W 2020 roku, w środku pandemii, Apple TV+ wypuściło serial, który wydawał się niemal prowokacyjnie naiwny. „Ted Lasso” – historia amerykańskiego trenera futbolu amerykańskiego zatrudnionego do prowadzenia angielskiej drużyny piłkarskiej.
Jason Sudeikis stworzył postać, która upiera się przy uprzejmości w świecie cynicznym i nieprzyjaznym. Ted przynosi ciasteczka swojej szefowej każdego ranka, słucha zawodników bez osądzania, wybacza zdradę. Krytycy początkowo nazywali serial „kindness porn”, „przesadnie słodkim”. Wkrótce potem serial zdobył 20 nominacji do Emmy i stał się fenomenem kulturowym.
Dlaczego? Bo większość widzów spodziewała się, że życzliwość Teda zostanie ukarana. Że cyniczni Brytyjczycy zmiażdżą amerykańską naiwność bohatera. Że w końcu będzie musiał „stwardnieć”, żeby przetrwać. Tymczasem serial konsekwentnie pokazywał coś innego: ludzie odpowiadają na autentyczną życzliwość. Nie natychmiast, nie magicznie, ale odpowiadają. Była to narracja na tyle nieprawdopodobna dla współczesnej telewizji, że widzowie czekali na zwrot akcji, który nigdy nie nastąpił. Ostatecznie nagradzając Teda wielokrotnie jako bohatera roku.
Uprzejma chemia
Paul Bloom, psycholog z Yale, w swojej kontrowersyjnej książce „Against Empathy” (2016) wprowadza kluczowe rozróżnienie, które tłumaczy, dlaczego życzliwość bywa mylona ze słabością. Bloom oddziela empatię emocjonalną – wczuwanie się w ból innych, które może nas paraliżować od współczucia poznawczego, czyli rozumienia cudzej perspektywy bez roztapiania się w niej.
Pierwsza prowadzi do wypalenia. Lekarze, którzy nadmiernie identyfikują się z cierpieniem pacjentów, przestają funkcjonować zawodowo. Pracownicy socjalni doświadczają „compassion fatigue”. Bloom argumentuje, że to właśnie empatia emocjonalna – ta, którą często mylnie nazywamy życzliwością, faktycznie osłabia.
Ale współczucie poznawcze? To zupełnie inna rzecz. To zdolność do zrozumienia, co ktoś czuje, bez konieczności współodczuwania. I to właśnie ta forma, często mylona z „chłodną” racjonalnością, pozwala nam działać skutecznie, pomagać długoterminowo, nie wypalać się.
Badania nad „helper's high”, zjawiskiem opisywanym przez ośrodki badawcze jak Emory University pokazują, że akty życzliwości aktywują w mózgu te same obszary, co przyjemności fizyczne. Oxytocyna, dopamina, endorfiny – ciało nagradza nas za pomoc innym. Ewolucyjnie rzecz biorąc, ma to sens: kooperacja zapewniła przetrwanie gatunku. Paradoks polega na tym, że coś tak fundamentalnie ludzkiego jak życzliwość zaczęliśmy traktować jak luksus, na który mogą sobie pozwolić tylko ci, którzy nie grają na poważnie.
Miły jak Reeves
Keanu Reeves nie powinien istnieć. W branży zbudowanej na ego, hierarchii i pokazie siły, facet, który jeździ metrem, nosi ekwipunek na planie i kupuje lody, których nie chce, żeby zdobyć kartkę papieru dla nastoletniego fana brzmi jak wymysł sprawnych PR-owców.
Te historie są jednak prawdziwe. I co ciekawe, nie zaszkodziły jego karierze, wręcz przeciwnie. Reputacja „najmilszego człowieka w Hollywood” stała się jego marką, ale nie w sposób, który można sprzedać. Ludzie po prostu chcą z nim pracować. Reżyserzy wiedzą, że ekipa będzie szczęśliwa. Aktorzy wiedzą, że będą uczciwe potraktowani (Reeves słynie z dzielenia się wynagrodzeniami, by lepiej opłacić współpracowników).
Internet kocha Reevesa nie dlatego, że jest życzliwy w sposób spektakularny. Kocha go, bo jego uprzejmość jest konsekwentna, cicha, niewymuszona. Nie udaje siły przez przemoc. Po prostu jest przyzwoity, bo przyzwoitość nie wymaga od niego wysiłku.
Życzliwość wymaga odwagi
Może problem nie leży w samej życzliwości, ale w jej infantylizowanej wersji. Ta karykatura życzliwości faktycznie jest słabością. Prawdziwa uprzejmość to umiejętność powiedzenia komuś trudnej prawdy z troską. To zdolność do ustanowienia granic bez agresji. To wybaczenie, które nie jest kapitulacją. Ted Lasso nie akceptuje złego zachowania – konfrontuje je, ale robi to w sposób, który pozostawia drugiej osobie godność.
W „Against Empathy” Bloom tłumaczy, że najlepsze decyzje moralne nie pochodzą z emocjonalnych porywów, ale z racjonalnego współczucia, czyli połączenia zrozumienia z analizą. Paradoksalnie, to właśnie ta „chłodniejsza” forma troski często wymaga większej siły charakteru niż emocjonalne reakcje, w tym te agresywne i przemocowe.
Życzliwość – prawdziwa, przemyślana, konsekwentna – to sport ekstremalny. Wymaga siły, by utrzymać ją w świecie, który karze za otwartość. Wymaga inteligencji, by rozróżnić pomoc od współuzależnienia. Wymaga odwagi, by pozostać człowiekiem w systemach, które nagradzają okrucieństwo.
„Brilliant but cruel” brzmi tytuł badania z Harvard. Może pora zapytać: brilliant at what, exactly?