Podczas wręczenia Tildzie Swinton honorowej nagrody na Festiwalu w Wenecji, aktorka wykrzyczała ze sceny „Wakanda Forever!”. Uczciła tym samym zmarłego niedawno Chadwicka Bosemana.
Viva Venezia!
W środę rozpoczął się 77. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Wenecji. Pomimo pandemii wydarzenie odbywa się w formie tradycyjnej. Podczas ceremonii otwarcia, Tilda Swinton odebrała Złotego Lwa z rąk Cate Blanchett, przewodniczącej jury. Aktorka, nagrodzona już Oscarem za rolę w filmie „Michael Clayton”, ma bogatą historię związaną z Festiwalem Filmowym w Wenecji, który uważa za „najbardziej majestatyczny na ziemi”. Wczoraj
59-latka została uhonorowana nagrodą za całokształt swojej twórczości, a po otrzymaniu upragnionej statuetki z dumą uniosła ją w górę, ze słowami: „Viva Venezia. Kino, kino, kino... Wakanda Forever. Tylko miłość!”. Swinton okrzykiem wspomniała Chadwicka Bosemana, filmową Czarną Panterę. Aktor zmarł 28 sierpnia 2020 roku w wieku zaledwie 43 lat z powodu raka okrężnicy. Za całą swoją mowę Swinton dostała owację na stojąco.
Polska w walce o statuetki
Tegoroczny festiwal w Wenecji jest pierwszym dużym międzynarodowym wydarzeniem filmowym od czasu ogłoszenia pandemii, które odbywa się w formie tradycyjnej. Organizatorzy zadbali o zachowanie wszelkich środków ostrożności i wprowadzili imienne bilety oraz monitoring miejsc pobytu widzów i dziennikarzy. Wszystko po to, by w razie pojawienia się przypadku zakażenia koronawirusem można było szybko ustalić, gdzie kto był i jak można go znaleźć. Gości obowiązuje również noszenie maseczek, dystans społeczny oraz pomiar temperatury ciała. Festiwal potrwa do 12 września. Wśród 18 filmów w rozgrywce o statuetki znalazł się także polski kandydat do Oscara, czyli „Śniegu już nigdy nie będzie” Małgorzaty Szumowskiej i Michała Englerta. Poza tym szansę na nagrodę ma również „The Disciple” Chaitanyi Tamhanego ze zdjęciami Michała Sobocińskiego. Trzymamy kciuki za sukcesy Polaków!
/tekst: Julia Januszyk/


