W czasie mszy w Łęgutach ksiądz przedstawił bezdomnego psa do adopcji
Autor: Monika Kurek
25-09-2020

W schroniskach znajduje się ponad 100 tysięcy bezdomnych psów. To bardzo duża liczba, a nie zawiera nawet czworonogów żyjących na ulicy. Na rewolucyjny pomysł poszukiwania domu dla zwierząt wpadła pomysłodawczyni Biegu na sześć łap, Monika Dąbrowska, która zaprosiła do współpracy... lokalne parafie. 

Na początku tego roku pisaliśmy o księżach z Bartogu i Olsztyna, którzy podczas mszy przedstawili bezdomne psy do adopcji. Niedługo później rząd ogłosił izolację spowodowaną pandemią koronawirusa, w związku z czym działalność Biegu na sześć łap była dość ograniczona. Teraz, gdy większość obostrzeń została już zniesiona, w akcję zaangażował się również Kościół Ewangelicko-Augsburski w Łęgutach. My, tymczasem, zapytaliśmy księdza Wojciecha Płoszka, dlaczego zdecydował się przystać na prośbę Moniki Dąbrowskiej i co myśli na temat obecności czworonogów w kościele. 

„Skoro Pan Bóg te zwierzęta stworzył..." 

- Są to Boże istoty, stworzenia, za które jesteśmy odpowiedzialni, co wynika chociażby z historii stworzenia świata. Człowiek jest odpowiedzialny za świat. Powinien opiekować się zarówno światem, jak i stworzeniami, które w nim występują, a nie tylko go wykorzystywać i bezmyślnie używać. Skoro Pan Bóg te zwierzęta stworzył, to na pewno nie jest dla niego obrazą, że przychodzą do jego domu. W Piśmie Świętym nie ma takich zakazów - powiedział nam ksiądz Wojciech Płoszek. 

Proboszcz Płoszek z Kościółu Ewangelicko-Augsburskiego w Łęgutach bardzo chętnie przystał na propozycję Moniki Dąbrowskiej z Biegu na sześć łap. Wszystko, co musieliśmy zrobić, to otworzyć drzwi do Kościoła", dodał ksiądz Płoszek. I otworzyli.

- Mamy swoją strukturę i przełożonych, natomiast o życiu parafii w granicy prawa kościelnego decyduje parafia: rada parafialna i proboszcz. Sami stanowimy o sobie i o tym, co robimy - wyjaśnił ksiądz Płoszek .

alt text

fot. Weronika Nowokuńska

Chwilę po nabożeństwie do Kościoła wprowadzono ok. 5 letniego psa, Krisa, który ma niedoczynność tarczycy. Na co dzień przebywa na Wydziale Medycyny Weterynaryjnej UWM pod opieką inicjatywy Mokre Nosy. To nie pierwsza próba znalezienia domu Krisowi - w lipcu Dąbrowska założyła mu konto Tinderze w ramach akcji Pokochaj Psiaka Bezdomniaka". Być może dzięki uczestnictwie w mszy w Łęgutach Krisowi w końcu uda się znaleźć kochającą rodzinę. 

Krisowi towarzyszyła pomysłodawczyni akcji, Monika Dąbrowska. Zachęciła wiernych do wspierania okolicznych schronisk np. poprzez przekazanie kołder lub kasz czy makaronów oraz zaapelowała o wrażliwość pomimo trudnej sytuacji spowodowanej pandemią koronawirusa. Choć ksiądz nie uprzedził uczestników mszy, że podczas nabożeństwa pojawi się niespodziewany gość, reakcje były dość entuzjastyczne. 

Jak się okazało, to wcale nie był koniec niespodzianek. Pod kościołem na mieszkańców czekali opiekunowie wraz z czterema pieskami: Albusem i Igłą ze Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Tomarynach, Ajrą ze Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Tatarach oraz Kamą ze Schronisku dla Zwierząt w Olsztynie. 

- Nikt raczej nie miał z tym problemu. Byli zainteresowani tym, co się dzieje. Podchodzili do piesków, rozmawiali z opiekunami i wypytywali o możliwości pomocy oraz adopcji. Bardzo pozytywnie. Nie słyszałem, by komukolwiek ta akcja się nie spodobała - opowiedział ksiądz Płoszek.

alt text

fot. Weronika Nowokuńska 

Adopcja kreatywna

To nie pierwszy tak oryginalny pomysł Moniki Dąbrowskiej, od wielu lat zaangażowanej w pomoc zwierzętom. We współpracy ze znajdującą się w Olsztynie pizzerią Ravioli Street aktywistka co miesiąc umieszcza na pudełkach do pizzy zdjęcie kolejnych psów i kotów poszukujących domu. Do pudełka dołączana jest ulotka z informacjami mającymi zachęcić do adopcji.

Wszystko zaczęło się w 2013 roku wraz z pierwszym Biegiem na sześć łap. Na początku na szybkie ćwiczenia zwierzęta zabierała Dąbrowska ze znajomymi, lecz z czasem w inicjatywę angażowali się kolejni zainteresowani. Podczas największych wydarzeń ilość chętnych dobijała aż do 250 osób, a wszystkie boksy olsztyńskiego schroniska były puste. 

udostępnij