Człowiek przez wieki ewolucji nauczył się, że w grupie siła. Filmy takie jak „Walka o ogień” czy „The Clan of the Cave Bear” uświadamiają, że bycie częścią wspólnoty – czy to małej, jak rodzina, czy ogromnej, jak naród – miało kluczowe znaczenie dla naszego przetrwania. Wspólnota to jednak coś więcej niż tylko biologiczna konieczność. To sposób, w jaki rozumiemy się nawzajem, budujemy relacje, tworzymy kulturę i określamy swoją tożsamość. To my.
W chwili narodzenia każdy z nas staje się częścią zbiorowości. Pierwotnie dołączamy do podstawowej jednostki społecznej, jaką jest rodzina, by następnie sukcesywnie wtapiać się w szereg innych grup – począwszy od tych związanych z przyjaźnią, przez środowiska szkolne i akademickie, aż po zawodowe, polityczne, kulturalne oraz te związane z rozrywką. Arystoteles określił przedstawiciela homo sapiens terminem „politikon zoon” (dosłownie „zwierzę polityczne”), istotą społeczną. Jesteśmy stworzeni do życia w grupie. W grupie uczymy się, jak współpracować, jak rozumieć innych, jak budować relacje. Wspólnota daje nam szansę rozwoju zdolności społecznych. To miejsce, w którym poznajemy, kim jesteśmy. Pewne funkcje mózgu ujawniają się jedynie w kontekście społecznym i tylko w perspektywie innych ludzi możemy w pełni je zrozumieć i rozwijać. To zdolności prowadzące do tworzenia kultury opartej na symbolach, języku i współdzielonych znaczeniach. Bycie częścią społeczności stanowi zatem fundament dla pełnego wyrażenia naszego potencjału i korzystania z wewnętrznych zdolności. Indywidualnie nie wykształcilibyśmy znacznej części funkcji poznawczych.
Literacki bohater Daniela Defoe, Robinson Crusoe, pomnożony przez dziesiątki filmowych postaci zbudowanych na jego historii, rysuje obraz człowieka skrajnie zniszczonego samotną walką o przetrwanie. Najpopularniejszy z nich, „Cast Away – poza światem”, jest czymś więcej niż tylko efektowną, współczesną wersją historii Crusoe. To przede wszystkim refleksja nad znaczeniem czasu i więzi z drugim człowiekiem w świecie.
Zbiorowość czy wspólnota?
Choć ludzie często zbierają się w różnych miejscach i okolicznościach, nie każde takie zgromadzenie można nazwać wspólnotą. Istnieje różnica między zbiorowością a wspólnotą. Zbiorowość to tymczasowe zgromadzenie ludzi, takie jak koncert, impreza czy wydarzenie sportowe, gdzie relacje są doraźne i nie prowadzą do trwalszych więzi. We wspólnocie relacje są bardziej złożone, a jej członkowie dzielą wspólne normy, wartości i poczucie tożsamości.
Zaufanie wobec innych osób w grupie odgrywa kluczową rolę w nawiązywaniu relacji między nimi. Kształtuje się ono podczas wspólnych działań na rzecz celów zbiorowości oraz poprzez wzajemne wsparcie, o ile to wsparcie opiera się na zasadzie wzajemności. Franz Kafka w tekście zatytułowanym „Wspólnota” podaje przykład pięciu osób, których nic ze sobą nie łączy, lecz zostały uznane za wspólnotę, ponieważ znalazły się w tym samym miejscu w tym samym czasie. Taka grupa, całkowicie pozbawiona wzajemnej celowości, nie stanowi wspólnoty. Dopiero szósty, kiedy chce do nich dołączyć, wzbudza w grupie wspólne uczucia: niechęć i solidarne przeciwstawienie się jego przyłączeniu. Wówczas osoby te stają się wspólnotą. Grupa kształtuje się, gdy nawiązują się stałe relacje przekraczające jednorazowe interakcje i budujące solidną strukturę wewnętrzną. Obecnie wielu specjalistów podkreśla, że bardziej istotne są we wspólnotach cechy związane z odczuciami i tożsamością niż te czysto opisowe, jak cechy fizyczne (kolor skóry, budowa anatomiczna) albo fakt przebywania w jednym miejscu, na przykład w szkolnej klasie czy biurze.
Kim dla mnie jesteś?
Wspólnoty mogą się tworzyć poprzez wspólne emocje, zdarzenia, miłość do kogoś lub nienawiść. Wektorów sprawiających, że się jednoczymy, jest bardzo dużo i nie muszą to być wyłącznie emocje pozytywne. Przeciwnie, bardzo silne więzi rodzą się wokół doświadczeń o potencjale negatywnym, nienawistnym bądź wykluczającym. Paweł Rybicki, socjolog, wprowadza w swoich badaniach koncepcję trzech rodzajów więzi społecznych: naturalnej, zrzeszeniowej i stanowionej. Więź naturalna występuje przede wszystkim w grupach, gdzie podstawą jest pochodzenie lub pokrewieństwo. To fundament więzi społecznych w społeczeństwach plemiennych czy w obrębie grup etnicznych. W tych strukturach pokrewieństwo i wspólne pochodzenie odgrywają kluczową rolę w tworzeniu wspólnot. Na te więzi nie mamy wpływu. Więzi stanowione reprezentują grupy, w których struktury i relacje są narzucane z zewnątrz, często siłą albo prawem. Przykład stanowią więzienia, domy poprawcze czy jednostki wojskowe. W takich zbiorowościach strukturalne połączenia i działania dominują nad indywidualnymi wyborami. Ostatnim typem więzi są zrzeszeniowe – pojawiają się tam, gdzie ludzie świadomie decydują się zostać częścią grupy. Dobrowolne związki często tworzą organizacje społeczne, wspólnoty wyznaniowe i polityczne. Członkowie takich zbiorowości uzależniają się od siebie, podejmując odpowiednie zobowiązania i działania. Istnieje także pojęcie wspólnoty wyobrażeniowej. W dzisiejszych czasach coraz częściej stajemy się częścią tych wspólnot, przynależąc do wielu społeczności online. Te abstrakcyjne formy przynależności, choć oparte jedynie na kolektywnej wizji, mają konkretne konsekwencje dla naszej codzienności. Odczuwamy je na tyle mocno, że są w stanie kształtować nasze życie w praktyczny sposób. Przykładem może być przynależność do Unii Europejskiej. Wielu z nas nie zna osobiście mieszkańców innych krajów członkowskich, ale dzięki tej abstrakcyjnej wspólnocie cieszymy się z licznych korzyści, między innymi możliwości swobodnego poruszania się między granicami państw czy programów wsparcia finansowego.

projekt @body_mirror, fot. Magdalena Lawniczak
Warsztaty z bycia samotnym
Pomimo dziesiątek doświadczeń, badań i eksperymentów kultura zachodnia, do której należymy, od dłuższego czasu stawia na indywidualizm. Coraz więcej z nas chce żyć w pojedynkę, rezygnuje z przynależności do grup i stawia na rozwój osobisty. Zalani obietnicami szczęścia, które możemy znaleźć w sobie, oraz dobra wynikającego z kolejnych warsztatów bycia ze sobą i dla siebie, coraz częściej izolujemy się od znajomych i rodzin. W świecie, w którym każdy jest bombą informacyjną o swoich prawach, potrzebach i możliwościach, stawianie siebie na pierwszym miejscu staje się naszą drugą naturą. I chociaż może to prowadzić do samorealizacji, pułapka odosobnienia i samotności czyha tuż za rogiem.
Bohater filmu „Wszystko stracone”, bezimienny żeglarz walczący o przetrwanie na Oceanie Indyjskim, wypowiada w trakcie swojej ponad dziewięćdziesięciominutowej walki z żywiołem pięćdziesiąt jeden słów. Większość w momencie, gdy zrezygnowany czyta w myślach list adresowany do wszystkich, których będzie mu brakowało.
Konsekwencją i przedmiotem troski socjologów na całym świecie od dłuższego czasu jest wynikająca z szalejącego biznesu samorozwojowego samotność: „Mam dużo, jestem wykształcona, dobrze zarabiam i wyglądam… Tylko wciąż jeszcze nie czuję się szczęśliwa”. Brak innych osób wokół to równoważnik samotności, na temat której toczy się obecnie poważna dyskusja w Organizacji Narodów Zjednoczonych. Przedmiotem rozmów są przede wszystkim zaburzenia i choroby psychiczne wynikające z poczucia osamotnienia. Wciąż nie nazywa się spraw po imieniu, ale wielu socjologów jest zdania, że mamy do czynienia z epidemią samotności. To ogromny problem, niemal cywilizacyjny. Idealizowany indywidualizm sprzedawany nam na złotej tacy przez mówców motywacyjnych, życiowych coachów i dostawców self-love ma bardzo wysoką cenę.
Wspólnotowość i tożsamość indywidualna mogą i powinny współistnieć w harmonii. Obecna rywalizacja i błędne pojęcie wolności sprawiają, że oddalamy się od siebie, snując utopijną wizję „pięknej katastrofy”. Romantyzowanie samotności, bycia outsiderem, braku przynależności ostatecznie przynosi nam wielkie rozczarowanie i brak możliwości rozwoju własnego talentu.
Wchodzący w dorosłość w epoce social mediów i skrajnego indywidualizmu bohaterowie „Euforii” wydają się być straceni przez pozory relacji i brak wzajemnego zaufania. Samotność postaci z serialu o Zetkach bywa druzgocąca – jak żyć w świecie pozbawionym poczucia bezpieczeństwa?
Nadanie znaczenia byciu częścią większej całości nie wydaje się proste, ale jest bardzo ważne. Powrót do zaniedbanych relacji, odbudowanie starych więzi i wyjście z bańki „najważniejszy człowiek na świecie” może być bolesne, lecz warto zaryzykować. Korzyści płynące z życia we wspólnocie są dla człowieka konstytutywne i niosą ogromną wartość. To w obrębie grupy odnajdujemy swoje miejsce w świecie. Nasza tożsamość kształtuje się w oparciu o wspólnoty, w których funkcjonujemy. Tylko grupa daje nam przestrzeń do wymiany myśli i doświadczeń. W niej odnajdujemy wsparcie oraz pewność, że nasze słowa mają znaczenie, i to dzięki niej zdobywamy świat.
prof. dr hab. Monika Maria Kostera – polska socjolożka zarządzania, profesor tytularna nauk ekonomicznych i humanistycznych, profesor zwyczajnaUniwersytetu Warszawskiego. Profesor Södertörn University w Szwecji iInstitut Mines-Télécom Business Schoolwe Francji. Jest autorką czterdziestu siedmiu książek w języku polskim i angielskim.
prof. Tomasz Sobierajski – socjolog, metodolog, wakcynolog społeczny, badacz socjomedyczny, trener komunikacji interpersonalnej i medycznej, socjourbanista, ewaluator, wykładowca akademicki, kierownik Ośrodka Badań Socjomedycznych, profesor Uniwersytetu Warszawskiego. Autor kilkudziesięciu publikacji naukowych z dziedziny socjologii, socjomedycyny, zdrowia publicznego i wakcynologii społecznej.

![[Z archiwum K MAG] Romantyzowanie samotności i bycia outsiderem przynosi rozczarowanie. Analizujemy wspólnotowość](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Farticles%2F6582c7485882a52d83b0e86e%2FACF12.jpg&w=1920&q=60)
