Według starożytnych Rzymian, jeśli nigdy nie masz przerwy od pracy, nigdy tak naprawdę nie żyjesz. Rozwiązanie? Życie skupione na odpoczynku.
Jeśli za pomocą wehikułu czasu przenieślibyśmy się do starożytnego Rzymu i zachowywali się tak samo, jak w XXI wieku, odstawalibyśmy pod wieloma względami. Jednym z najbardziej kontrowersyjnych aspektów byłaby jednak nasza etyka pracy i podejście do niej. Większość Polaków pięć dni spędza w pracy, dwa zaś na odpoczynku – życie zawodowe jest więc dominującym aspektem naszej egzystencji. Im więcej robimy, tym bardziej czujemy się ważni, a brak wolnego czasu traktujemy jak odznakę honorową.
Czytaj także
Otium i negotium – kiedy praca stała się centrum wszechświata?
Dla Rzymian ideałem życia było otium – święty czas poświęcony na to, co definiuje nasze człowieczeństwo: filozofię, pisanie, relacje międzyludzkie i kontemplację. I nie chodzi tu o bezmyślne leżenie na kanapie z telefonem w ręku, tylko o celową pracę nad rozwojem intelektualnym.
Praca zaś, zwana negotium, definiowana była jako zaprzeczenie czasu wolnego, uciążliwa konieczność odciągająca od prawdziwego życia. Podział ten zauważyć można w nomenklaturze. Nawet słowo „szkoła” pochodzi od greckiego „schole", oznaczającego pierwotnie czas wolny i bezczynność. Dla starożytnych nauka była nagrodą za bycie wolnym, a dzisiaj wiele osób podchodzi do niej w sposób ekonomiczny – jak do szkolenia zawodowego czy nieprzyjemnego obowiązku.
Oczywiście, takie podejście było wtedy możliwe dzięki systemowi opartym na niewolnictwie. Fizyczna, uciążliwa praca – taka jak uprawa roli, gotowanie, sprzątanie czy pranie – była wykonywana przez osoby niewolnicze. To ich praca pozwalała elicie na poświęcenie się filozofii, pisaniu i kontemplacji.
„Zapłata, którą otrzymuje człowiek, jest dowodem jego niewoli” – pisał Cyceron
Jeśli inny człowiek dyktuje ci, gdzie masz być przez 40–60 godzin tygodniowo i co masz robić, twoja autonomia jest złudna. Chociaż Rzymianie rozróżniali prowadzenie własnego biznesu od pracy dla kogoś innego, którą traktowali jak sprzedawanie własnego czasu. Choć takie podejście do sprawy śmierdzi uprzywilejowaniem.
Przez dominującą dzisiaj metaforę „czas to pieniądz”, siedząc w sobotę bezczynnie na kanapie czujemy, że tracimy pieniądze. To efekt wieków programowania: od średniowiecznego monastycyzmu (praca jako modlitwa), przez etykę protestancką (ciężka praca jako znak zbawienia), aż po rewolucję przemysłową, która zdefiniowała to, jak postrzegamy dzisiaj czas.
Nawet nasz sposób odpoczynku budziłby odrazę Rzymian
Dla starożytnych Rzymian najważniejszym miejscem odpoczynku były publiczne łaźnie, stanowiące neutralny grunt, na którym budowano wspólnotę i prowadzono niespieszne rozmowy. Dziś tak zwane „trzecie miejsca” zanikają lub zmieniają się w przestrzenie do networkingu czy izolacji ze słuchawkami z funkcją wyciszenia na głowie.
Czytaj także
Następnym razem, gdy poczujesz dumę z powodu kolejnego nadmiarowego spotkania w kalendarzu, przypomnij sobie, że życie trwa określoną ilość czasu. Może warto, wzorem Rzymian, odzyskać odrobinę otium i uznać, że gapienie się w chmury lub długa rozmowa z przyjacielem to nie strata czasu, ale jedyny moment, w którym naprawdę jesteś wolny.




