Jak wynika z najnowszego raportu NFZ, szacuje się, że w Polsce na depresję choruje ok. 1,2 mln osób.
Osoby te często muszą mierzyć się ze stygmatyzacją, ponieważ rozmowa o zdrowiu psychicznym nadal nie jest w naszym kraju czymś powszechnym. Kontrowersyjny i stronniczy film Beaty Pawlikowskiej na temat szkodliwego działania leków przeciwdepresyjnych na pewno nie przyczyni się do rozwiązania tego problemu.
W 44-minutowym wideo Pawlikowska przekonuje, że leki antydepresyjne mają mnóstwo szkodliwych skutków ubocznych, powodują zmiany w mózgu, zmieniają osobowość, a także mogą negatywnie wpłynąć na nasz stan zdrowia. Choć dziennikarka twierdzi przy tym, że jedynie przekazuje fakty, trudno nie zauważyć stronniczego charakteru całego materiału.
Zwłaszcza że stanowisko Pawlikowskiej w sprawie depresji jest dobrze znane. W 2016 roku dziennikarka wydała książkę „Wyszłam z niemocy i depresji. Ty też możesz!”, w której pada bardzo niebezpieczne stwierdzenie: „Depresji nie da się trwale wyleczyć za pomocą lekarstw”.
Pawlikowska nie jest lekarką, a budowanie narracji wokół własnej opinii i przedstawianie jej jako faktu nie ma nic wspólnego z rzetelnością. Nie wszystkie badania naukowe są sobie równe, natomiast interpretacja badań naukowych to trudna sztuka, która wymaga przede wszystkim wiedzy. Krótko mówiąc: film Pawlikowskiej ma równie dużą wartość naukową, co sławetne filmy z żółtymi napisami.
Pozew raz
Publikacja Pawlikowskiej wkurzyła nie tylko internautów, ale także środowisko naukowe. Dr Maja Herman, psychiatrka i prezeska Polskiego Towarzystwa Mediów Medycznych, założyła zrzutkę na pozew dla dziennikarki. Herman zarzuciła Pawlikowskiej „szerzenie nieprawdziwych informacji, stanowiących niebezpieczeństwo dla zdrowia i życia setek tysięcy osób chorujących na depresję” i podkreśliła, że ma dość celebrytów, którzy wypowiadają się o zdrowiu psychicznym.
Celem zbiórki było zebranie 30 tys. zł, lecz w ciągu dnia udało się już ponad 32 tys. „Chętnie stawię się w sądzie, aby przedstawić wyniki badań tak, jak to zrobiłam w opublikowanym przeze mnie nagraniu” – zapewniła Pawlikowska.
Klasyczne non-apology
W odpowiedzi na burzę w sieci Pawlikowska opublikowała przeprosiny, które można sklasyfikować jako klasyczne non-apology. Oświadczenie kończy się zdaniem: „Przepraszam osoby, które poczuły się urażone”. Nie pozostaje także nic innego, jak mieć nadzieję, że Pawlikowska dotrzyma obietnicy i nie będzie więcej wypowiadać się na temat depresji.
