Podczas poznańskiego wydarzenia Impact polska noblistka przyznała się do korzystania ze sztucznej inteligencji. Dyskusja wśród internautów szybko przybrała niewłaściwy ton.
Wypowiedź Olga Tokarczuk o korzystaniu ze sztucznej inteligencji wywołała w sieci reakcję dużo ostrzejszą, niż faktycznie wynikałoby z jej słów. W mediach społecznościowych szybko pojawiła się narracja sugerująca, że nobliska pisze książki przy użyciu sztucznej inteligencji, choć sama pisarka się do tego nie przyznała. Wręcz przeciwnie – jej wypowiedź była znacznie bardziej złożona i momentami sceptyczna wobec technologii.
Podczas poznańskiego wydarzenia Impact Tokarczuk opowiadała o tym, że wykorzystuje zaawansowany model językowy jako narzędzie do rozmowy, inspiracji i rozwijania pomysłów. Przyznała, że czasem rzuca maszynie ideę z pytaniem o rozwinięcie pomysłu. Dla wielu odbiorców stało się to dowodem na oddanie twórczości sztucznej inteligencji, jednak w rzeczywistości trudno znaleźć w jej słowach deklarację, że sztuczna przejmuje jej proces twórczy.
Noblistka jednak wielokrotnie podkreślała ograniczenia modeli językowych, ich skłonność do błędów i halucynacji. Mówiła też z wyraźną nostalgią o literaturze tworzonej miesiącami w samotności, jako efekcie pracy jednego świadomego umysłu. Wspominała nazwiska takie jak Honoré de Balzac, Emil Cioran czy Vladimir Nabokov, podkreślając, że nie wierzy, by jakikolwiek chatbot był w stanie osiągnąć podobny poziom literackiej wyjątkowości. To ważny kontekst, który w internetowych dyskusjach często został pominięty.
W reakcji szczególnie widocznej wśród młodszych użytkowników internetu pojawiło się mocne rozczarowanie. Dla części pokolenia Z sztuczna inteligencja stała się symbolem automatyzacji kreatywności, zagrożenia dla sztuki i utraty autentyczności. W takim klimacie nawet samo przyznanie się przez artystów do używania AI – choćby wyłącznie jako narzędzia pomocniczego – wywołuje emocjonalny sprzeciw.
Jednocześnie warto zachować proporcje. Tokarczuk nie opisywała procesu generowania powieści, lecz raczej eksperymentowanie z technologią i intelektualną ciekawość. Trudno też ignorować czynnik pokoleniowy – dla 64-letniej pisarki rozwój sztucznej inteligencji może być po prostu fascynującym doświadczeniem cywilizacyjnym. Kontakt z narzędziem, które potrafi prowadzić rozmowę, rozwijać skojarzenia czy proponować interpretacje, dla wielu osób z jej pokolenia bywa czymś zdumiewającym samym w sobie.
Najbardziej niepokojący fragment jej wypowiedzi nie dotyczył zresztą samego używania AI, lecz diagnozy współczesnej kultury. Tokarczuk mówiła o czytelnikach poszukujących coraz prostszych, jednowymiarowych historii w świecie, który staje się coraz bardziej skomplikowany. I właśnie ten wątek wydaje się najciekawszy. Być może problemem nie jest samo narzędzie, ale sposób, w jaki społeczeństwo zaczyna doceniać szybkość, uproszczenie i natychmiastową konsumpcję treści.
Dzisiejsza debata o AI często popada w skrajności. Z jednej strony pojawia się bezkrytyczny zachwyt technologią, z drugiej – oskarżenia, że każde użycie sztucznej inteligencji oznacza koniec prawdziwej sztuki. Tymczasem wypowiedź Tokarczuk wydaje się znacznie bardziej ambiwalentna – jednocześnie zaciekawiona możliwościami nowych narzędzi i pełna żalu za światem tradycyjnej literatury. Dlatego reakcja części internautów wydaje się przesadzona. Krytyka samego zjawiska AI w kulturze jest jak najbardziej zrozumiała, ale przypisywanie pisarce słów, których nie wypowiedziała, upraszcza całą dyskusję dokładnie w taki sposób, przed jakim sama ostrzegała.




![„Wypadek: Sprawa Mackenzie Shirilli” – nowy, wstrząsający true crime na Netflixie [RECENZJA]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_The_crash_netflix_mackenzie_shirilla_now_jpg_34f1c97292.webp&w=1920&q=80)

![Kamil Białaszek: „Teatr, który nie dogania rzeczywistości, jest po prostu wsteczny” [WYWIAD]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_1920_1778847975153_hamlet_koza1_2734_2c6bf23348.webp&w=1920&q=80)
