Tak zły, że aż dobry? Fenomen serialu „Heated Rivalry”

13-01-2026
Ładowanie...
Tak zły, że aż dobry? Fenomen serialu „Heated Rivalry”
fot. kadr z serialu „Heated Rivalry” / materiały prasowe HBO Max
Kanadyjski serial o romansie dwóch hokeistów podbił serca widzów na całym świecie. I to jeszcze zanim oficjalnie trafił na platformy streamingowe. Co sprawia, że ogląda się go z takim zaangażowaniem?
Prawa do pierwszego sezonu ekranizacji – wyreżyserowanej przez Jacoba Tierneya i opartej na powieści Rachel Reid – szybko wykupiło amerykańskie HBO Max. Co więcej, decyzję o kontynuacji ogłoszono jeszcze przed emisją finałowego odcinka. W Stanach Zjednoczonych „Heated Rivalry” od wielu tygodni utrzymuje się na pierwszym miejscu listy najchętniej oglądanych produkcji platformy, a na Rotten Tomatoes zbiera on wyjątkowo entuzjastyczne recenzje. Jeszcze do listopada o odtwórcach głównych ról nie słyszał niemal nikt. Dziś prezentują Złote Globy, pojawiają się w sesjach najpopularniejszych magazynów i mówi o nich cały świat.
Sześcioodcinkowa produkcja opowiada historię dwóch rywalizujących ze sobą zawodników hokeja na lodzie. Shane Hollander (Hudson Williams) i Ilya Rozanov (Connor Storrie) niemal całe swoje życie podporządkowują karierze. Między nimi rodzi się jednak uczucie, którego obaj nie są w stanie zignorować. Przez osiem lat gonią za sławą na lodowisku, jednocześnie próbując poradzić sobie z emocjami, których doświadczają poza nim. To, co zaczyna się jako niewinny, sekretny romans dwóch debiutantów, szybko przeradza się w intensywną, ośmioletnią podróż pełną emocjonalnych zwrotów akcji, zaprzeczeń, napięć i ciągłego odkrywania siebie na nowo. Wszystko to przeplatane jest odważnymi, erotycznymi scenami, które szybko stały się jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów serialu.
fot. kadr z serialu „Heated Rivalry” / materiały prasowe HBO Maxfot. kadr z serialu „Heated Rivalry” / materiały prasowe HBO Max
Choć popowe utwory, nadmiernie proste dialogi czy niektóre przejścia między scenami potrafią momentami bawić, serial wciąga bez reszty i ogląda się go jednym tchem. Nie tylko ze względu na liczne sceny erotyczne, ale przede wszystkim dzięki opowieści o zakazanym uczuciu, które z czasem przeradza się w coś znacznie głębszego. Sama gra aktorska okazuje się znacznie lepsza niż mogłoby się to początkowo wydawać. Być może to właśnie prostota historii oraz intensywność relacji między dwoma bohaterami sprawiają, że „Heated Rivalry” tak silnie jednoczy widzów.
Równocześnie serial nie ucieka od trudnych tematów. Porusza kwestie homofobii, toksycznej męskości i presji panującej w środowisku sportowym, pokazując długą drogę, jaką muszą przejść bohaterowie, by móc być sobą i ze sobą. Taka była zresztą intencja autorki literackiego pierwowzoru.
Choć stereotypowe i momentami schematyczne wątki są w serialu wyraźnie obecne, wcale mu to nie umniejsza. Czasem nie potrzeba skomplikowanej fabuły, by stworzyć historię, która poruszy widzów do głębi. „Heated Rivalry” pokazuje, że emocjonalna szczerość i pozornie prosta narracja potrafią niekiedy oddziaływać na widzów znacznie mocniej niż najbardziej wyszukane konstrukcje fabularne.
W Polsce „Heated Rivalry”, choć z małym opóźnieniem, zadebiutuje na HBO Max 6 lutego. Kolejne premierowe odcinki będzie można oglądać w serwisie co tydzień.
FacebookInstagramTikTokX