Recenzuje Sonia Miniewicz
„Ciche miejsce” Olivii West Lloyd garściami czerpie z tradycji horrorów i thrillerów psychologicznych; staje się przez to filmem dość przewidywalnym, ale tym samym doskonale wpisuje się w konwencję. Meg, która wciąż walczy z traumą po tym, jak została porwana, wyjeżdża wraz z mężem do domku na odludziu. Tam chce próbować odbudować nadwyrężoną relację z partnerem i, co ważniejsze, odzyskać wewnętrzny spokój. Lloyd sprawnie utrzymuje napięcie, wrzucając widza w sam środek emocjonalnego piekła, gdzie nie wiadomo, co jest prawdą, a co złudzeniem – i komu można zaufać.