Kim jesteś i czym się zajmujesz?
To zależy od okoliczności, w jakich byśmy się spotkali. Często to właśnie one definiują sposób, w jaki nowo poznane osoby mnie zapamiętują. Z wykształcenia jestem aktorką i choreografką, ukończyłam krakowską szkołę teatralną. Ponadto zajmuję się reżyserią teatralną i filmową (tą drugą w duecie z Bartoszem Szpakiem) oraz fotografią (głównie streetową). Wszystkie obszary moich działań przeplatają się nawzajem i na siebie wpływają. Takie „rozwarstwienie” pozwala mi nie popadać w rutynę i czerpać inspiracje z różnych stron.
Kiedy i dlaczego podjęłaś decyzję, żeby zająć się właśnie tym?
Jako pierwszy w moim życiu pojawił się taniec. Opowiadana przez moją mamę legenda głosi, że jako dwulatka zakochałam się w sukniach tanecznych szytych przez naszą sąsiadkę. Wtedy też zaczęłam uczęszczać na zajęcia taneczne. Później przyszedł teatr, do którego trafiłam w wieku trzynastu lat zupełnie przypadkiem i już zostałam. Natomiast kolejne decyzje były bardziej świadome. O reżyserii filmowej myślałam kilka lat. Film pozwala najbardziej efektywnie łączyć wszystkie narzędzia, którymi się posługuję – myślenie ruchem i kadrem oraz doświadczenie aktorskie.
Jaka inicjatywa (społeczna/kulturalna/polityczna) zrobiła na tobie ostatnio wrażenie?
Bardzo poruszyła mnie inicjatywa performatywna „MAP – Happening of the world”. To pomysł choreografki Anety Jankowskiej, która zachęca, by dwudziestego pierwszego dnia każdego miesiąca o trzynastej zatrzymać się na minutę. Stać w milczeniu, zwyczajnie patrzeć i słuchać. Założenie jest takie, by był to happening dziesięcioletni (w każdym miesiącu można dołączyć). Ten ultra prosty projekt wzrusza mnie o tyle, że bazuje na pięknej idei współuczestnictwa, inkluzywności, uważności. Zakłada też wspaniałą przypadkowość spotkania się z innymi.
Gdybyś nie mieszkała w Polsce, w jakim innym miejscu na świecie chciałabyś żyć?
To pytanie wraca do mnie jak bumerang na różnych etapach życia. Tuż po studiach myślałam o przeprowadzce do Brukseli lub Paryża (w obu miastach mieszkałam przez kilka miesięcy ze względów zawodowych). Potem pojawiły się myśli o Nowym Jorku, które odeszły zaraz po mojej wizycie tam. Jest sporo miejsc, do których uwielbiam wracać i które do mnie przemawiają – Sztokholm, Islandia, Gwatemala, gdzie spędziłam półtora miesiąca. Ostatecznie dochodzę jednak do wniosku, że chyba nie ma innego miejsca, w którym chciałabym żyć. Gdyby rzeczywiście było, pewnie już bym się tam znalazła.
Co robisz w wolnym czasie? Czy w pandemii odkryłaś nowe hobby?
Paradoksalnie czas pandemii okazał się dla mnie jednym z najbardziej intensywnych zawodowo, więc wolnego miałam niewiele. Tym jednak, co uwielbiam robić w wolnym czasie, jest szlajanie się bez celu po mieście z aparatem albo ucieczka w naturę.
Twój artystyczny autorytet to…?
Chyba mam problem ze słowem „autorytet”. Nie lubię takich określeń, ponieważ z góry zakładają pewną zależność, dystans, nieomylność. Wolę się poruszać w obszarze inspiracji, osób, których działania śledzę z ciekawością. Tu mogłabym wymienić Yorgosa Lanthimosa, Roya Andersona, Paula Thomasa Andersona, Frances McDormand. W tworzeniu najbardziej działa na mnie odwaga szukania własnego języka. Czegoś, co nie ślizga się po powierzchni, lecz funkcjonuje na granicach, zawiera dużo nieoczywistości.