Za nami pierwsza połowa 35. Warszawskiego Festiwalu Filmowego, co jest idealną okazją do zrewidowania obejrzanych filmów. W tym roku program obfituje w obrazy osadzone w świecie narastających konfliktów, przypomina nam historie, które mają ostrzegać przed powtórzeniem tych samych błędów, by ustrzec nas przed katastrofą. Nie brakuje również perypetii damsko-męskich o różnym balansie charakterów, a także typowo tradycyjnych kulturowo produkcji. Sprawdźcie, które filmy dotychczas podobały nam się najbardziej, a tutaj dowiecie się, czy i gdzie jeszcze je zobaczycie. Mamy nadzieję, że chociaż część z nich trafi do ogólnopolskiej dystrybucji.

Znakomity "Syn" ("A son") tunezyjczyka Mehdi Barsaoui. Tunezyjsko-francuski dramat psychologiczny trzyma w napięciu od pierwszych minut. Gdy główni bohaterowie, tunezyjskie małżeństwo po dłuższym pobycie w Europie i reprezentujący wyraźnie europejski system wartości (mąż zdecydowanie lepiej niż językiem arabskim posługuje się francuskim) podróżują z synem samochodem, wiemy, że musi wydarzyć się coś niedobrego. Ale to ostatni raz w filmie, gdy przeczuwamy dalszy rozwój wypadków. Później jesteśmy coraz bardziej zaskakiwani, choć przecież ta historia jest zupełnie uniwersalna i mogłaby się wydarzyć wszędzie, niezależnie od miejsca i czasów. A jednak właśnie dlatego, że wydarzyła się w Tunezji latem 2011 roku, gdy w sąsiedniej Libii również rozpoczyna się rebelia nazwana później "Arabską wiosną ludów", wybory, przed którymi stają nasi bohaterowie, nabierają szczególnego znaczenia. I długo po zakończeniu filmu pozostawiają nas w poczuciu pytania, jak zachowalibyśmy się w podobnej sytuacji.


