Prawdziwa domowa dżungla u ogrodnika-artysty. Remigiusz Dorawa ma jedno z najbardziej zielonych mieszkań w kraju
Autor: Zuzanna Gralewicz
28-11-2019

Remigiusz Dorawa urodził się w Gdańsku, tam żyje i pracuje do dziś. Wyprowadzki nie planuje, ponieważ uważa, że Trójmiasto jest jednym z piękniejszych miejsc w Polsce. To właśnie tutaj ukończył technikum o profilu architektury krajobrazu i już w trakcie szkoły dorabiał pieląc prywatne ogródki. Późniejszego doświadczenia nabierał w firmie ogrodniczej, ale po dwóch latach stwierdził, że woli pójść na swoje. Tak zaczęła się jego przygoda z re.dor – we własnej firmie działa od 3 lat, ale w ogrodnictwie od bez mała 10. Z Remigiuszem rozmawiamy o jego roślinach i relacjach z nimi, pytamy też o praktyczne wskazówki na temat zimowania flory.

O ludziach, którzy umieją zajmować się roślinami mówi się, że mają „zielone palce”. Ale co to właściwie znaczy? Jakie są najbardziej pożądane cechy ogrodnika?

Remigiusz Dorawa: Myślę, że do najbardziej pożądanych cech ogrodnika należy przede wszystkim systematyczność, poczucie obowiązku oraz dużo cierpliwości. Wystarczy raz zacząć małymi krokami, od jednej, dwóch roślinek, a zanim się człowiek zorientuje, ma cały parapet i podłogę przy oknie wypełnioną roślinami! Wiem, bo sam tak miałem – a swoim hobby zaraziłem niejednego znajomego.

Poza tym uważam, że dawanie roślin w prezencie dzieciom jest fantastycznym pomysłem i bardzo je kształtuje: buduje poczucie odpowiedzialności od najmłodszych lat. A nie da się ukryć, że to o wiele bezpieczniejsze niż chomik czy świnka morska.

Co najbardziej lubisz w roślinach? No oko wydaje się, że jest to pasja wymagająca pewnego wyczucia i opiekuńczości, ale też pokładów cierpliwości.

Chyba to, że rosną tam gdzie im dobrze, a nie tam gdzie my chcemy – ja sam trochę się przez to z nimi utożsamiam – nie lubię jak mi się coś narzuca, więc dlatego się tak dobrze się rozumiemy. Oprócz tego uczą mnie cierpliwości. Wbrew pozorom, jestem bardzo niecierpliwy, ale po założeniu ogrodu, nieważne jak bardzo bym nie chciał, muszę czekać 2, 3, czy nawet 5 lat na efekty. Tego nie da się uniknąć, ale może to i lepiej. Dzięki mojej pracy dużo się nauczyłem.

Niektórzy mogą myśleć o ogrodach tylko jako rozwiązaniach estetycznych, ale przecież pracujesz z żywymi istotami. Opowiedz proszę, jakie relacje łączą cię z twoimi kreacjami?

Uważam, że mój zawód jest jednym z najwdzięczniejszych: wystarczy, że stworzysz roślinie odpowiednie warunki do życia, a odwdzięczy ci się swoim pięknem ze zdwojoną siłą. Każde założenie ogrodu to wiele nieprzespanych nocy i lawina pomysłów na każdym kroku.Ciężko mi czasami zatrzymać ten strumień inspiracji i skupić się, by stworzyć jedno spójne wnętrze. Myślę, że to również wynika z mojego braku cierpliwości – ale pracuję nad tym. 

Gdy prace ogrodowe dobiegają końca, często jest mi szkoda, że to już koniec naszej przygody, ale na szczęście część klientów powierza mi pielęgnację ogrodu, dzięki czemu mogę regularnie obserwować jak moje dzieło dojrzewa.

alt text
fot. Remigiusz Dorawa

Podobno niektórzy rozmawiają ze swoimi roślinami – też tak robisz?

Oczywiście, że tak! Konwersujemy regularnie. Mówię do tych w domu, ale w ogrodzie również – często się zapominam i ludzie dookoła to słyszą.

W swoim mieszkaniu masz prawdziwą dżunglę. Jakie są zalety – poza wizualnymi – mieszkania z dużą ilością roślin?

To prawda: od paru lat zbieram coraz to rzadsze okazy i jak ktoś mi mówi, że chyba nie mam już miejsca na więcej roślin, to totalnie odmawiam zrozumienia, o co mu chodzi. W salonie jestem wprost otoczony roślinami, jest ich tam ponad 50-60 okazów. Wielu znajomych odczuwa różnice powietrza w moim mieszkaniu, bo wilgotność mam zwiększoną do około 60-70 proc. – czyli idealnie dla roślin, ale gorzej znosi to makulatura. Dzięki roślinności powietrze jest czystsze, przyjemniejsze i rześkie.

Powiedz jak zimujesz swoje rośliny? Przestawiasz je w inne miejsca? A co z centralnym ogrzewaniem?

Zimą rośliny mają mało światła, więc w miarę możliwości ustawiam je jak najbliżej okien. Trzeba też pamietać o rzadszym podlewaniu i częstszym zraszaniu. Kaloryfery ustawiam na jak najniższe grzanie, żeby nie wysuszały powietrza. Są też gatunki, które wymagają doświetlania zimą: opiekując się nimi stosuję specjalne oświetlenie.

Jakie są najmniej wymagające rośliny dla tych którzy dopiero chcą stworzyć swoją domowa dżunglę?

Dla początkujących zaproponowałbym w pierwszej kolejności skrzydłokwiaty. Dlaczego? Dadzą nam znać, gdy będą potrzebowały wody – dosłownie się położą, co będzie wyglądało dramatycznie, ale wystarczy je podlać i po paru godzinach powstaną jak nowe. Myślę, że to dobre na początek, bo daje nam nadzieję, ze jednak nadajemy się do posiadania własnej dżungli. 

Polecam też sansewierię, zamiokulkasy, draceny, aloesy, scindapsusy, zielistki, sukulenty i kaktusy. Pamiętajmy jednak o tym, że każda roślina ma inne wymagania odnośnie wody, słońca, nawożenia itp. Warto najpierw sprawdzić nasze możliwości oraz warunki w mieszkaniu, a następnie dokonać zakupu.

Czy masz jakieś ulubione strony, aplikacje dla początkujących, które mogą się okazać pomocne?

Z praktycznych aplikacji z chęcią polecę PlantNet – często wskaże nam od razu, co to za roślina, a jeśli nie, to przynajmniej nakieruje na podobne gatunki. Oprócz tego wszelkie artykuły ze strony poradnikogrodniczy.pl, gdzie znaleźć można praktyczne i rzetelne wskazówki odnośnie roślin domowych, ale również szeroko pojętą tematykę ogrodową. Zachęcam też do bezpośredniego kontaktu ze mną – chętnie dzielę się doświadczeniem i wiedzą. Sprawia mi to ogromną przyjemność, zwłaszcza gdy widzę, że ktoś jest zaangażowany w zielone tematy – świadomość ludzi się zmienia, chcą zmian. Cieszę się na każdą wiadomość i wierzę,że świat będzie lepszy. Wiele zależy od nas!

udostępnij