Sympatyczny gość szybko wczuł się w imprezowy klimat na weselu. Słońce nie zaczęło jeszcze zachodzić, a on już był w takim stanie, że zajęło mu dobrych kilka chwil, żeby zauważyć ogień, który wzniecił wymachując zimnymi ogniami. Po zarejestrowaniu zagrożenia tanecznym krokiem, w rytm muzyki zaczął gasić pożar rękami, a następnie nie martwiąc się o duże ryzyko poparzenia i stan garnituru stanął w ogniu i skutecznie ugasił go, wdeptując płomienie w ziemię. Na koniec jakby nigdy nic, z uśmiechem na twarzy tańczył dalej.
Nie wszyscy goście byli tak samo wyluzowani jak sprawca potencjalnego pożaru. Po opanowaniu niespodziewanego zdarzenia jedna z kobiet podeszła do pijanego mężczyzny i niezadowolona próbowała go uspokoić. Na szczęście nikomu nic się nie stało.