Trzydziesta siódma edycja Warszawskiego Festiwalu Filmowego dobiegła końca i jak co roku było to 10 dni podróży po świecie, kulturach, opowieściach o ludziach z różnych zakątków i o rozmaitym charakterze. Obejrzeliśmy, ile się dało, choć nie wszystko, dlatego przedstawiamy wybrane filmy, które zrobiły na nas wrażenie.

La Civil, reż. Teodora Ana Mihai
To jeden z tych filmów, gdzie wchodzimy w skórę głównej bohaterki. Zżera nas strach, pocimy się, cierpimy i płaczemy… Niesamowicie silna kobieta, matka walczy o odzyskanie swojej nastoletniej córki z rąk porywaczy w tej nieco ciemniejszej niż w podróżniczych katalogach części Meksyku. Rewelacyjne zdjęcia, montaż i wręcz dokumentalna narracja rewelacyjnie pokazują duchotę i mrok ludzkiej tragedii i walki. Fakt, że fabuła jest oparta na autentycznych opowieściach rodziców, dodatkowo podgrzewa emocje.
In Limbo, reż. Alexander Hunt; YT, reż. Dmitry Davydov
W tym roku w moim topie dominowały filmy rosyjskie. Jeden z pierwszych zaliczonych to „In Limbo”, po polsku przetłumaczony jako „Poza sezonem” na pierwszy rzut oka nie zachęcał. Opowieść o dwójce zakochanych w sobie nastolatków uciekających przed wszystkimi i wszystkim okazała się istną „Thelmą i Louise” w wersji po rosyjsku… Już początkowa scena seksu i imprezy wśród piętnastolatków stawia do pionu, jak tylko dowiadujemy się, że jest to film oparty na faktach. Młodzieńczy bunt, szalone emocje, dramat tańczący z komedią i po prostu rewelacyjne kreacje autorskie dają mocnego kopa. Jeśli podobał wam się netfliksowy „The End Of The Fucking World”, to przy „In Limbo” będzie wam jeszcze lepiej!
Drugim świetnym obrazem zza naszej wschodniej granicy jest film z bardzo dalekiej Jakucji. Już sam fakt, że kino rosyjskie nie jest po rosyjsku i brzmi coś jakby po fińsku, a bohaterom daleko do urody postaci Dostojewskiego, jest intrygujący. Otóż, mamy siedem historii z życia malutkiej wioski, które w skrócie można podsumować tak – wódka szkodzi zdrowiu, faceci są uparci jak osły, a karma zawsze wraca. Trafne, dowcipne i urocze opowieści nagrane w bardzo surowym i low-budżetowym klimacie uwodzą. Coś jakby kultowe „Dzikie historie”, tyle że z końca świata – Jakucji. Perełka!
Zwiastun „In Limbo” pod linkiem.
Tom Medina, reż. Tony Gatlif
Tego twórcę poznałem wiele lat temu na tym samym Warszawskim Festiwalu Filmowym i przy każdej kolejnej premierze jego filmu ślepo wchodzę w jego świat. A jest to świat cygański, pełen przygód, szalonych postaci i często dzikich miłości… „Tom Medina”, nowe dzieło Tony'ego Gatlifa, Francuza i potomka algierskich Romów, podobnie jak kultowe „Gadjo Dilo” czy mój ulubiony „Exils” opowiada o wyrzutkach i jest peanem do życia poza pędem współczesnego świata, w zgodzie z naturą i dyktowanym z założenia… dobrym sercem. „Tom Medina” jest troszkę hipisem, troszkę donkiszotem, a troszkę donjuanem, przy tym wszystkim po prostu uchodźcą. Do tego dużo dobrej muzy, piękne plenery, humor i szelmowska wyobraźnia. Nic, tylko dołączyć w tę podróż!

![Te filmy na Warszawskim Festiwalu Filmowym podobały nam się najbardziej [recenzje]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Farticles%2F616edc1ea6b06d02a754275a%2Fa.jpg&w=1920&q=60)
