Nick Cave & The Bad Seeds powrócili do Polski w ramach trasy „The Wild God Tour” z dwoma koncertami - zagościli już w Łodzi, a występ w Krakowie już 11.10. Łodzianie mieli szansę spotkać australijską ikonę rocka alternatywnego nie tylko w Atlas Arenie, ale także przechadzając się po centrum miasta.
Najnowszy album zespołu
30-go sierpnia tego roku premierę miał nowy krążek Nick’a Cave’a zatytułowany „Wild God”. Ekstatyczny, kipiący wigorem, zaraźliwy. Po śmierci dwóch synów, artysta rozprawia się z żałobą w swoim specyficznym stylu, z dala od biblijnych przedstawień tworzy swoje własne interpretacje na temat wiary i niewiary. Sam Cave określa ten album jako „czystą emocję”, stąd też okładka płyty to nic więcej prócz białego tła i pogrubionego tytułu.
Gwiazda wieczoru zaświeciła na łódzkim Śródmieściu już za dnia – Nick Cave był wielokrotnie widziany i fotografowany spacerując po mieście. W Internecie krążą jego zdjęcia z fanami. Krajobrazy pofabrycznej Łodzi, która stoi za sukcesami kinematograficznymi wielu mistrzów Polskiej Szkoły Filmowej, zdają się idealnie uzupełniać wizerunek muzyka, który brawurowo łączy melancholijną, mroczną poezję z żywą rockerką.
Wczoraj Łódź, dzisiaj Kraków
11-go października Nick Cave & The Bad Seeds zagrają w krakowskiej Tauron Arenie. Bilety na to wydarzenie zostały wyprzedane. Niewątpliwie jest to zasługa fanów oczarowanych dwa lata temu w Gliwicach i Gdańsku, jak i tych, którzy zasłyszeli, co to znaczy posłuchać Cave’a na żywo. Kosmiczna energia, magiczny spektakl, duchowe przeżycie – tak mówi się o tym performansie. Frontman nazywany jest muzycznym prorokiem; ale to jego wierni sprawiają, że koncerty przeistaczają się w rytualne misteria.
W lipcu 2014 roku premierę miał fabularyzowany dokument o artyście – „20 000 dni na Ziemi”. Cave został zapytany między innymi o to, czy nadal lubi występować.
Wczoraj w Łodzi udowodnił, że odpowiedź ta ciągle jest aktualna, a Kraków z pewnością drży już ekscytując się dzisiejszą nocą.
tekst: Zuzanna Zalejasz
