„Sztuka pięknego życia” – filozoficzna historia o pięknie w codzienności i miłości ponad wszystko

24-12-20243 min czytania
„Sztuka pięknego życia” – filozoficzna historia o pięknie w codzienności i miłości ponad wszystko
fot. Florence Pugh i Andrew Garfield
Esencja delikatności, piękna, czułości i cierpienia. „Sztuka pięknego życia” to z całą pewnością uczta dla spragnionych ciepła i słodko-gorzkiej fabuły. Jest to moim zdaniem jedna z najlepszych produkcji tego roku, która zaskakuje i miażdży emocjonalnie, ale przede wszystkim ukazuje nam miłość w postaci niezłomności, cierpienia i prostoty.
Dramat przedstawia życie i historię miłosną Tobiasa (Andrew Garfield), uroczego, niezręcznego rozwodnika, oraz Almut (Florence Pugh), ambitnej szefowej kuchni. Film wyróżnia się nielinearną narracją. Historia bohaterów rozciąga się na przestrzeni dekady, ale sceny z ich życia są pomieszane. W jednej chwili widzimy ich z dzieckiem, a zaraz potem moment, w którym się poznają. Ten nietypowy zabieg nadaje głębi zarówno bohaterom, jak i tragedii, która ich spotyka. Ważnym elementem historii jest rak, z którym zmaga się Almut.
Pogłębiająca się choroba staje się w pewnym sensie punktem odniesienia w całej fabule. To ona pozwala zrozumieć, w jakim momencie czasowym aktualnie się znajdujemy. Wbrew pozorom nielinearność nie jest losowa. Każda scena dodaje kontekst i sens zachowaniom oraz decyzjom bohaterów.
Historia zaczyna się od rozwodu Tobiasa i wypadku, w wyniku którego poznaje Almut. Obserwujemy ich wzloty i upadki na początku związku, co pozwala lepiej zrozumieć, kim są i czego pragną. Te sceny przeplatają się z fragmentami ich małżeństwa i rodzicielstwa, które, pomimo przytłaczającego widma choroby, przepełnione są realizmem cierpienia, miłości, niezrozumienia oraz prób ułożenia życia w nowej rzeczywistości. Almut i Tobias różnią się od siebie w wielu kwestiach, ale mimo to zawsze odnajdują zrozumienie i wyrozumiałość względem siebie. Życie w obliczu nieuniknionego okazuje się trudne, ale bohaterowie starają się czerpać z niego jak najwięcej, póki mają na to czas.
Florence Pugh i Andrew Garfield są fenomenalni. Na ekranie emanują chemią, której dawno nie widziałem w żadnej innej produkcji. Niezręczność, strach przed nieznanym, a jednocześnie nieskończona miłość i uczucia, które oboje tak genialnie oddają, chwytają za serce i mimowolnie wyciskają łzy przez cały film. Ich interpretacja postaci nadaje im niezwykłego realizmu, który całkowicie wciąga widza i pozwala zapomnieć o rzeczywistości.
Muzyka jest, moim zdaniem, jednym z najważniejszych elementów filmowych. Często mówi więcej niż słowa czy obrazy. Nadaje kontekst emocjonalny, wyjaśnia, co czuje bohater, lub wskazuje, co dana scena oznacza dla całej opowieści. Bryce Dessner stworzył ścieżkę dźwiękową, która jest esencją delikatności. Jego utwory nie tylko pogłębiają emocjonalność historii, ale również ukazują ukryty świat odczuć, którego nie moglibyśmy doświadczyć bez jego muzyki.
Czas w filmie jest pojęciem względnym. Nie jest absolutny ze względu na brak ciągłości, lecz funkcjonuje jako ruchomy obraz niezmienności ich uczucia. „Teraz”, „wcześniej” czy „później” przestają być istotne. Liczy się jedynie zmysłowość i realność uczuć, które Tobias i Almut okazują sobie nawzajem. Miłość w ich relacji jawi się jako transcendentalna forma istnienia w czasie.
Historia miłości Tobiasa i Almut to wzór do naśladowania, a zarazem opowieść przypominająca, że czas goni nas wszystkich. Warto więc zatrzymać się na chwilę i uświadomić sobie, jak ważne jest korzystanie z każdej chwili, która została nam dana.
Premiera filmu 3 stycznia 2025 roku.
tekst: Wiktor Ospital
FacebookInstagramTikTokX