Powrócił gorący temat wyboru siódmego w historii aktora, który wcieli się w rolę Jamesa Bonda. Od kilku dni w brytyjskiej prasie wrze.
Odkąd Daniel Craig definitywnie zakończył swój udział w kolejnej części przygód Agenta 007, pojawiło się wiele spekulacji na temat tego, kto powinien godnie go zastąpić. Producenci EON, Barbara Broccoli i jej partner Michael G. Wilson, dali jasno do zrozumienia, że aktor, który zostanie wybrany do roli Jamesa Bonda, będzie musiał zaangażować się w kolejne części filmu, co może zająć mu lata kariery. Z tego powodu tak oczywiste propozycje, jak Idris Elba czy Tom Hardy z miejsca zostały odrzucone.
Tymczasem pojawiła się plotka, że rola Bonda może przypaść w udziale Aaronowi Taylorowi-Johnsonowi. Informacja nie została oficjalnie potwierdzona, ale brytyjska prasa podała, że Taylor-Johnson nakręcił niedawno kilka próbnych scen w Pinewood Studios.
Mówi się, że Aaron Taylor-Johnson jest w idealnym wieku – Bond nie jest już młodzieniaszkiem, a agentem z wieloletnim stażem. Producent Michael G. Wilson wyjaśnił:
Taylor-Johnson ma doświadczenie w filmach akcji, między innymi w tegorocznej produkcji „Bullet Train”, w której zagrał u boku Brada Pitta. Walecznością popisywał się w „Kick-Ass” i „Avengers: Age of Ultron”, na koncie ma także role w wysokobudżetowych filmach, takich jak „Godzilla” i „Tenet”.


