowego DNA oryginału, a następnie transplantacja go w nowy organizm kulturowy. W tym sensie Coogler stoi przed zadaniem prawdziwie archeologicznym – musi odnaleźć esencję „Z Archiwum X” ukrytą pod warstwami nostalgii, fanowskich projekcji i komercyjnych kalkulacji.
A prawda – jak zawsze – jest gdzieś tam.


