Menu
K MAG Logo
  • Wasze prace
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Ludzie
  • Sklep
K MAG Logo
FacebookInstagramTikTokX
  • K MAG Logo
  • Wasze prace
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Ludzie
  • Sklep
  • Search
Kup nowy numer
K MAG
FacebookInstagramTikTokX
K MAGKup nowy numer
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Fundacja K MAG
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Muzyka

Röyksopp: „Idea wspólnoty jest silniejsza niż kiedykolwiek” [WYWIAD]

Autor: Mikołaj Komar
14-04-2023 • 8 min czytania
Röyksopp: „Idea wspólnoty jest silniejsza niż kiedykolwiek” [WYWIAD]
Röyksopp: „Idea wspólnoty jest silniejsza niż kiedykolwiek” [WYWIAD]
Röyksopp, fot. Angelina Bergenwall
Z autorami bajkowego elektronicznego brzmienia spod znaku Röyksopp miałem przyjemność spotkać się w Oslo na premierze ich nowego audiowizualnego projektu „Profound Mysteries”. Zamknięci w kanciapie tuż nad sceną wpadliśmy w wir dyskusji o zmianach w odbiorze popkultury oraz fascynacjach, którymi się karmimy. Wszystko przy akompaniamencie schłodzonego białego półwytrawnego…
Zacznę od zaprezentowania wam naszego drukowanego magazynu. Tutaj dwa ostatnie numery, w tym jeden w nieco skandynawskim, minimalistycznym stylu.
Torbjørn Brundtland: Do tego to ja muszę założyć okulary [śmiech]. Ale widzę bliską nam estetykę.
Zarówno papierowe wydanie, jak i kmag.pl w dużej mierze skupia się na prezentowaniu i odkrywaniu nowych, młodych talentów. Przy okazji mijającego właśnie dwudziestolecia od waszego debiutu zdałem sobie sprawę, że recenzowałem wszystkie wasze płyty. Tę pierwszą właśnie jako „nowy talent”! Nieustannie jestem fanem i wracam do starych albumów.
TB: O, wow, aż tak starzy jesteśmy?
Lata lecą, ale wasza muzyka się nie starzeje. Od pierwszej płyty „Melody A.M.”, słuchając waszych dźwięków, widzę obrazy. To taka nieustająca ścieżka dźwiękowa do nieistniejącego filmu. Z nowym projektem „Profound Mysteries” postanowiliście stworzyć równoległą warstwę wizualną. Współpraca z reżyserami-wizjonerami z Bacon Films (filmy dla MGMT, The Avalanches, Flume czy Kanye Westa) jest czymś zupełnie nowym w waszej karierze. Wasza muza wchodzi w inny wymiar.
TB: Przede wszystkim to wielki komplement, że tak odbierasz naszą twórczość. Od zawsze właśnie to było dla nas najważniejsze, by słuchacze przenosili się w inne światy i tworzyli w głowie marzycielskie obrazy. Odlecieć od rzeczywistości – to nasz główny cel. To samo zrobiliśmy z twórcami z Bacon Films – daliśmy każdemu po jednym utworze i zero sugestii. Bez zasad, trochę jak w Dogmie. Po prosu zinterpretuj to, co słyszysz, jakąkolwiek techniką – czy to jest taśma, czy cyfra, czy smartfon, czy vintage kamera z lat dwudziestych. Jedyną regułę stanowiła minimalna długość dwudziestu sekund i wykorzystanie w swojej wizji przynajmniej fragmentu utworu. To dla nas pociągające i łechczące jednocześnie, że takie talenty interpretują nasze kawałki. Prawdziwie kinowe doświadczenie.
Dotknąłeś tego, nad czym od lat się zastanawiałem, wsłuchując się w wasze płyty – jakimi filmami bądź reżyserami się inspirowaliście? Czy istnieją milowe dzieła w historii kina, które wpłynęły na waszą twórczość? Albo chociaż „guilty pleasure movies”?
TB: To dobre pytanie. Gdy poznaliśmy się jeszcze jako dzieciaki, łączyły nas dwie rzeczy – komiksy i kino właśnie. Myślę, że gdyby nie muzyka, zajmowalibyśmy się filmem.
Svein Berge: Cieszę się, że wspomniałeś o „guilty pleasures”, bo na początku jaraliśmy się filmami klasy B, wiesz, takimi najgorszymi horrorami czy filmami akcji. Pierwsze filmy Petera Jacksona, jak „Zły smak”, i tego typu kino…
TB: Kochaliśmy wszystko, co było inne i odróżniało nas od pozostałych dzieciaków. Nie na zasadzie snobizmu, po prostu szukaliśmy czegoś nowego. Wymieniłbym też awangardowe kino europejskie, chociażby filmy Kieślowskiego, ale także Kurosawy. Bardzo ważny był dla nas Ridley Scott, zwłaszcza „Łowca androidów” i „Obcy”, uwielbiamy Dogmę na czele z „Królestwem” Larsa Von Triera. Oczywiście, gdy miało się czternaście lat, każdy chodził do kina na nowego Bonda, co było wielką frajdą, ale szukaliśmy czegoś, co nas otworzy na inny świat, nauczy, zainspiruje, jak na przykład kino Alejandro Jodorowsky’ego.
SB: Dla mnie bardzo ważny był i jest Stanley Kubrick oraz jego „Odyseja kosmiczna” czy „Dr Strangelove”, wszystko w sumie. Za dzieciaka nie rozumieliśmy wszystkiego, ale prowokowało nas to do myślenia i ukształtowało. To niesamowicie inspirujące, że taki Scott czy Kubrick nigdy nie chodzili na kompromisy, ich kino jest potężne i autorskie. To rzadkość we współczesnych czasach. Muszę wymienić jeszcze Davida Cronenberga: od „Videodrome” do „Muchy”, oraz Paula Verhoevena i jego „RoboCopa”.
A później mój ukochany „Nagi instynkt”.
SB: Genialny! Odyseja erotyczna [śmiech]. Wszystko składa się na gatunkowy miks, ale im dalej od mainstreamu, tym lepiej. Choć doceniamy Spielberga. Tak naprawdę mógłbym wymienić mnóstwo tytułów, ale przede wszystkim przyznam, że obecnie brakuje mi takiego kina jak filmy Petera Greenawaya.
Tak, to mocne doznania, wystarczy wspomnieć „Dzieciątko z Macon”, które zostaje w głowie na długo. Wspomnieliście o fascynacji komiksami, jak się rozwijała?
SB: Siedzieliśmy w tym od najmłodszych lat. Najważniejsze były dobre historie. Gdy tylko nauczyliśmy się czytać, pasjami wczytywaliśmy się w komiksy Kaczora Donalda, ale te napisane przez Carla Barksa, wciąż są rewelacyjne. Gdy już dorośliśmy, sięgnęliśmy po Moebiusa, czyli francuskiego autora Jeana Giraud. Wiesz, że jego rysunki zainspirowały twórców kostiumów do „Gwiezdnych Wojen” czy „Łowcy androidów”?
Nie miałem pojęcia.
SB: Tak, wystarczy pokopać nieco głębiej i zobaczysz podobieństwa. Także jeżeli chodzi o detale statków kosmicznych i w ogóle dizajnu w tych kultowych wizjach przyszłości.
TB: Świetny był też Robert Crumb, undergroundowy amerykański rysownik. W ogóle kochaliśmy fanziny i wszystko, co wydawane niezależnie. Sami również rysowaliśmy, głównie ołówkiem na kartkach. Wciąż gdzieś je mamy. Miałem nawet taką swoją rozpoznawalną kreskę.
Jak postrzegacie współczesny odbiór albumów jako konceptu? Mam wrażenie, że młoda generacja słucha jedynie piosenek, kawałków sugerowanych przez algorytm. Dla mnie to trochę smutne. Jaka według was jest przyszłość doświadczania pełnych artystycznych wypowiedzi?
TB: Jedną z najpiękniejszych spraw współcześnie jest idea wspólnoty. Silniejsza niż kiedykolwiek. Jeśli kochasz coś, jesteś wkręcony w jakiś temat, możliwości wymiany informacji i dzielenia się nimi są olbrzymie. To daje nam technologia i live streaming. Ludzie wchodzą w swoje pasje bardzo głęboko. Niedawno byłem w Stanach na konwencji gamingowej, gdzie obserwowałem ludzi z całego świata, którzy pomimo fizycznej obecności komunikowali się ze sobą poprzez różnego rodzaju sprzęty i łączyli ich dalej ze swoimi znajomymi. To mega dziwne, ale jakże ciekawe i ile daje możliwości! Ważne, aby dobierać sobie wartościowych liderów i autorytety. To nie jest już takie łatwe.
Dokładnie to sugerowałem. Martwi mnie, czy ludzie nie są zbyt leniwi, by poszukiwać? Słuchają tego, co mówią koledzy, po czym już tylko algorytmy decydują o ich dalszych wyborach. Czy autorytety są jeszcze potrzebne, czy wręcz się ich unika? Od nastolatków i dwudziestolatków coraz częściej słyszę, że nie chce im się słuchać całych albumów. Kawałki tak, wideo tak, ale dłuższe formy ich nudzą.
SB: Też o tym myślałem.
TB: Ja jednak staram się pozostawać optymistą. Niestety, nie będzie już tak skupionych na kulturze ludzi, jak w czasach, gdy dorastaliśmy. Szukanie fajnych sklepów muzycznych i kopanie w płytach, odsłuchiwanie ich czy wypatrywanie czegoś, czego nikt nie zna – to historia. Wydaje mi się jednak, że pozostaną fascynaci prawdziwego doświadczania, chodzenia do starych sal kinowych, kolekcjonowania analogów – tylko pozostaną awangardą. I za kilkanaście lat wrócą naśladowcy… Nie wierzę, że to zupełnie zniknie.
SB: My wciąż jesteśmy marzycielami i głęboko wierzymy, że nasze kolejne albumy mają odbiorców. Nawet takich jak ten obecny – aż trzyczęściowy. Kochamy to, co robimy, i nadal tworzymy z myślą o ludziach, którzy z przyjemnością poświęcają te czterdzieści minut na przesłuchanie naszego albumu w skupieniu. Niech każdy słucha, jak chce, oczywiście, ale żeby w pełni doświadczyć i zrozumieć, co autor miał na myśli, trzeba odłożyć inne rzeczy, skupić się i z nami odlecieć.
TB: Jest różnica pomiędzy złapaniem szybkiej kanapki na ulicy, bo dopadł nas nagły głód, a celebracją wyjątkowego dania w dobrej restauracji. Tam możesz się rozsiąść i cieszyć każdym smakiem i zapachem. Skupić swoje zmysły na tym, co ci serwują.
Zupełnie się z wami zgadzam, bo w 2022 roku wciąż równolegle z naszym rozwijającym się online’em wydajemy magazyn na papierze. Wierzymy w to i znajdujemy odbiorcę.
TB: Dokładnie tak, nie można przestawać wierzyć w swoich odbiorców. Najgorsze dla was byłoby zamienienie się w jeden z tysięcy portali bez duszy oparty na clickbaitach. Ważne są kompromisy, ale z tego, co widzę, u was na jakość nie można narzekać.
Dziękujemy, choć masz rację – to balansowanie na krawędzi. Chcemy oferować wartościową treść, ale bez zasięgów daleko nie zajedziemy. Wróćmy jednak do waszego nowego projektu. Jak to trzyczęściowe dzieło z filmową oprawą planujecie zaprezentować na żywo? Czy to będzie Röyksopp w kinie?
TB: Gdy zaczynaliśmy, nie wystarczało nam kawałków na występ dłuższy niż trzydzieści minut. Teraz mamy tyle materiału, że czujemy się jak Depeche Mode [śmiech] i trudno wybrać odpowiednią set listę. Na razie jednak skupiamy się bardziej na kontakcie z publicznością i roztańczeniu ich aż do wrzenia.
SB: Może w przyszłości zrobimy takie masowe wizualne show jak Kraftwerk. Wyobrażam sobie koncert na siedząco, zmieniające się obrazy i wokalistów. Ale to przyszłość. Na razie skupiamy się na dobrej imprezie.
Czekam na taki show z niecierpliwością. Na „Profound Mysteries” kontynuujecie swój wyjątkowy i rozpoznawalny styl oraz brzmienie, ale jest jeden utwór, który szczerze mnie zaskoczył. Poczułem, jakby ktoś go tam zostawił przez przypadek i zapomniał zabrać. Mówię to jako fan waszej muzyki, ponieważ kawałek „Unity” brzmi jak na tanecznej imprezie w latach dziewięćdziesiątych i przyznam, że mi nie wszedł. Czy to celowe?
SB: [śmiech] Słyszałem już tę opinię i przyznam, że tak – celowy. Fala brytyjskiego rave’u lat dziewięćdziesiątych miała na nas ogromny wpływ, a chcieliśmy na „Profound Mysteries” zrobić kilka ukłonów do tego, co nas ukształtowało. Tak naprawdę szkielet do tego utworu powstał jeszcze przed naszym debiutem i mieliśmy ogromną potrzebę wypuszczenia go. Został opublikowany i czujemy się spełnieni. Lubię cię za tę szczerość!
Na płycie jak zawsze jest mnóstwo gościnnych wokalistów. Czy macie jakieś wymarzone postaci, z którymi chcielibyście współpracować? Żywe bądź nieobecne już wśród nas…
SB: Z pewnością byłby to David Bowie! To byłoby wspaniałe. I może stworzenie czegoś z Martinem Gore’em z okresu przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. W ogóle z Depeche Mode.
Wiesz, szykują nową płytę, może szukają nowego producenta…
SB: O, naprawdę? Mieliśmy przyjemność ich poznać. Myślę, że jednym z moich największych osiągnięć w życiu było dwukrotne przegranie z Martinem Gore’em w piłkarzyki [śmiech]. Ograł mnie dziesięć do zera dwa razy! Ale prawdę mówiąc, bardzo nas nakręca odkrywanie nowych muzyków i na tym się chyba skupimy w przyszłości.
Röyksopp będzie główną gwiazdą festiwalu Tauron Nowa Muzyka Katowice. Więcej informacji znajdziecie na stronie organizatora.
FacebookInstagramTikTokX

Polecane

Znamy nominacje do MTV EMA 2022. Kto w kategorii „najlepszy polski artysta”?

Znamy nominacje do MTV EMA 2022. Kto w kategorii „najlepszy polski artysta”?

Raper nagrał viralowy kawałek o narkotycznym tripie po Polsce. Co ma do tego Morawiecki?

Raper nagrał viralowy kawałek o narkotycznym tripie po Polsce. Co ma do tego Morawiecki?

Słuchamy ulubionych utworów The Cure przed koncertami w Polsce – już w przyszłym tygodniu

Słuchamy ulubionych utworów The Cure przed koncertami w Polsce – już w przyszłym tygodniu

[Z archiwum K MAG] Aleksandra Waliszewska: „Feminizm dopóty był fajny, dopóki…”

[Z archiwum K MAG] Aleksandra Waliszewska: „Feminizm dopóty był fajny, dopóki…”

Melanż, zombie i kryzys klimatyczny. „Apokawixa” to jeden z najlepszych polskich filmów roku [recenzja]

Melanż, zombie i kryzys klimatyczny. „Apokawixa” to jeden z najlepszych polskich filmów roku [recenzja]

10 wybitnych reżyserów, którzy stworzyli rewelacyjne klipy muzyczne

10 wybitnych reżyserów, którzy stworzyli rewelacyjne klipy muzyczne

Polecane

Znamy nominacje do MTV EMA 2022. Kto w kategorii „najlepszy polski artysta”?

Znamy nominacje do MTV EMA 2022. Kto w kategorii „najlepszy polski artysta”?

Raper nagrał viralowy kawałek o narkotycznym tripie po Polsce. Co ma do tego Morawiecki?

Raper nagrał viralowy kawałek o narkotycznym tripie po Polsce. Co ma do tego Morawiecki?

Słuchamy ulubionych utworów The Cure przed koncertami w Polsce – już w przyszłym tygodniu

Słuchamy ulubionych utworów The Cure przed koncertami w Polsce – już w przyszłym tygodniu

[Z archiwum K MAG] Aleksandra Waliszewska: „Feminizm dopóty był fajny, dopóki…”

[Z archiwum K MAG] Aleksandra Waliszewska: „Feminizm dopóty był fajny, dopóki…”

Melanż, zombie i kryzys klimatyczny. „Apokawixa” to jeden z najlepszych polskich filmów roku [recenzja]

Melanż, zombie i kryzys klimatyczny. „Apokawixa” to jeden z najlepszych polskich filmów roku [recenzja]

10 wybitnych reżyserów, którzy stworzyli rewelacyjne klipy muzyczne

10 wybitnych reżyserów, którzy stworzyli rewelacyjne klipy muzyczne