Wśród 125 osób, które dołączyły do coming outu, są księża, diakoni, katecheci, a także osoby zatrudnione w administracji Kościoła. W swoim manifeście apelują o usunięcie z nauk kościelnych stygmatyzujących treści i zmianę narracji Kościoła, a także zaprzestanie ogólnej dyskryminacji, z naciskiem na udzielanie sakramentów. Postulują też zmianę prawa pracy tak, aby orientacja seksualna i tożsamość płciowa nie mogły być podstawą do zwolnienia. „Taka dyskryminacja jest zdradą Ewangelii” - piszą.
„– Kościół, w którym należy się ukrywać z powodu swojej seksualności, nie może być na dłuższą metę Kościołem Jezusa (…). Powinno nastąpić ze strony Kościoła wyznanie winy!” powiedział niemiecki biskup Helmut Dieser.
Akcji nadano hashtag #OutinChurch, a w niemieckiej telewizji wyemitowano dokument „Jak Bóg nas stworzył. Coming out w Kościele katolickim”. Przed emisją filmu w telewizji wybrzmiały głosy świeckich katolików, którzy cierpieli z powodu swojej orientacji i jednoczesnej przynależności do Kościoła. Wypowiedziała się m.in. teolożka i emerytowana pracownica Caritasu, Monika Schmelter, która jest ze swoją żoną już 40 lat.
„– Bardzo cierpiałam z powodu ukrywania tego, kim jestem. Moja żona przybyła na ślub mojego ojca, a ponieważ był tam obecny kapłan, który był moim pracodawcą, nie mogła stanąć koło mnie. To było poniżające” wyznała Schmelter.
Inicjatywa otrzymała wsparcie trzydziestu dużych organizacji katolickich w Niemczech, w tym Prezydium Centralnego Komitetu Niemieckich Katolików. Osobiście poparło ją też wielu biskupów. Czy tak duży coming out znajdzie odzew wśród hierarchów Kościoła?